Aktywność ekonomiczna nad Wisłą zmalała w II kwartale o 2,1 proc., zamiast o 2,3 proc., jak wstępnie szacował GUS. Pomijając pandemię, to i tak najgorszy wynik w historii porównywalnych danych. Ale zarówno konsumpcja, jak i inwestycje – najważniejsze miary kondycji gospodarki – rosły zadziwiająco szybko. Ekonomiści nie zmieniają jednak zdania: spowolnienie jest faktem i będzie coraz silniejsze. Przyczyni się do tego m.in. coraz wyższa inflacja, która eroduje siłę nabywczą dochodów gospodarstw domowych.

Niespójne obrazy

Jak podał w środę GUS, produkt krajowy brutto Polski – najszerszy wskaźnik aktywności w gospodarce – wzrósł w II kwartale o 5,5 proc. rok do roku po zwyżce o 8,5 proc. w I kwartale. W połowie miesiąca statystycy wstępnie szacowali, że wzrost PKB zwolnił do 5,3 proc. Skorygowany odczyt jest jednak nadal poniżej szacunków większości ekonomistów sprzed miesiąca. A dane w ujęciu rok do roku zaburza tzw. efekt przeniesienia, związany z bardzo udanym przełomem lat 2021 i 2022.

PKB oczyszczony z wpływu czynników sezonowych w stosunku do poprzedniego kwartału zmalał o 2,1 proc. To również wynik nieco lepszy niż wstępnie szacował GUS, ale i tak najsłabszy w bieżącym stuleciu, oczywiście z pominięciem II kwartału 2020 r., gdy gospodarkę paraliżowały restrykcje związane z pierwszą falą pandemii.

Czytaj więcej

Piotr Bujak, PKO BP: Wzrost cen może sięgnąć 20 proc. w Polsce

O ile dane w ujęciu rok do roku malują zbyt optymistyczny obraz gospodarki, o tyle te w ujęciu kwartał do kwartału dają obraz zbyt pesymistyczny. – Lusterko wsteczne na razie pokazuje gospodarkę wciąż rozpędzoną. Co więcej, zachowanie eksportu netto i zapasów sugeruje wręcz jej przegrzanie – popyt konsumpcyjny i inwestycyjny nie mógł być zaspokojony przez krajowe zdolności wytwórcze – ocenia Piotr Bartkiewicz, ekonomista z Pekao. Odnosi się do tego, że na dynamikę PKB największy wpływ w ostatnich kwartałach miały zmiany zapasów w firmach. Ich kumulacja – spowodowana m.in. zaburzeniami w łańcuchach dostaw oraz bardzo szybkim wzrostem cen materiałów – w I kwartale dodała do rocznego wzrostu PKB aż 7,7 pkt proc. W II kwartale firmy już zapasy zmniejszały (w stosunku do poprzedniego kwartału, bo rok do roku wciąż je zwiększały), przez co ten czynnik dodał do rocznego tempa wzrostu PKB tylko 1,9 pkt proc. To w dużej mierze tłumaczy spowolnienie.

Jednocześnie zarówno inwestycje, jak i konsumpcja rosły w minionym kwartale zaskakująco szybko. Wydatki gospodarstw domowych zwiększyły się o 6,4 proc. rok do roku po zwyżce o 6,6 proc. w I kwartale, podczas gdy ekonomiści przeciętnie spodziewali się, że ich wzrost wyhamował do 5,5 proc. W stosunku do poprzedniego kwartału konsumpcja (oczyszczona z wpływu czynników sezonowych) zwiększyła się o 2,1 proc., po 0,9 proc. w poprzednim kwartale. To m.in. efekt napływu uchodźców, ale też wciąż dobrej koniunktury na rynku pracy oraz transferów socjalnych. Z kolei nakłady brutto na środki trwałe wzrosły o 7,1 proc. rok do roku po zwyżce o 4,3 proc. kwartał wcześniej. To najlepszy wynik od pierwszych miesięcy 2020 r., czyli okresu sprzed wybuchu pandemii Covid-19.

