Reklama

Słowa Ursuli von der Leyen dzielą Europę. Niemcy i Włochy kontra Francja i Hiszpania

Bronić prawa międzynarodowego czy uznać prawo siły? Emmanuel Macron i Pedro Sánchez stawiają na to pierwsze, Ursula von der Leyen, Friedrich Merz i Giorgia Meloni - na drugie.
Friedrich Merz, Ursula von der Leyen i Emmanuel Macron

Friedrich Merz, Ursula von der Leyen i Emmanuel Macron

Foto: REUTERS

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jaki jest główny podział w Europie dotyczący podejścia do prawa międzynarodowego?
  • Jaką nową strategię dla Unii Europejskiej proponuje Ursula von der Leyen?
  • Którzy przywódcy europejskich państw opowiadają się za adaptacją do świata opartego na strefach wpływów?
  • Którzy przywódcy bronią zasad prawa międzynarodowego w polityce zagranicznej?

W lawinie przemówień, jakie wygłasza przewodnicząca Komisji Europejskiej, to jedno może przejść do historii.

Reklama
Reklama

– Europa nie może być strażnikiem dawnego porządku światowego, bo ten świat odszedł w przeszłość i już nie wróci. Owszem, zawsze będziemy bronili i promowali system oparty na prawie, który wraz z naszymi sojusznikami pomogliśmy zbudować. Ale nie możemy się już dłużej na nim opierać jako jedynym sposobie uchronienia naszych interesów czy też zakładać, że to prawo ochroni nas od złożonych zagrożeń, przed jakimi stajemy – powiedziała na początku tygodnia na spotkaniu ambasadorów Unii Ursula von der Leyen.

Jej zdaniem Unia musi przebudować swoje instytucje tak, aby mogły skutecznie działać w świecie opartym na strefach wpływów, na sile. – Należy rozstrzygnąć, czy system, który zbudowaliśmy – ze wszystkimi jego próbami budowy w dobrej wierze kompromisów i konsensusu – wzmacnia naszą wiarygodność jako podmiotu geopolitycznego, czy odwrotnie – ją osłabia – dodała Niemka. 

Reklama
Reklama

Słowa Ursuli von der Leyen podzieliły nawet Komisję Europejską, na czele której stoi Niemka

Przesłanie jest mocne, bo Unia, która łączy kraje o odmiennej historii, kulturze czy pochodzeniu etnicznym, powstała dzięki przywiązaniu do prawa. Do tej pory uważano, że bez przestrzegania powszechnie uznanych reguł integracja jest niczym.

Nic więc dziwnego, że w samej unijnej centrali deklaracja Von der Leyen spotkała się z ostrym sprzeciwem. Zaczął przewodniczący Rady Europejskiej António Costa. – Żyjemy w nowej rzeczywistości, w której Rosja gwałci pokój, Chiny naruszają handel międzynarodowy, a Stany Zjednoczone podważają porządek międzynarodowy oparty na pewnych regułach. Jaka w tej sytuacji powinna być misja Unii Europejskiej? Po pierwsze musimy bronić porządku międzynarodowego opartego na prawie – oświadczył we wtorek Portugalczyk. Bo jego zdaniem, jeśli krytykujemy Władimira Putina za to, że z pogwałceniem tegoż prawa międzynarodowego napadł na Ukrainę, to musimy stosować te same normy wobec ataku na Iran czy gróźb inwazji USA na Grenlandię. 

Czytaj więcej

Giełdy krwawią, benzyna drożeje. Amerykanie wystawiają Trumpowi rachunek za wojnę

Podobne podejście przyjęła szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. – Dwa największe kryzysy współczesnego świata, na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie, są ze sobą bezpośrednio związane. Dzielą wspólne źródła: erozję prawa międzynarodowego – uznała Estonka. Z racji pełnionej funkcji jest ona zastępczynią szefowej Komisji Europejskiej. W ten sposób spór podzielił więc także samą instytucję pełniącą rolę unijnej egzekutywy. Tym bardziej, że stanowisko Von der Leyen podważyła także jej druga zastępczyni Teresa Ribera.

– Forma, której użyła von der Leyen, nie była prawidłowa. Podważanie prawa międzynarodowego jest bardzo niebezpieczne – uznała Hiszpanka. 

Tyle, że spór daleko rozlał się poza Brukselę. Objął główne stolice europejskie. I to w funkcji tego właśnie podziału zaczęli się wypowiadać członkowie Komisji Europejskiej. 

Reklama
Reklama

Dla kanclerza Niemiec priorytetem jest „uspokojenie” relacji transatlantyckich

Zaczęło się od Friedricha Merza. Kanclerz pojawił się w Białym Domu trzy dni po rozpoczęciu przez Amerykanów i Izraelczyków ataku na Iran. Wtedy było już wiadomo, że tak Brytyjczycy, jak i Hiszpanie nie pozwolili na użycie amerykańskich baz znajdujących się na ich terenie do ataku na Teheran. Trump swoim zwyczajem przystąpił więc do besztania przywódców obu krajów.

