Tak wynika z wtorkowego, precedensowego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) dotyczącego monitoringu wizyjnego montowanego na prywatnych posesjach. Sprawa trafiła na wokandę z inicjatywy kobiety, która poskarżyła się do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) na sąsiadów. Tłumaczyła, że jej posesja oraz droga dojazdowa są monitorowane z dwóch masztów. W zasięgu kamer sąsiadów znajduje się m.in. jej brama i furtka. Rejestracji podlega wizerunek jej i jej bliskich, tablice rejestracyjne samochodu czy tabliczka adresowa jej posesji. Ponadto alarmowała, że kamery są skierowane na jej taras, okna sypialni czy kuchni. Z kolei z urządzenia przy domu sąsiadów nagrywana jest wschodnia strona jej posesji. Kobieta podkreślała, że wielokrotnie sama i za pośrednictwem policji prosiła o zwrócenie monitoringu sąsiadów wyłącznie na ich posesję. A ponieważ nic to nie dało, wniosła o wydanie nakazu zaprzestania monitorowania jej posesji przez sąsiada.
Monitoring wizyjny a ochrona danych osobowych
Prezes UODO zajął się sprawą i ustalił, że faktycznie na sąsiedniej działce należącej do rodzeństwa został zainstalowany system monitoringu wizyjnego. Jeden z właścicieli przekonywał jednak, że kamery nie rejestrują posesji sąsiadki, od jej strony mają tzw. strefy prywatności – obraz w tej części jest zaczerniony. Jej prywatność w żaden sposób nie jest więc naruszana. Jedynym miejscem, gdzie wizerunek sąsiadki może być nagrywany jest wspólna droga dojazdowa.
Mężczyzna podkreślił, że wyłącznym celem zainstalowania kamer było monitorowanie stanu i bezpieczeństwa jego rodziców, a nie obserwacja życia sąsiadów. Zaznaczył, że on i siostra mają stały i zdalny dostęp do obrazu z kamer, żeby w każdej chwili byli w stanie sprawdzić, co dzieje się u rodziców. Obraz jest zapisywany w trybie ciągłym i zachowywany przez 48 h. Po tym czasie nowe nagrania automatycznie wykasowują stare. Monitoring wykonywany jest w czasie rzeczywistym. Właściciel posesji zapewnił, że ani on, ani siostra nie udostępniają nikomu nagrań. Wyjątkiem jest policja. Zapis utrwalany jest na dysku rejestratora, a dostęp do niego chroniony hasłem. Są też wyraźne informacje, że teren jest monitorowany.
Prezes UODO umorzył postępowanie, ale tylko w jednej kwestii. Uznał bowiem, że syn opiekujący się rodzicami nie jest administratorem systemu monitoringu wizyjnego i tym samym nie przetwarza danych osobowych sąsiadki w kwestionowany przez nią sposób. Rację przyznał jej za to co do monitoringu przekraczającego granice. Nakazał „skasowanie” kamer, które swoim zasięgiem obejmują jej działkę, a sąsiadowi udzielił upomnienia za naruszenie RODO.
Czytaj więcej
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nałożył ponad 26 tys. zł kary na właściciela posesji, który nie wykonał decyzji nakazującej zdemontowanie ka...
Rodzeństwo nie pogodziło się z nakazem i karą, zaskarżyło je, ale przegrało. Najpierw rację prezesowi UODO przyznał Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie. Zauważył, że z dowodów bezsprzecznie wynika, iż teren objęty zasięgiem kamer zainstalowanych na budynku skarżącego wykracza poza obszar jego nieruchomości i obejmuje część drogi dojazdowej stanowiącej współwłasność z sąsiadką. Tym samym zasięg kamer obejmuje teren wykraczający poza jego wyłączną własność.
WSA zgodził się, że zapewnienie bezpieczeństwa własnego ani starszych rodziców nie może być wyłącznym argumentem za oddziaływaniem za pomocą monitoringu na część niebędącą wyłączną własnością skarżącego. Należy brać bowiem pod uwagę także prawa innych osób m.in. sąsiadki, która nie wyraziła zgody na zapewnianie jej bezpieczeństwa za pomocą kamer. Skarżący nie przekonał też sądu, że tzw. „maska prywatności”, tj. zaczernienie fragmentu obrazu kamery miała charakter stały. Nie została zatem zapewniona ochrona prywatności osób, mogących znaleźć się w zasięgu tego monitoringu.
Ponadto w opinii WSA sporny system monitoringu, obejmujący swoim zasięgiem fragmenty posesji sąsiadki oraz wspólną prywatną drogę dojazdową nie może być rozumiany jako działalność o czysto osobistym charakterze, do której nie ma zastosowania RODO.