Produkcja z zapasów

– Perspektywy na kolejne kwartały są mniej optymistyczne. Ankietowe wskaźniki koniunktury, a także inne dane wysokiej częstotliwości, wskazują na wyraźne hamowanie gospodarki, w szczególności popytu konsumpcyjnego. Wysoka inflacja, zjadająca znaczną część wzrostu dochodów rozporządzalnych, a także towarzyszące temu podwyżki stóp procentowych, negatywnie wpływają na nastroje gospodarstw domowych, a w rezultacie ich możliwości konsumpcyjne. Znacznie pogarsza się także sytuacja u naszych głównych partnerów handlowych, szczególnie w Niemczech, które w obliczu kryzysu energetycznego zmierzają w stronę recesji – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Spowolnienie będzie nawet silniejsze, niż wynikałoby z osłabienia popytu krajowego i zagranicznego. – W najbliższych miesiącach sprzedaż w przemyśle będzie w coraz większym stopniu realizowana z zapasów, a firmy będą najprawdopodobniej redukować bieżącą produkcję, dopasowując jej skalę do spadającego popytu – tłumaczy Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. W jego ocenie w III kwartale PKB ponownie zmaleje w stosunku do poprzedniego kwartału, co oznaczałoby tzw. techniczną recesję.

Apogeum za pół roku

Obawy, że II kwartał stanowił dopiero preludium spowolnienia, potęgują najnowsze dane o inflacji, która ponownie zaskoczyła. Wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), jak oszacował wstępnie GUS, wzrósł w sierpniu o 16,1 proc. rok do roku, najbardziej od marca 1997 r., po zwyżce o 15,6 proc. w lipcu. Tymczasem ekonomiści powszechnie zakładali, że sierpień przyniesie stabilizację inflacji albo jej lekki spadek, przede wszystkim za sprawą wolniejszego wzrostu cen paliw. Te faktycznie podrożały tylko o 23,3 proc. rok do roku, najmniej od lutego br., gdy w życie weszła tzw. tarcza antyinflacyjna. W stosunku do lipca potaniały zaś o 8 proc. To jednak nie skompensowało zwyżek cen innych towarów i usług.

Największą niespodzianką okazały się ceny żywności, które w stosunku do lipca wzrosły o 1,6 proc., choć zwykle w sierpniu maleją. W ujęciu rok do roku żywność i napoje bezalkoholowe podrożały o 17,4 proc. rok do roku, po 15,3 proc. Aż o 40,3 proc. rok do roku podskoczyły ceny nośników energii. To prawdopodobnie skutek drożejącego wciąż opału, bo taryfy na gaz i prąd nie zmieniają się z miesiąca na miesiąc. Na podstawie środowych danych GUS ekonomiści szacują, że mocno – 9,8–10 proc. rok do roku z 9,3 proc. w lipcu – przyspieszyła też tzw. inflacja bazowa, nieobejmująca cen energii i żywność, a przez to lepiej oddająca presję inflacyjną krajowego pochodzenia.

– Biorąc pod uwagę dalszy prawdopodobny wzrost cen opału, spodziewamy się, że inflacja we wrześniu i październiku będzie zbliżała się do 17 proc. Szczyt osiągnie na początku 2023 r. na fali kolejnych podwyżek cen energii oraz efektów niskiej bazy odniesienia. Sądzimy, że może wtedy znaleźć się nawet powyżej 20 proc. – komentują ekonomiści z Citi Handlowego. – Silne efekty bazy po lutym zepchną inflację niżej, ale podtrzymujemy pogląd, że utrzyma się ona na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas – dodają. Czynnikiem utrwalającym inflację będzie m.in. ekspansywna polityka fiskalna, której celem jest – paradoskalnie – łagodzenie wpływu inflacji na sytuację gospodarstw domowych.

Ekonomiści są zgodni w ocenach, że kolejny wzrost inflacji w połączeniu z nieco lepszymi wynikami realnej gospodarki nie wpłynie istotnie na kolejne decyzje Rady Polityki Pieniężnej. To oznacza, że najbliższe posiedzenia przyniosą już niewielki wzrost stóp procentowych, łącznie o około 0,5 pkt proc.