– Rzecz jasna nie mamy do czynienia z Winstonem Churchillem – mówił z pogardą o premierze Keirze Starmerze tak, jakby on sam był współczesnym uosobieniem Abrahama Lincolna czy Ronalda Reagana. Jeszcze mocniej zaatakował on jednak szefa hiszpańskiego rządu Pedra Sáncheza zapowiadając, że „zrywa wszelkie relacje handlowe” z królestwem. 

Przez cały ten czas Niemiec się nie odzywał. A w pewnym momencie wręcz poparł Trumpa mówiąc, że Hiszpania musi, jak inne kraje NATO, podnieść wydatki na obronę do 5 proc. PKB. 

Czytaj więcej

Strach przed Rosją zbliża Polskę i Szwecję. Król Karol XVI Gustaw przyjeżdża do Warszawy

To jest linia, którą już od pewnego czasu przyjmuje Berlin. Merz nie skrytykował otwarcie ani porwania przez Amerykanów przywódcy Wenezueli Nicolása Maduro ani bombardowań instalacji atomowych Iranu w czerwcu 2025 r. W tym drugim przypadku pewną rolę odgrywają specjalne relacje między Niemcami i Izraelem. Przede wszystkim jednak kanclerz uznał, że najważniejsze jest „uspokojenie” relacji transatlantyckich i utrzymanie przynajmniej pewnej współpracy Ameryki z Ukrainą. 

Tę linię zdaje się podzielać włoska premier Giorgia Meloni, która zaoferowała pomoc w obronie przed irańskimi atakami monarchii Zatoki Perskiej. – Ona zawsze stara się pomóc, jest znakomitym przywódczynią i moją przyjaciółką – uznał Trump, który jednak nie ostrzegł Włoszki o nadchodzącym uderzeniu. 

Reklama
Reklama

Ale w zupełnie innym kierunku poszedł Pedro Sánchez. Dzień po ataku amerykańskiego prezydenta w specjalnym oświadczeniu powiedział: „Stanowisko Hiszpanii jest jasne. Pozostaje takie samo, jakie przyjęliśmy w sprawie Ukrainy czy Gazy. Po pierwsze: nie dla upadku prawa międzynarodowego, który chroni nas wszystkich, a przede wszystkim najbardziej bezbronnych, ludność cywilną. Po wtóre: nie dla założenia, że na tym świecie można rozwiązać problemy tylko poprzez konflikty, poprzez bomby. I wreszcie nie dla powtórzenia błędów przeszłości” – oświadczył premier, który wyrasta na przywódcę antytrumpowej koalicji. 

Czytaj więcej

„Dlatego Donald Trump wybuchnął”. Czy Hiszpania, przez spór z USA, straci enklawy w Afryce?

Do Sáncheza już następnego dnia zadzwonił Emmanuel Macron. Zapowiedział, że cała Unia stanie w obronie Hiszpanii, jeśli Trump spełni swoje groźby wobec niej. W ten wtorek prezydent Francji odwiedził lotniskowiec Charles de Gaulle poruszający się po Morzu Śródziemnym. W jego otoczeniu można było usłyszeć, że Trump nie ma żadnego planu na irańską kampanię. Sam prezydent zapewnił, że „w tym wielkim bałaganie Francja będzie działała ze spokojem i konsekwencją”. Paryż chce w najbliższych tygodniach zabezpieczyć przepływ tankowców przez Cieśninę Ormuz. Bo też to Europa odczuwa w największym stopniu ciężar skoku cen nośników energii spowodowanego uderzeniem na Iran. W tej operacji pomoc Francuzom obiecali Hiszpanie i Holendrzy, ale także Włosi. 

Lecz Sanchez ma też szczególną broń przeciw Von der Leyen. – Bez jego poparcia nie przetrwałaby ona wotum nieufności w Parlamencie Europejskim – zwraca uwagę „Rzeczpospolitej” Alvaro Nieto, redaktor naczelny madryckiego portalu informacyjnego The Objective. Kolejne głosowanie w tej sprawie ma nastąpić już wkrótce. 

Dyplomacja
Donald Trump zadzwonił do Władimira Putina. Rozmawiali o Iranie i Ukrainie
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Nowoczesne finanse, decyzje finansowe w świecie algorytmów – jak zachować kontrolę
Dyplomacja
Thomas Rose o Grzegorzu Braunie: Trump nie zapomni, kto nie jest jego przyjacielem
Dyplomacja
Wojna w Iranie sprawi, że Wielka Brytania straci bazy na Cyprze?
Dyplomacja
Chiny naciskają na Iran. Chodzi o Cieśninę Ormuz
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama