Niemcy znów pogrążyły się w ekonomicznych boleściach

Filary dotychczasowego niemieckiego modelu rozwoju są mocno popękane. Wypracowanie nowego sposobu na wzrost gospodarczy może się rodzić długo, a stagnacja raczej szybko się nie skończy.

Publikacja: 12.09.2023 03:00

Niemiecki przemysł odczuwa skutki m.in. wzrostu cen energii w RFN oraz spowolnienia gospodarczego w

Niemiecki przemysł odczuwa skutki m.in. wzrostu cen energii w RFN oraz spowolnienia gospodarczego w Chinach

Foto: J. MACDOUGALL / AFP

Niemcy będą w tym roku najgorzej radzącą sobie dużą gospodarką Unii Europejskiej. Tak wynika z najnowszych prognoz Komisji Europejskiej – i nie tylko z nich. Analitycy Komisji Europejskiej wskazują, że PKB Niemiec ma się w tym roku skurczyć o 0,4 proc., podczas gdy jeszcze w maju prognozowali 0,2 proc. wzrostu. Projekcja dla zwyżki PKB Niemiec na przyszły rok została ścięta z 1,4 proc. do 1,1 proc. Bundesbank i Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewają się, że PKB Niemiec spadnie w tym roku o 0,3 proc., a monachijski instytut Ifo prognozuje spadek o 0,4 proc. Mediana prognoz analityków z prywatnych instytucji finansowych, zebranych przez agencję Bloomberga, mówi o spadku o 0,3 proc. Najbardziej pesymistyczna z nich (autorstwa analityków Handelsblatt Research Institute) przewiduje skurczenie się PKB o 0,7 proc., a najbardziej „bycza” (autorstwa analityków CaixaBanku) wzrost o 0,2 proc.

W drugim kwartale gospodarka Niemiec była pogrążona w stagnacji. Wzrost PKB (licząc kwartał do kwartału) był wówczas zerowy. Poprzednie dwa kwartały były spadkowe, czyli Niemcy doświadczyły technicznej recesji. Mediana zebranych przez agencję Bloomberga prognoz na trzeci kwartał sugeruje, że wzrost PKB znów będzie zerowy. Poszczególne prognozy są w przedziale od minus 0,5 proc. do plus 0,5 proc. W przypadku czwartego kwartału ten przedział wynosi od minus 0,3 proc. do plus 0,6 proc., a mediana prognoz wynosi 0,1 proc. O tym, że gospodarka Niemiec jest osłabiona, mówił w ostatnich tygodniach m.in. Bundesbank. Sierpniowy odczyt wskaźnika PMI dla niemieckiego przemysłu wyniósł zaledwie 39,1 pkt, był on trochę lepszy niż w lipcu, ale lipcowy odczyt był najgorszy od maja 2020 r. (Jeśli PMI jest poniżej 50 pkt, to sugeruje to recesję w danym sektorze. Im jest on niżej, tym gorsza koniunktura.) Zamówienia fabryczne spadły w lipcu aż o 11,7 proc., czyli najbardziej od pandemicznych lockdownów z kwietnia 2020 r. Niepokojący był też spadek PMI dla sektora usług z 52,3 pkt w lipcu do 47,3 pkt w sierpniu. Czy to tylko oznaka przejściowych, cyklicznych problemów gospodarki niemieckiej, czy mamy do czynienia z poważniejszym kryzysem u naszego zachodniego sąsiada?

Czytaj więcej

Niemcy nie wystraszyły polskich firm

Wysyp problemów

Niemcy były już kiedyś nazwane „chorym człowiekiem strefy euro”. Po raz pierwszy takiego określenia użył w 1999 r. magazyn „The Economics”. Przez kilka kolejnych lat toczyły się dyskusje o słabych punktach gospodarki RFN, aż w 2003 r. rząd Gerharda Schrödera wdrożył program reform strukturalnych znany jako „Agenda 2010”. Następnych kilkanaście lat to okres, w którym powszechnie chwalono niemiecki model rozwoju gospodarczego. Jedynie nieliczni ekonomiści wskazywali na jego słabości, takie jak zbytnie uzależnienie od eksportu i od stosunkowo tanich surowców energetycznych z Rosji, a także zbyt małe inwestycje w modernizację infrastruktury. Obecnie słabości niemieckiego modelu wychodzą na wierzch. Wojna w Ukrainie uderzyła w niemiecką strategię energetyczną, błędy związane z „zieloną transformacją” uderzyły w opłacalność produkcji przemysłowej w Niemczech, a osłabienie gospodarki chińskiej zaszkodziło eksportowi.

