Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego RPP nie reaguje na inflację, która po raz pierwszy od dawna przekroczyła cel NBP.
  • Jakie sprzeczne sygnały z gospodarki i rynków zewnętrznych wpłyną na przyszłe decyzje Rady.
  • Które scenariusze dotyczące stóp procentowych w Polsce są obecnie najbardziej prawdopodobne.
  • O ile może wzrosnąć rata kredytu i spaść zdolność kredytowa po ewentualnej podwyżce stóp.

Decyzja RPP była spodziewana: innej nie oczekiwał żaden z 20 ankietowanych przez „Rzeczpospolitą” i „Parkiet” ekonomistów i zespołów analitycznych. Również notowania rynkowe nie wyceniały podwyżki.

Stopy procentowe w Polsce są utrzymywane bez zmian od marca 2026 r., gdy RPP zaordynowała ostatnią obniżkę, o 25 punktów bazowych, do 3,75 proc. dla stawki referencyjnej NBP.

Stopy procentowe bez zmian mimo wyższej inflacji we wrześniu

Rada zdecydowała się na utrzymanie stóp bez zmian mimo wyraźnego wzrostu inflacji we wrześniu. Według szybkiego szacunku GUS urosła ona do 4 proc. r/r z 3,4 proc. w sierpniu, pierwszy raz od czerwca 2025 r. uciekając poza pasmo wahań wokół celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. +/- 1 pkt proc.). Co więcej: jej perspektywy nie są szczególnie optymistyczne. Przykładowo: ekonomiści banku Pekao czy Credit Agricole BP przewidują, że do końca 2027 r. poniżej 3,5 proc. – czyli górnej granicy odchyleń od celu NBP – inflacja spadnie tylko w pojedynczych miesiącach, gdy będą sprzyjały jej efekty bazy.

Przewidywania są oczywiście owiane dużą dozą niepewności związanej m.in. z rozwojem sytuacji na rynku surowców energetycznych i paliw, działaniami osłonowymi rządu czy poziomem taryf energetycznych i gazowych w 2027 r. Niemniej, jeśli się potwierdzą, to nie pokazują, aby inflacja w horyzoncie ponad jednego roku miała istotnie spadać. Taki obraz sytuacji zarysowany w listopadowej projekcji inflacyjnej NBP mógłby dać podczas posiedzenia za miesiąc asumpt do wzmożonej dyskusji o zacieśnieniu polityki pieniężnej.

Jednocześnie, zgodnie z przewidywaniami ekonomistów, powrót programu CPN do końca 2026 r. będzie obniżał wskaźnik inflacji o około 0,7 pkt proc. To daje Radzie więcej czasu do namysłu, i zmniejsza prawdopodobieństwo podwyżki stóp już w listopadzie. Czy jednak całkowicie wymazuje to ryzyko czy tylko przesuwa je w czasie na początek 2027 r.? Między innymi tych sygnałów ekonomiści będą poszukiwać w komunikacji prezesa NBP i przewodniczącego RPP prof. Adama Glapińskiego podczas jego czwartkowej konferencji (start o godz. 15.00).

Czytaj więcej

Polacy szturmują rynek rzeczy używanych. Nie tylko dla oszczędności

Co powiedzą prezes NBP Adam Glapiński oraz inni członkowie RPP?

Rynek kontraktów terminowych oczekuje, że za rok stopy procentowe w Polsce będą wyższe o około 100 punktów bazowych. Z drugiej strony, prognozy ekonomistów są łaskawsze: część ośrodków analitycznych przewiduje jedną-trzy podwyżki (np. Credit Agricole, ING Bank Śląski, Pekao), ale sporo wciąż utrzymuje bazowy scenariusz, w którym RPP wytrzyma presję i przejdzie przez najbliższe kwartały bez zmiany poziomu stóp.

Każda strona ma swoje argumenty. Za podwyżkami stóp przemawiają m.in. ruchy w górę ze strony innych banków centralnych (m.in. Fed, EBC), co osłabia złotego. Do tego dochodzi oczywiście trajektoria inflacji oraz obawy o rozlewanie się wpływu wzrostu cen paliw, gazu i energii na kolejne kategorie. Mówił o tym sam Glapiński pod koniec września, podczas prezentacji najnowszej książki. – W całej Europie atmosfera inflacyjna się rozprzestrzenia. To, co dzieje się w cieśninie Ormuz, to szok podażowy, ale to przenosi się na wszystkie inne dziedziny. Europejski Bank Centralny i Fed podnoszą stopy. Zaraża się tą inflacją cała gospodarka. My nie jesteśmy odizolowani od tego – przekonywał.

Z drugiej strony, przynajmniej na razie dane inflacyjne – w tym pierwsze szacunki za wrzesień – sugerują, że szok energetyczny nie rozlewa się gwałtownie po cenach konsumenckich, a jego skutki są skumulowane raczej w dziedzinach najmocniej uzależnionych od cen paliw, np. w turystyce. Acz warto zauważyć, że na poziomie producentów ceny już wyraźnie rosną – o 4,2 proc. r/r w sierpniu, zapewne o ponad 5 proc. r/r we wrześniu.

Spirali inflacyjnej nie będzie też napędzać tak mocno jak w 2021-2022 r. sytuacja na rynku pracy: popyt na pracę jest dużo niższy, podobnie dynamika wynagrodzeń (stabilizująca się w okolicach 6 proc. r/r). A dodajmy, że w 2027 r. płaca minimalna urośnie „tylko” o 3 proc.

Od tego, jak członkowie RPP będą ważyć te ryzyka dla inflacji oraz – co za tym idzie – jej trajektorię i czas pozostawania poza przedziałem celu NBP albo w górnych jego rejestrach, będą zależeć kolejne ruchy Rady. Stąd właśnie tak duże oczekiwanie na czwartkową konferencję prezesa Glapińskiego oraz wypowiedzi innych członków Rady w kolejnych dniach. We wrześniu podwyżek stóp procentowych w kolejnych miesiącach nie wykluczali Wiesław Janczyk i Ludwik Kotecki, ale już Ireneusz Dąbrowski i Marcin Zarzecki brzmieli bardziej gołębio, opowiadając się przeciw „przezornościowej” podwyżce.

Czytaj więcej

Optymizm deweloperów na rynku nieruchomości. Wiadomość dla kupujących: Ceny mogą rosnąć

O ile może wzrosnąć rata kredytu i spaść zdolność kredytowa po podwyżce stóp procentowych?

Ewentualna podwyżka stóp procentowych byłaby oczywiście bolesna dla kredytobiorców (o ile oprocentowanie ich kredytu jest zmienne). Przykładowo, WIBOR 3M wyższy o 75 punktów bazowych oznaczałby ratę kredytu na 400 tys. zł na 25 lat zaciągniętego w styczniu 2018 r. wyższą o ponad 130 zł.

Jak zauważa Jarosław Sadowski, dyrektor Departamentu Analiz Rankomatu, gdyby stopy procentowe wzrosły, to miałoby to też znaczący wpływ na dostępność kredytów hipotecznych. – Rodzina z jednym dzieckiem i dochodem 12 tys. zł netto może obecnie liczyć na kredyt w wysokości ok. 837 tys. zł. Każda podwyżka o 0,25 pkt proc. powodowałaby spadek tej kwoty o nieco ponad 20 tys. zł. Gdyby stopy wzrosły aż o 0,75 pkt proc., to ta dostępna kwota spadłaby do ok. 773 tys. zł, a więc o ok. 64 tys. zł – wylicza.