Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 457

Chodzi o wypowiedź doradcy prezydenta Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego Jake'a  Sullivana, który w wywiadzie dla CNN odpowiadał na pytanie, czy Ukraina powinna mieć broń, która może dosięgnąć rosyjskich celów na Krymie.

- Tak - odpowiedział doradca. - Nie nałożyliśmy ograniczeń na to, że Ukraina może uderzyć na swoje terytorium w granicach uznanych przez społeczność międzynarodową.

Sullivan dodał, że USA wyraźnie dały do zrozumienia Kijowowi, iż nie zgadzają się na użycie amerykańskich systemów do zaatakowania Rosji. - A my wierzymy, że Krym to Ukraina - dodał.

Z powodu tej wypowiedzi, zdaniem rosyjskiego MSZ oznaczającej poparcie uderzeń na Krym, wezwano wysokich rangą amerykańskich dyplomatów, którym przedstawiono "stanowczy protest przeciwko niedopuszczalnym wypowiedziom doradcy prezydenta USA ds. terytorium Federacji Rosyjskiej, w tym Republiki Krymu i obwodu biełgorodzkiego".

"Podkreśla się, że zapewnienia amerykańskich urzędników, że Stany Zjednoczone nie zachęcają do takich ataków na Rosję są obłudne i fałszywe, biorąc pod uwagę bezpośrednie materialne dowody użycia broni i sprzętu dostarczonego na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy przez Pentagon  do przygotowania i przeprowadzenia aktów terrorystycznych przez ukraińskich bojowników" - czytamy z komunikacie resortu Ławrowa.

Podkreśla się w nim także, że "wrogie działania Stanów Zjednoczonych, które już dawno stały się stroną konfliktu, pogrążyły stosunki rosyjsko-amerykańskie w głębokim i niebezpiecznym kryzysie, obarczonym nieprzewidywalnymi konsekwencjami".

"Nadszedł czas, aby Waszyngton nauczył się, że jakakolwiek forma agresji przeciwko Rosji będzie nadal spotykać się z najbardziej stanowczymi reakcjami" - ostrzega MSZ.