– Sytuacja zaczęła się pogarszać już na kilka lat przed pandemią. Wzrost niemieckiego PKB między 2016 a 2019 r. był słabszy niż zarówno we Francji, jak i w Hiszpanii. To mocno kontrastowało z poprzednią dekadą, w której Niemcy rosły dużo silniej niż te kraje. Tymczasem niemiecki sektor przemysłowy od 2014 r. rósł wolniej niż przemysł w innych dużych gospodarkach strefy euro – przypomina Franziska Palmas, ekonomistka firmy Capital Economics. Wskazuje ona też, że niemiecki PKB powiększył się od czwartego kwartału 2019 r. jedynie o 0,2 proc., podczas gdy hiszpański wzrósł w tym czasie o 0,4 proc., francuski o 1,7 proc., a włoski o 2,2 proc.

– Niemiecka konkurencyjność międzynarodowa pogarszała się już przed pandemią, ale tempo tego pogorszenia stało się szybsze w ostatnich latach. Napięcia w łańcuchach dostaw, wojna w Ukrainie i kryzys energetyczny obnażyły strukturalne słabości niemieckiego modelu biznesowego. Na to nałożyły się słabe tempo cyfryzacji, starzejąca się infrastruktura i zmiany demograficzne – twierdzi Carsten Brzeski, ekonomista ING. Zwraca on uwagę na to, że sytuacja na niemieckim rynku pracy oraz kondycja fiskalna państwa są obecnie dużo lepsze, niż były ponad 20 lat temu. Uważa jednak, że Niemcy może czekać dłuższy okres stagnacji.

Problem ten został dostrzeżony przez rząd Olafa Scholza. Po długich wewnątrzkoalicyjnych przepychankach ogłosił on pakiet stymulacyjny nazwany ustawą o szansach wzrostowych. Niektóre źródła podają, że jest on wart 32 mld euro, ale nowych inicjatyw stymulacyjnych jest w nim mało. Ulgi podatkowe związane z wydatkami na badania i rozwój oraz na efektywność energetyczną sięgnęły 7 mld euro. Do tego trzeba doliczyć 1 mld euro wsparcia dla start-upów. Reszta to już ogłoszone wcześniej ulgi podatkowe i subsydia, pochodzące m.in. z wartego 200 mld euro programu transformacji energetycznej, a także zapewnienia o chęci zmniejszenia biurokracji oraz rozwoju infrastruktury cyfrowej.

– Dodatkowe fiskalne działania stymulacyjne opiewają na 8 mld euro, czyli 0,2 proc. PKB. Są więc mniejsze od 20 mld euro przeznaczonych na potencjalne subsydia dla branży półprzewodnikowej. Najnowszy pakiet stymulacyjny nie będzie więc przełomowy dla gospodarki niemieckiej. Pokazuje on jednak, że rząd zaczął sobie zdawać sprawę z problemów gospodarki. Potrzeba będzie pewnie więcej konkretnych kroków, by gospodarka znów zaczęła przyspieszać – wskazuje Brzeski.

Opublikowane w czerwcu badanie przeprowadzone przez Związek Przemysłu Niemieckiego (BDI) wykazało, że 30 proc. średnich firm z RFN myśli o przenoszeniu produkcji za granicę, a dodatkowo 16 proc. podjęło już konkretne kroki w kierunku takiej relokacji. – Prawie dwie trzecie spółek, z którymi przeprowadziliśmy wywiady, postrzega rosnące koszty energii i surowców jako jedne z najważniejszych wyzwań, z jakimi muszą się mierzyć – powiedział Siegfried Russwurm, prezes BDI. Ostrzegł on również, że jeśli ceny energii elektrycznej w Niemczech nie spadną do „konkurencyjnego poziomu”, to transformacja energetyczna się nie powiedzie.

Przykładem niemieckiego koncernu przenoszącego produkcję za granicę jest chemiczny gigant BASF. Redukuje on zatrudnienie i produkcję w Niemczech, a inwestuje w nowe zakłady w Chinach i w USA. Motywacją takiej relokacji są głównie mniejsze koszty energii w Państwie Środka i w Stanach Zjednoczonych oraz subsydia.

Rząd niemiecki rozważa więc uruchomienie programu wieloletnich subsydiów energetycznych dla przemysłu. Chce na niego przeznaczyć do 30 mld euro do 2030 r. Projekt ten przewiduje, że spółki z branż energochłonnych będą miały zagwarantowane dostawy elektryczności w cenie 6 eurocentów za 1 kWh. Państwo ma pokrywać różnicę pomiędzy tą stawką a ceną rynkową. Warunkiem udzielenia takiego wsparcia będzie jednak podjęcie przez spółkę działań zmierzających do zmniejszenia jej śladu węglowego i nieprzekraczania określonych limitów konsumpcji energii. Tego typu program poważnie naruszyłby jednak unijne reguły dotyczące pomocy publicznej. Obecnie obowiązuje w Niemczech limit cen prądu dla przemysłu na poziomie 13 eurocentów za 1 kWh i 40 centów dla małych spółek oraz gospodarstw domowych.