Kamera skierowana do ogródka sąsiada a naruszenie RODO i prawa do prywatności
Ostatecznie do podobnych wniosków doszedł NSA. Podkreślił, że w sprawie chodzi o dwa istotne problemy – drogę dojazdową będącą współwłasnością skonfliktowanych sąsiadów oraz posesję, która jest wyłączną własnością sąsiadki. NSA, tak jak sąd pierwszej instancji nie dopatrzył się, żeby w sprawie chodziło o czynności o charakterze osobistym. O przetwarzaniu danych osobowych nie decyduje bowiem aspekt subiektywny, ale układ okoliczności zewnętrznych o charakterze obiektywnym. Wewnętrzne przekonanie i cel, jaki jest realizowany nie ma na to wpływu, co zresztą zostało już przesądzone w orzecznictwie unijnym.
W konsekwencji, jak podkreślił NSA, chęć zapewnienia rodzicom bezpieczeństwa nie może przesądzić o tym, że mamy do czynienia z czynnością osobistą lub o charakterze domowym. I skoro kamery wkroczyły poza granicę nieruchomości, na której były zainstalowane, to dochodzi do stosowania RODO. Jeśli chodzi o aspekt związany ze wspólną drogą dojazdową, to, jak zauważył sąd, dopuszczalność przetwarzania danych osobowych w tym zakresie była badana pod kątem przesłanki z art. 6 ustęp 1 lit. f RODO. I również nie miał wątpliwości, że w sprawie nie ziściła się przesłanka niezbędności, a do tego chodzi o nadrzędność prawa sąsiada nad tymi, które chce chronić osoba nagrywająca.
Rzekoma niezbędność miała wynikać z chęci ochrony starszego ojca w kontekście utarczki słownej i naruszenia nietykalności cielesnej. Niemniej w zajściu tym nie brał udziału 90-letni ojciec. Trudno więc uznać, że osoba, dla której miała zostać zainstalowana ochrona wizyjna, była dotknięta reakcją sąsiadki, która protestowała, że ją nagrywają. Co do tzw. testu proporcjonalności, to, jak podkreślił NSA, w spornym przypadku zachodzi konflikt dwóch interesów, wartości, w tym prawa do prywatności. A prawo do prywatności jest jednym z najważniejszych praw konstytucyjnych. Jest emanacją godności ludzkiej, na fundamencie której jest zbudowana konstytucja i cały system wartości prawa.
Sąd nie kwestionował, że z drugiej strony chodzi o bezpieczeństwo rodziców, starszych ludzi, które oczywiście nie jest wartością banalną. Bezpieczeństwo jest wartością podstawową. Niemniej w ocenie NSA prywatność w tym zestawieniu ma charakter nadrzędny, bo nie można zestawić czegoś, co jest fundamentem systemu prawa, z czymś, co dopiero budowane jest na jego gruncie.
Czytaj więcej
Spółdzielnia mieszkaniowa naruszyła RODO instalując kamery w śmietnikach. W tym przypadku jej interes w przestrzeganiu obowiązku segregacji śmieci...
I to, co najważniejsze, sąd nie miał cienia wątpliwości, że chodzi o przetwarzanie danych osobowych. Jak podkreślił sędzia NSA Rafał Stasikowski, sprawa jest ważna, bo takich sytuacji jak sporna, w Polsce możemy mieć miliony. Dlatego sąd doszedł do przekonania, że wymagała głębokiej analizy nie tylko prawnej, ale też refleksji technicznej. I uznał, że samo objęcie zasięgiem monitoringu wizyjnego cudzej nieruchomości, stanowi przetwarzanie danych osobowych osób, które z niej korzystają w rozumieniu art. 4 pkt. 2 RODO, i to pomimo zastosowania cyfrowego zaczernienia obrazu, tj. maski prywatności. Chodzi bowiem o zestaw operacji na wizerunku osób fizycznych, polegających na jego utrwaleniu, czyli rejestracji obrazu przez kamerę, a następnie modyfikacji i utrwaleniu tego, co zo
stało zmodyfikowane. Ta modyfikacja polega na tym, że urządzenie zaczernia zarejestrowany obraz, czyli nakłada maskę prywatności. I w tym momencie dochodzi do utrwalenia. Przy czym wpływu na przetwarzanie danych nie ma to, czy proces zaczernienia obrazu jest trwały i technologicznie nieodwracalny. NSA podkreślił, że w tym zakresie kwestia ochrony prywatności sąsiada musi być rozwiązana w sposób weryfikowalny. Nie wystarczy powołanie się na stosowanie maski prywatności. Ta powinna być więc fizyczna, widoczna dla sąsiada albo dla specjalisty, który może zweryfikować, czy zaczerniony fragment fizycznie coś przesłoni, obejmuje daną nieruchomość, czy nie.
Ewentualnie możliwe jest to poprzez ustawienie kąta kamery w taki sposób, żeby sąsiad mógł to zweryfikować. Inne podejście do spornej kwestii w opinii sądu doprowadziłoby do dewastacji całego systemu ochrony prawa do prywatności i w praktyce pozbawiłoby go 38 milionów ludzi. Wyrok jest prawomocny.
Sygnatura akt: III OSK 649/24