USA jest jednym z kilku krajów, w którym parlament ma prawo ustalić górny limit zadłużenia. System taki doprowadza jednak do niezwykle niezręcznej sytuacji, kiedy wydatki i poziom długu zbliżają się do wyznaczonych granic. Z takim problemem boryka się teraz prezydent Barack Obama. Jeśli nie uda mu się znaleźć rozwiązania to pewnego dnia okaże się, że jego administracja nie ma pieniędzy na bieżące wydatki, przez co nie będzie w stanie funkcjonować. Dodatkowo Amerykanie zostaną pozbawieni możliwości dalszego się zadłużania, co w efekcie doprowadzi do utraty przez nich możliwości regulowania własnych zobowiązań wobec wierzycieli. W obliczu takiego zagrożenia prezydent od wielu miesięcy toczy batalie z Kongresem o zwiększenie limitu.

Presję na niego dodatkowo zwiększają agencje ratingowe, które zagroziły obniżeniem oceny USA, jeśli dojdzie do utraty płynności finansowej przez amerykańską administrację. Agencje zwracają jednak uwagę, że gotowe są wycofać się ze swoich gróźb. Warunkiem jest wypracowanie porozumienia w sprawie limitów.

- Jesteśmy gotowi do zmiany naszej oceny obecnej sytuacji w USA, jeśli Obamie uda się stworzyć nowy system zarządzania narodowym długiem – stwierdził Steven Hess, analityk z Moody's. – Z drugiej jednak strony brak porozumienia pomiędzy prezydentem a Izbą Reprezentantów (co do limitu zadłużenia) zmuszają nas do postawienia znaków zapytania przy naszych obecnych ocenach – dodaje.

Dodatkowo agencja zaproponowała własne rozwiązanie problemu. Istniejący system należy zwyczajnie zlikwidować. Zdaniem Moody's idealnym rozwiązaniem byłaby rezygnacja z idei limitów. Takie rozwiązanie definitywnie rozwiązałoby problem tak teraz, jak i w przyszłości.

Obecna sytuacja nie jest niczym nowym. W przeszłości wielokrotnie dochodziło już do niebezpiecznego zbliżania się wydatków i co za tym idzie poziomu długu do wyznaczonych limitów. Zwykle jednak w takiej sytuacji kongres przyjmował zwiększenie limitów.