Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o katastrofie ekologicznej na Odrze: Najnowsze informacje i komentarze

Przyczyny masowego śnięcia ryb w Odrze bada niezależnie od siebie kilka instytucji, organy ścigania, a sprawą w środę zajęły się także połączone sejmowe komisje. Jedną z weryfikowanych hipotez jest ta, która mówi, że do katastrofy ekologicznej mogło przyczynić się odprowadzenie do Odry dużej ilości wód przemysłowych. Oprócz legalnych zrzutów ścieków – jak wynika z danych, które pozyskała „Rzeczpospolita” – znacząca jest skala nieczystości, jakie trafiają do rzeki nielegalnie.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Partyjny jazgot ważniejszy od Odry

Od początku czerwca kontrolę pozwoleń wodnoprawnych na zrzuty ścieków do polskich rzek, głównie Odry, prowadzi przy pomocy policji i inspektoratów ochrony środowiska PGW Wody Polskie. Już pierwsze ustalenia są alarmujące. Z 5,8 tys. wylotów w dorzeczu Odry, jakie budzą zastrzeżenia (mają nieuregulowany stan prawny lub nie wiadomo do kogo należą), tylko na 3,5 tys. wydano pozwolenia. Już stwierdzono, że 282 wyloty ścieków do Odry są nielegalne – 20 spraw przekazano policji. A to dopiero początek weryfikacji z tysięcy przypadków, jakie ujawniono.

Czytaj więcej

Katastrofa ekologiczna na Odrze. Alarmujące wyniki kontroli: Rzeki trute na potęgę

Te dane nie zaskakują dr. hab. Andrzeja Woźnicę, dyrektora Śląskiego Centrum Wody Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. – To są zaszłości, których nie naprawimy z dnia na dzień. Do przebudowy powinna pójść cała nasza gospodarka wodno-ściekowa i jej system kontroli – mówi ekspert.

Czytaj więcej

Elżbieta Polak: Za katastrofę odpowiada państwo

Prokuratorzy pracują

Przyczyny skażenia Odry bada zespół śledczy, złożony z siedmiu prokuratorów i pięciu policjantów (zawiadomienie złożył 10 sierpnia WIOŚ we Wrocławiu, a dzień później wszczęto postępowanie w sprawie zanieczyszczenia środowiska znacznych rozmiarów). – Sprawa wymaga działań nadzwyczajnych, intensywnych i tak właśnie pracuje prokuratura – mówił prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Dotąd w śledztwie przesłuchano 228 świadków, wydano siedem postanowień dotyczących powołania biegłych, zabezpieczono wszystkie materiały z kamer monitoringu wzdłuż Odry.

Do przebudowy powinna pójść cała nasza gospodarka wodno-ściekowa i jej system kontroli.

dr hab. Andrzej Woźnica

– Aktualnie pozyskiwane są wyniki badań próbek przez wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska oraz dołączane są wyniki kontroli przeprowadzane w zakładach usytuowanych wzdłuż Odry – dodał wiceprokurator generalny Krzysztof Sierak.

Na ile zrzuty ścieków – legalne i nielegalne – w sytuacji niskiego poziomu Odry i wysokich temperatur mogły wpłynąć na śnięcie ryb?

Sprawą zajmowały się w środę trzy połączone komisje: Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa; Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Zdrowia. Politycy pytali o spóźnione reakcje rządu, skalę zrzutów ścieków do Odry i obowiązujące procedury. Zarzucali rządowi, że działa, „jak strażak” – ale w tym przypadku nie udało się „zgasić pożaru”.

Zaczęło się już w marcu

Magdalena Gosk, zastępca głównego inspektora ochrony środowiska, podała, że po otrzymaniu sygnałów alarmowych próbki do badań z Odry zaczęto pobierać 28 lipca. Dotąd pobrano ich ok. 300 i wykonano blisko 5 tys. analiz. Wciąż nie dały one odpowiedzi, dlaczego masowo padły ryby.

Czytaj więcej

Badania wody z Odry. Minister klimatu: Nie wykryto substancji toksycznych

Wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk podawał, że do incydentów ze śnięciem ryb dochodziło już w marcu i kwietniu. Wskazywał, że „Odra jest rzeką bardzo wrażliwą, z powodu z jednej strony koncentracji przemysłu wzdłuż jej biegu, a z drugiej – występowania aglomeracji”.

Z tego powodu pojawia się wiele incydentów, głównie na Śląsku, a zwłaszcza w Kanale Gliwickim, gdzie np. 17 marca zaobserwowano martwe ryby, a 29 marca na kanale pojawiły się zanieczyszczenia ropopochodne. W kwietniu przy śluzie Łabędy znów zauważono śnięte ryby, a 18 i 14 lipca na Kanale Kędzierzyńskim. Działalność prowadzą tam m.in. Bumar Łabędy i Azoty.

Pierwsze pojedyncze przypadki śniętych ryb odnotowano pod koniec lipca na wysokości jazu Lipki, oddalonego o kilka kilometrów od Oławy. To był początek największej ekologicznej katastrofy – odłowiono ponad 100 ton padniętych ryb. – Padliśmy ofiarą hejtu, gdy tymczasem to my jako pierwsi już 1 sierpnia poinformowaliśmy o sprawie kilka instytucji i służby – mówi nam burmistrz Oławy Tomasz Frischmann.