Na opinię Rady Fiskalnej do projektu przyszłorocznego budżetu Ministerstwo Finansów odpowiedziało błyskawicznym, za to negatywnym komentarzem. To już otwarty spór?
Trudno mi się do tego odnieść. Ten komentarz MF stawia bardzo ostre diagnozy i oceny, ale nie jest podpisany, nie jest też poparty żadnymi analizami czy uzasadnieniem. To raczej komunikat prasowy, a nie oficjalny dokument Ministerstwa Finansów.
Ale może to sygnał, że resort traktuje poważnie Radę Fiskalną i uważa, że do jej stanowisk trzeba się szybko odnieść.
Tyle że to nie jest merytoryczna odpowiedź. Oczywiste jest, że resort finansów nie musi zgadzać się ze wszystkimi naszymi ocenami, to jest zresztą wpisane w ideę mechanizmu „zastosuj albo wyjaśnij”. Ale na pewno taka forma komunikacji jest dla mnie niezrozumiała. Rada Fiskalna pracowała nad opinią do wstępnego projektu budżetu przez 14 dni, przyjęliśmy uchwałę podpisaną jednogłośnie przez wszystkich sześciu członków. To 39 stron kompleksowej analizy, zawierającej 14 rekomendacji, kilkanaście ocen cząstkowych, wzory algebraiczne, analizy symulacyjne, warianty ryzyka itp. A komunikat MF pojawił się po zaledwie kilku godzinach, w takiej formie, że trudno go komentować.
Resort zapowiada, że zgodnie z ustawą, przedstawi swoją oficjalną informację w Biuletynie Informacji Publicznej.
Tak, może to nastąpić za dwa miesiące. Ale skoro MF natychmiast wyciągnęło daleko idące wnioski, to nasuwa się pytanie, co będzie robić przez te dwa miesiące – wymyślać uzasadnienie do już postawionych tez? Na pewno to oświadczenie nie jest realizacją ustawowego obowiązku „zastosuj albo wyjaśnij”.
Czyli?
Odpowiednie przepisy zakładają, że Ministerstwo Finansów ma prawo nie zgodzić się z naszymi rekomendacjami, ale wówczas powinno przedstawić merytoryczne stanowisko, czyli wyjaśnić, dlaczego się do nich nie zastosuje.
Czytaj więcej
Resort finansów kwestionuje część uwag Rady Fiskalnej do projektu budżetu na 2027 r. Przekonuje, że Rada wyszła poza ustawowe kompetencje, a jej re...
Czy w ogóle zgadza się pan z zarzutami postawionymi w komunikacie MF, przykładowo, że Rada przekroczyła swoje kompetencje?
Ależ skąd. Weźmy takie stwierdzenie: „zgodnie z obowiązującym prawem opinia Rady ma dotyczyć wyłącznie roku budżetowego, tj. roku 2027”. Po pierwsze, ustawa o Radzie Fiskalnej nie zawiera słowa „wyłącznie” w odniesieniu do oceny danego roku. Po drugie, finanse publiczne nie kończą się 31 grudnia danego roku, to jest przecież ciągły proces. Czy w sytuacji, gdy widzimy ogromne turbulencje i ryzyka, które mogą zdarzyć się 2 stycznia kolejnego roku, to mamy nałożyć klapki na oczy i udawać, że ich nie ma? To absurd zarówno z punktu widzenia ekonomii, logiki, jak i samej idei istnienia Rady Fiskalnej. Zarówno przepisy unijne, jak i dobre praktyki nakazują spojrzenie średniookresowe.
A zarzut, że sugestie i rekomendacje Rady w zakresie stabilizującej reguły wydatkowej (SRW) są oparte na arbitralnych założeniach i są niezgodne z ustawą o finansach publicznych?
To też dosyć kuriozalne stwierdzenie. Problem z SRW polega na tym, że przepisy o tzw. korekcie konsolidacyjnej, wymaganej w czasach z wysokim deficytem, tak jak obecnie, są nieprecyzyjne, uznaniowe – w zasadzie to czarna skrzynka, do której można wrzucić co się chce, by uzyskać odpowiednie wyniki. My zaś przeprowadziliśmy systemową analizę spójności przepisów w ramach ustawy o finansach publicznych i w regule wydatkowej, analizę spójności z ideą europejskich przepisów dotyczących ścieżki wydatków netto, i na tej podstawie wyprowadziliśmy algebraiczne wzory, jak ta reguła wydatkowa powinna wyglądać.
I co wam wyszło z tych obliczeń?
Nasza korekta opiewa na ok. 8 mld zł więcej niż w szacunkach MF. Nie wywraca to budżetu do góry nogami, tylko naprawia wadliwą interpretację powyższego przepisu. To istotny krok w kierunku przywrócenia znaczenia i czytelności dla polskiej reguły fiskalnej, która przez ostatnie lata stała się tak skomplikowana i zagmatwana, że rozumie ją dziś może kilka osób w państwie.
Czytaj więcej
Jeśli my nie uporządkujemy finansów publicznych, zrobią to za nas inni. Ale wtedy będzie bardzo, bardzo, bardzo bolało.
Może problem w relacjach z MF polega na tym, że wasza opinia do budżetu państwa na 2027 r. to w zasadzie wytknięcie szeregu błędów w polityce fiskalnej. Który pana zdaniem jest najważniejszy?
Przede wszystkim naszym zadaniem nie jest wytykanie błędów, naszym zadaniem jest ostrzeganie. A teraz powodów do ostrzeżeń jest sporo. Budżet na 2027 r. jest skonstruowany tak, jakby jutra nie było. Pokazuje on trwałą, uporczywą nierównowagę, nie ma w nim absolutnie żadnego buforu bezpieczeństwa.
Używając metafory motoryzacyjnej: jedziemy nocą, w deszczu, za chwilę wjedziemy w zimę i gołoledź, auta nie wyposażyliśmy w poduszki powietrzne, jedziemy na całkowicie łysych oponach, a przed nami są ostre zakręty. Finanse publiczne to nie jest rajd WRC, w którym chodzi o to, czy minister finansów „wyrobi się na zakręcie”. Wolałbym, byśmy mogli porównać się do kierowcy tira, który ma tachograf, dba o godziny pracy i którego celem jest bezpieczne dojechanie do celu, a nie ryzykowna jazda po bandzie.
Chodzi o ryzyko przekroczenia przez dług publiczny ustawowego progu ostrożnościowego 55 proc. PKB już na koniec 2027 r.?
Tak, rząd w projekcie budżetu założył, że uda się uniknąć „zderzenia” z tym progiem ze względu na osiągnięcie tzw. naturalnych oszczędności w wydatkach. Dzięki nim deficyt budżetu państwa, zamiast ponad 282 mld zł zaplanowanych w projekcie budżetu, zmniejszyłby się do niecałych 247 mld zł. To duża różnica, rzędu 0,8 proc. PKB. Tymczasem doświadczenia z 2026 r. pokazują, że te oszczędności się nie zrealizowały, a jeśli podobnie będzie w 2027 r., to deficyt wzrośnie automatycznie z zaplanowanych 7,1 proc. do 7,9 proc. PKB, a relacja długu z 54,8 proc. do wyraźnie ponad 55 proc. PKB.
Prawdopodobieństwo, że się nie uda utrzymać państwowego długu publicznego poniżej progu ostrożnościowego 55 proc. PKB jest spore – w naszej analizie zidentyfikowaliśmy choćby 15 mld zł ryzyka legislacyjnego po stronie dochodowej, gdzie wpisano wpływy z ustaw, które jeszcze nie zostały uchwalone. Do tego dochodzi realne niedoszacowanie dotacji dla NFZ – wyliczyliśmy, że jest ono za niskie na ok. 16 mld zł oraz przeszacowane są dochody z podatku VAT. Oczywiście dochodzi do tego napięta sytuacja na rynku długu, gdy rentowność polskich obligacji zaczęła rosnąć i jest już obecnie na poziomie ok. 6,4 proc.…
Przeprowadziliśmy symulację analizy wrażliwości w 28 różnych wariantach. I uwaga, tylko w dwóch z nich – w tym w absolutnie optymistycznym wariancie rządowym – dług nie przekracza progu ostrożnościowego. Musiałby wystąpić wręcz nadzwyczajny, nierealny splot pozytywnych okoliczności, abyśmy nie przebili progu 55 proc. PKB.
