Polityczny bojkot oznacza, że uczestniczące w nim kraje nie wyślą przedstawicieli rządów na igrzyska, ale sportowcy z państw biorących udział w bojkocie mogą wziąć udział w imprezie.
Jako pierwsze, w poniedziałek, dyplomatyczny bojkot igrzysk ogłosiły Stany Zjednoczone, uzasadniając tę decyzję łamaniem praw człowieka przez Chiny - chodzi m.in. o prześladowania muzułmańskiej mniejszości Ujgurów w prowincji Sinciang.
Chiny oświadczyły we wtorek, że USA "zapłacą" za swoją decyzję o zbojkotowaniu igrzysk w Pekinie i zapowiedziały podjęcie kroków odwetowych, choć nie sprecyzowały jakich.
Premier Kanady, Justin Trudeau, informując o dołączeniu Kanady do bojkotu podkreślił, że Pekin "był świadom, iż Zachód o dawna jest zaniepokojony stanem praw człowieka w Chinach". - Więc nie powinno być zaskoczeniem, że zdecydowaliśmy się nie wysyłać na igrzyska dyplomatycznych przedstawicieli - dodał.
Czytaj więcej
Premier Boris Johnson podczas cotygodniowego wystąpienia w parlamencie oświadczył, że żaden członek jego rządu nie pojedzie do Pekinu.
Rzecznik chińskiej ambasady w Kanadzie oskarżył Trudeau o formułowanie fałszywych twierdzeń.
"W oparciu o ideologiczne uprzedzenia, a także kłamstwa i plotki, Kanada i kilka innych krajów Zachodu zaangażowały się w polityczne manewry, mające zakłócić przebieg zimowych igrzysk olimpijskich i paraolimpijskich w Pekinie" – napisał rzecznik w oświadczeniu, w którym przekonywał, że "próby te skazane są na klęskę".
Jako pierwsze, w poniedziałek, dyplomatyczny bojkot igrzysk ogłosiły Stany Zjednoczone
Prezes Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, Thomas Bach podkreślił, że MKOl zawsze koncentruje się na udziale sportowców w igrzyskach. Dlatego - jak mówił na konferencji prasowej - MKOl cieszy się, że kraje decydujące się na bojkot dyplomatyczny igrzysk wspierają udział sportowców z tych państw w igrzyskach.
Decyzję o tym, by nie wysyłać na igrzyska przedstawicieli rządu, rozważa też Japonia.