Korespondencja z Antalii
Wiele dzieje się też wokół Libanu, który zdaniem pakistańskich negocjatorów miał być również objęty zawieszeniem broni, czemu sprzeciwiał się do tej pory Izrael.
Liban a negocjacje amerykańsko-irańskie
Donald Trump ogłosił jednak w czwartek wieczorem bliskowschodniego czasu, że lada moment ma wejść w życie 10-dniowy rozejm między Libanem i Izraelem. Zapowiedział też, że dojdzie do spotkania w Waszyngtonie premiera Izraela Beniamina Netanjahu i prezydenta Libanu Josepha Aouna. Nie wiadomo, kiedy to miałoby nastąpić, ale Trump uznał, że wkrótce uda mu się zakończyć tę wojnę, miałaby być jego zdaniem 10. wojną, którą powstrzymuje za tej kadencji.
Pokój między Libanem i Izraelem bardzo pomógłby zawarciu porozumienia amerykańsko-irańskiego. Reżim ajatollahów oficjalnie w swoim 10-punktowym planie, który miał być podstawą rozmów w Islamabadzie, stawiał warunek zakończenia wojen w regionie „na wszystkich frontach”, w tym ataków na jego libańskiego sojusznika, Hezbollah.
Czytaj więcej
Amerykanie i Irańczycy prawdopodobnie zasiądą jeszcze w tym tygodniu do drugiej tury negocjacji w Islamabadzie. Pojawiła się też nadzieja na uspoko...
Nie wiadomo jednak, jak zmusić Hezbollah do podporządkowania się jakimkolwiek ustaleniom prowadzonym z udziałem Ameryki. Nie akceptuje on rozmów izraelsko-libańskich, których pierwszym etapem było historyczne spotkanie ambasadorów w Waszyngtonie w ostatni wtorek. A rząd w Bejrucie nie radzi sobie z rozbrojeniem tej szyickiej organizacji. O Hezbollahu Trump dzisiaj nie wspomniał. Początkowo sugerował, że Netanjahu ma przez telefon rozmawiać z prezydentem Aounem, który jednak zaraz ogłosił, że odmawia. Następna wersja: to Trump rozmawiał oddzielnie z oboma przywódcami krajów, które nie utrzymują stosunków dyplomatycznych.
Czy możliwy jest powrót do „zniszczenia cywilizacji irańskiej” przez USA?
Co do negocjacji amerykańsko-irańskich – Donald Trump sugerował we wtorek, że mogą być wznowione w Islamabadzie nawet w ciągu dwóch dni. Ta data jest już nierealna, ale politycy z krajów zainteresowani zakończeniem wszczętej 28 lutego przez USA i Izrael wojny z Iranem pracują na wysokich obrotach w wielu miejscach. Mają w pamięci, że amerykański prezydent przedłużył swoje ultimatum dla irańskiego reżimu do 22 kwietnia. Nie wiadomo, czy po tej dacie wróci do projektu zniszczenia irańskiej cywilizacji. Sekretarz obrony Pete Hegseth w czwartek zagroził Iranowi przeprowadzeniem ataków na infrastrukturę energetyczną (a to miała być część trumpowego niszczenia cywilizacji), jeżeli jego przywódcy nie zaakceptują porozumienia. Jednocześnie namawiał ich do „mądrego” wyboru, czyli, jak można przypuszczać, rezygnacji z programu nuklearnego na bardzo długo. Stojący na czele amerykańskiej delegacji podczas pierwszych, historycznych negocjacji w Islamabadzie w ostatni weekend, wiceprezydent J. D. Vance miał proponować co najmniej 20 lat na zawieszenie wzbogacania uranu przez Iran. Trump, jak się okazało we wtorek, chciałby więcej.
Iran, a ściślej wojskowi, też grożą, m.in. rozszerzeniem konfliktu na Morze Czerwone, najprawdopodobniej poprzez sojuszniczych Hutich panujących nad częścią Jemenu, akurat tą w pobliżu ważnego dla świata szlaku transportowego. Przedstawiciel niewojskowych władz w Teheranie w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówi z kolei o potrzebie „elastyczności” ze strony administracji amerykańskiej.
Liczy też na dyplomatyczne wysiłki Pakistańczyków.
Dwie pakistańskie ekipy latają po świecie. Główna rola marszałka Asima Munira
Pakistańczycy prowadzą rozmowy w wielu miejscach. Dwie pakistańskie ekipy latają po świecie. Szczególne zadanie ma dowódca wpływowej armii Asim Munir, bo to jego wyróżnia i wychwala za „dobrą robotę” Donald Trump. W czwartek rano marszałek polny Munir spotkał się w Teheranie z Mohamedem Bagherem Ghalibafem, przewodniczącym parlamentu, który stał na czele irańskiej delegacji w czasie niedawnych negocjacji w Islamabadzie. Przekazał mu najnowsze stanowisko Ameryki i zarys kolejnej rundy w pakistańskiej stolicy. W piątek Munir ma się pojawić w Waszyngtonie, co, powołując się na pakistańskie źródła, podawały media regionalne.
Kraje w regionie w przyspieszonym tempie odwiedza druga pakistańska ekipa, na której czele stoi premier Shehbaz Sharif. W środę szef rządu odwiedził Arabię Saudyjską, gdzie przyjął go premier i następca tronu Mohamed bin Salman. Wysiłki na rzecz pokoju zostały nagrodzone: dzisiaj Saudyjczycy ogłosili, że Pakistan dostanie 8 mld dol. na „wsparcie stabilności gospodarczej”. Od niecałego roku Pakistan, jedyne państwo muzułmańskie z bronią atomową, łączy z Arabią Saudyjską strategiczny sojusz obronny.
Czytaj więcej
Bilans sukcesów państwa żydowskiego w wojnie z reżimem ajatollahów wypada skromnie. Dlatego premier Izraela Beniamin Netanjahu twierdzi, że konfron...
W czwartek Shehbaz Sharif był już w Katarze na spotkaniu z emirem Tamimem bin Hamadem as-Sanim. W piątek jest uczestnikiem Dyplomatycznego Forum w tureckiej Antalii, do której zjedzie wielu przywódców i dyplomatów.
Zwolennicy stabilizacji. Czy powstała „sunnicka oś” Pakistan, Turcja, Arabia Saudyjska, Egipt i może jeszcze Katar?
Dlaczego pakistański premier odwiedza przed spodziewaną drugą turą negocjacji pokojowych USA i Iranem właśnie te kraje? Mówi się, że zaczynają tworzyć, wraz z Pakistanem i jeszcze Egiptem „sunnicką oś”.
– Jeżeli już w ogóle używać określenia „oś” i na dodatek „sunnicka”, to nie w znaczeniu religijnym. To jest grupa państw, którym szczególnie zależy na stabilizacji w regionie i na większej roli dyplomacji – mówi „Rzeczpospolitej” Özgür Ünlühisarcıklı, szef ankarskiego oddziału amerykańskiego think tanku German Marshall Fund, podkreślając, że przedłużająca się wojna irańska to katastrofa dla i tak osłabionej gospodarki. – Turcja jest przeciwna obaleniu reżimu w Iranie, bo to doprowadziłoby do wielkiej destabilizacji w regionie – dodaje.
Lęk przed destabilizacją doprowadził do poprawy stosunków między Turcją a Arabią Saudyjską i Egiptem, z Pakistanem i Katarem już wcześniej były bliskie i dobre. Jak podkreśla Özgür Ünlühisarcıklı, w regionie utrwala się nowy podział. Z jednej strony są Arabia Saudyjska, wspierająca stabilizację i centralizację władzy, wraz z sojusznikami, a z drugiej Zjednoczone Emiraty Arabskie, które współpracują z Izraelem.
Kto będzie na Forum Dyplomatycznym w tureckiej Antalii
Lista uczestników rozpoczynającego się w piątek i zaplanowanego do niedzieli Forum Dyplomatycznego w Antalii (ADF) jest długa. Są na niej oprócz premiera Pakistanu m.in. prezydenci Turcji, Syrii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i kilku mniejszych krajów europejskich, jak Słowenia i Mołdawia. USA reprezentuje ważny dla amerykańskiej polityki bliskowschodniej ambasador w Ankarze Thomas Barrack i urodzony w Libanie doradca Trumpa ds. Bliskiego Wschodu Massad Boulos. Będzie też delegacja irańska, której przewodniczyć ma jeden z wiceszefów resortu dyplomacji.
Czytaj więcej
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan zadeklarował, że Ankara pracuje nad przedłużeniem zawieszenia broni między Waszyngtonem i Teheranem, a także...
Z Rosji ma przyjechać wieczny szef MSZ Siergiej Ławrow, a z Chin niegdyś wysokiej rangi dyplomata Zhang Ming.