Część z nich, np. Polska czy Słowacja, radzą sobie z tą trudną sytuacją relatywnie dobrze, inne – jak Rumunia, Węgry czy Czechy – mają ogromne problemy z pobudzeniem choćby mikrego wzrostu gospodarczego. W szczególnie złej sytuacji znajdują się dwa ostatnie kraje. Opublikowane parę tygodni temu dane o PKB za drugi kwartał pokazały, że gospodarki Węgier i Czech pozostają w recesji (ich PKB skurczył się o 0,2 proc. w ujęciu kwartalnym oraz 1,2 proc. w ujęciu rocznym).
Co powie MFW?
Nierozwiązanym problemem rządu w Budapeszcie są m.in. przedłużające się negocjacje w sprawie pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 15 mld euro. Rozmowy przerwano jeszcze pod koniec ubiegłego roku, po tym jak deputowani węgierskiego parlamentu przegłosowali reformę banku centralnego, ograniczającą niezależność tej instytucji. Nowe przepisy zostały uchylone dopiero na początku lipca, co umożliwiło powrót misji MFW do Budapesztu. Lipcowe negocjacje też nie przyniosły jednak przełomu, a kolejna runda rozmów zaplanowana jest na wrzesień. Ich atmosfery nie poprawiła na pewno propozycja premiera Viktora Orbana wprowadzenia od przyszłego roku podatku od transakcji finansowych, który miałby obejmować także bank centralny.
Węgierscy politycy argumentują, że kolejne cięcia budżetowe, m.in. w szkolnictwie, opiece zdrowotnej czy transporcie publicznym, mogą zaszkodzić już bardzo słabej gospodarce. Zgodnie z prognozami Komisji Europejskiej węgierski PKB skurczy się w tym roku o 0,3 proc., ale nie brakuje ekonomistów przewidujących głębszą recesję. Pozytywne zakończenie negocjacji w sprawie pomocy MFW zwiększyłoby na pewno zaufanie zagranicznych inwestorów do Węgier, nadwerężone mocno w ostatnich latach w związku z kontrowersyjnymi decyzjami premiera Orbana. Droga do porozumienia wydaje się dziś jednak bardzo długa i wyboista.
Problemy w Czechach
Problemy z planowanymi działaniami zmierzającymi do zmniejszenia deficytu budżetowego ma rząd Petra Necasa. Czeski Senat odrzucił już planowane podwyżki podatków, a debatę w niższej izbie parlamentu zaplanowano w pierwszej połowie września. W ciągu ostatnich dwóch lat, dzięki bolesnemu cięciu inwestycji czy ograniczeniu wydatków, Czechom udało się ściąć deficyt do 3,1 proc. PKB na koniec 2011 roku. Gospodarka dostała jednak zadyszki, co było widoczne w fatalnych danych za pierwsze półrocze. Kolejne kwartały mają być tylko nieco lepsze (Bruksela prognozuje stagnację w 2012 r. oraz 1,5-proc. wzrost PKB w roku przyszłym). A zdaniem części ekonomistów dalsze cięcia i podwyżki podatków mogą skutecznie zdusić nawet ten mikry rozwój. Trudno zaś liczyć na pozytywne zaskoczenie ze strony eksportu, czyli motoru napędowego czeskiej gospodarki, gdy strefa euro – główny odbiorca tamtejszych towarów – balansuje na krawędzi recesji.
Chociaż równie mocno zależne od sytuacji międzynarodowej, w nieco lepszej kondycji są Bułgaria i Rumunia. Pierwsza zanotowała w II kwartale 0,2-proc. wzrost, druga rozwinęła się o 0,5 proc. (w ujęciu kwartalnym) oraz 1,2 proc. r/r. Zgodnie z prognozami KE w całym roku PKB wzrośnie odpowiednio o 0,5 oraz 1,4 proc. Bardziej ostrożny jest MFW, który niedawno ściął swoje tegoroczne prognozy dla rumuńskiej gospodarki z 1,4 do 0,9 proc.