Dziurawa strategia

– Część rozczarowującego zachowania gospodarki niemieckiej po pandemii jest związana bardziej z czynnikami tymczasowymi niż ze strukturalnymi. Wielki niemiecki sektor przemysłowy odczuł zmiany w konsumpcji po odmrażaniu gospodarek, a mocno uderzył w niego również zeszłoroczny skok cen gazu. Konsumpcja spadła mocniej niż w innych krajach od czwartego kwartału 2022 r. prawdopodobnie dlatego, że rząd był wolniejszy niż we Francji z wprowadzeniem ograniczeń dla cen energii, a inflacja była wyższa niż we Francji czy w Hiszpanii. Nasza długoterminowa prognoza przewiduje co prawda, że wyniki gospodarcze osiągane przez Niemcy w kolejnych latach tej dekady nie będą czymś, czym można się chwalić, ale niemiecki wzrost gospodarczy będzie w drugiej połowie dekady i tak wyższy niż we Włoszech czy w Hiszpanii – twierdzi Palmas.

Już samo to jednak, że długoterminowe perspektywy gospodarcze Niemiec porównuje się z włoskimi oraz hiszpańskimi, może świadczyć o tym, że dotychczasowy model rozwoju Niemiec się wypalił. Wypracowanie nowego będzie oczywiście wymagało czasu oraz porzucenia przez decydentów z Berlina wielu dotychczasowych przekonań. Czy warto bowiem kontynuować „zieloną transformację” w dotychczasowym kształcie, jeśli niemieccy przemysłowcy skarżą się, że wysokie ceny energii zmuszają ich do przenoszenia produkcji do innych krajów? Czy dotychczasowa polityka imigracyjna Niemiec pomagała im w rozwoju gospodarczym, czy też raczej generowała nadmierne koszty? Czy warto nadal dążyć do zrównoważonego budżetu kosztem potrzebnych inwestycji? Trudno się spodziewać szybkich zmian w tych obszarach. Świadczą o tym choćby plany ministra finansów Christiana Lindnera, który chce zmniejszyć deficyt budżetowy w przyszłym roku do 0,4 proc. PKB. By to osiągnąć, zamierza m.in. obciąć o 99 proc. budżet na cyfryzację. Chce on dokonać takich cięć, choć wielu ekspertów od lat wskazuje, że Niemcy są krajem zapóźnionym pod względem cyfrowym. Jednocześnie starają się one przyciągnąć do siebie amerykańskich i azjatyckich producentów półprzewodników. Co im się udaje, ale kosztem subsydiów wynoszących 3,3 mln euro na każde nowe miejsce pracy.

Niemcy będą w tym roku najgorzej radzącą sobie dużą gospodarką Unii Europejskiej. Tak wynika z najnowszych prognoz Komisji Europejskiej – i nie tylko z nich. Analitycy Komisji Europejskiej wskazują, że PKB Niemiec ma się w tym roku skurczyć o 0,4 proc., podczas gdy jeszcze w maju prognozowali 0,2 proc. wzrostu. Projekcja dla zwyżki PKB Niemiec na przyszły rok została ścięta z 1,4 proc. do 1,1 proc. Bundesbank i Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewają się, że PKB Niemiec spadnie w tym roku o 0,3 proc., a monachijski instytut Ifo prognozuje spadek o 0,4 proc. Mediana prognoz analityków z prywatnych instytucji finansowych, zebranych przez agencję Bloomberga, mówi o spadku o 0,3 proc. Najbardziej pesymistyczna z nich (autorstwa analityków Handelsblatt Research Institute) przewiduje skurczenie się PKB o 0,7 proc., a najbardziej „bycza” (autorstwa analityków CaixaBanku) wzrost o 0,2 proc.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Dane gospodarcze
Inflacja we Francji maleje, ale szefów firm to nie pociesza
Dane gospodarcze
Dobre dane o inflacji w USA. Kiedy reakcja Fed?
Dane gospodarcze
Minister finansów: inflacja będzie rosła, ale nie ma powodów do obaw
Dane gospodarcze
Stopy procentowe bez zmian. Nowe prognozy inflacji
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Dane gospodarcze
Jest decyzja w sprawie stóp procentowych. Kiepskie wieści dla kredytobiorców
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą