Rosnące obroty przy mocno tracącym rynku wskazują, że inwestorom puściły nerwy. Wczoraj w obrocie znalazły się akcje za przeszło 2 mld zł. W tym roku tylko pięć razy na GPW zanotowano większą aktywność mierzoną tym wskaźnikiem.

W ciągu dnia WIG20 pierwszy raz od połowy marca znalazł się poniżej 2400 pkt. W tych okolicach zaczęli się pojawiać pierwsi chętni do selektywnych zakupów akcji największych firm. Dzięki temu udało się odrobić niewielką część strat. Na zamknięciu notowań WIG20 spadł o 1,56 proc. (w ciągu dnia straty sięgały 2,3 proc.). Warto dodać, że spadek indeksu wyrażonego w euro przekroczył 3 proc., co potwierdza odwrót inwestorów od polskich aktywów.

Liderem spadków wśród dużych firm były walory BZ WBK – spółki, która na tle rynku dość dobrze radziła sobie w ostatnich dniach. O ponad 4 proc. potaniały też walory KGHM, do czego obok ogólnej awersji do ryzyka przyczynił się spadek cen miedzi na światowych giełdach. Wczoraj cena surowca spadła do najniższego poziomu od początku lutego.

O ponad 2 proc. spadły też wskaźniki mniejszych spółek, mWIG40 i sWIG80, a odsetek firm, które uchroniły się przed spadkiem, spadł z 30 proc. we wtorek do 24 proc. wczoraj.

Na świecie skala przeceny była nieco mniejsza, ale niepokój inwestorów widoczny był gołym okiem. Cały czas w centrum uwagi znajduje się sparaliżowana nie tylko długami, ale i demonstracjami Grecja oraz agencje ratingowe.

Wczoraj agencja Moody’s ostrzegła, że możliwe jest obniżenie ratingu dla Portugalii. Wcześniej obniżki wiarygodności kredytowej dla Hiszpanii czy Grecji wywoływały mocne przeceny akcji.

W Ameryce w pierwszych godzinach notowań indeks S&P tracił ok. 0,4 proc. Jednak na finiszu indeks Dow Jones IA ostatecznie spadł o 0,55 proc. S&P500 o 0,66 proc., zaś Nasdaq o 0,91 proc.