Czytaj więcej
Limit 55 proc. PKB dla długu jest coraz bliżej. Rząd liczy, że jeszcze w 2027 r. uda mu się ominąć próg ostrożnościowy. Ekonomiści ostrzegają jedna...
To wina obecnego rządu, poprzedników, a może wspólna?
Żeby była jasność, nie jest winą rządu, że zaczął padać deszcz, to znaczy, że znaleźliśmy się w takiej, a nie innej sytuacji geopolitycznej. Winą decydentów jest to, że nie zostawili w finansach publicznych żadnego marginesu bezpieczeństwa na taką sytuację.
A odpowiadając na pytanie, w naszej opinii przedstawiamy uczciwe podejście – oceniamy wprost, że obecny stan finansów jest wypadkową decyzji podejmowanych w polityce gospodarczej, społecznej i podatkowej w ciągu całej ostatniej dekady.
Próbujecie w ten sposób pogodzić strony politycznego sporu, które dziś się nawzajem oskarżają o nadmierny deficyt?
W zasadzie nie ma znaczenia, „czyj” to deficyt, ważne jest, że ktoś będzie się z tym musiał zmierzyć. Przy czym trzeba tu obalić powszechnie panujące w Polsce mity, takie jak oczekiwanie gigantycznych efektów dalszego uszczelniania luki VAT. Tak naprawdę można z tego uzyskać co najwyżej kilkanaście miliardów złotych, a my mamy deficyt rzędu 300 miliardów zł! Wskazywanie wpływów z uszczelniania jako sposobu na pokrycie kosztów takiej czy innej obietnicy to po prostu brak odpowiedzialności.
Podobnie mitem jest teza o załamaniu się dochodów państwa. Łączne dochody sektora finansów publicznych wynoszą obecnie około 44 proc. PKB i znajdują się na najwyższym poziomie od trzech dekad. Problemem jest eksplozja wydatków! Porównując rok 2025 do 2021 r. (zaraz po covidzie), widzimy, że relacja wydatków do PKB wzrosła o 7,3 punktu procentowego, podczas gdy dochody wzrosły o 1,7 punktu.
Politycy mają proste usprawiedliwienie tej eksplozji wydatków – konieczne nakłady na obronności.
To też kolejny mit. Według naszej analizy, tylko 1/4 tego przyrostu stanowią wydatki na obronność. Za kolejną 1/4 odpowiada przyrost transferów socjalnych, uchwalonych zresztą głównie w poprzednich latach, na czele z programem 800+. Część to podwyżki w budżetówce w 2024 r., które były reakcją na wcześniejsze zamrożenie płac przy wysokiej inflacji, itp. Natomiast nowym, niezwykle groźnym „bohaterem” stają się koszty obsługi długu. Jeszcze niedawno na odsetki wydawaliśmy 1,5 proc. PKB, a w 2027 r. będzie to aż 3,1 proc. PKB! Koszty odsetek stają się numerem jeden w przyroście wydatków. I mówimy to wprost: przy obecnej strukturze i deficycie sięgającym ponad 7 proc. PKB, twierdzenie, że „wyrośniemy z długu” dzięki wzrostowi gospodarczemu też jest zwykłą mitologią i złamaniem elementarnej matematyki fiskalnej.
Czytaj więcej
Mimo podwyżki podatków i sprzyjającej sytuacji gospodarczej, w projekcie budżetu na 2027 r. nie widać nawet próby zmniejszenia deficytu. Rząd zakła...
Co powinniśmy z tym fantem zrobić? Jakie są rekomendacje Rady Fiskalnej?
To jest nasze najważniejsze przesłanie i apel do wszystkich sił politycznych o podjęcie współodpowiedzialności za przygotowanie oraz realizację planu naprawy finansów publicznych.
Bo za tę naprawę odpowiada nie tylko obecny rząd. Rząd owszem, przygotowuje budżet, ale działa w pewnych uwarunkowaniach, takich jak trudna kohabitacja z prezydentem czy permanentna kampania wyborcza, której temperatura może prowadzić do nieracjonalnych decyzji.
Ważne jest podkreślenie, że naprawa finansów państwa nie ogranicza ambicji naszego kraju – ona jest podstawowym warunkiem ich utrzymania i zagwarantowania naszego bezpieczeństwa narodowego.
Gabinet premiera Tuska zdaje się unikać tematu konsolidacji fiskalnej jak ognia.
To jest główny problem, że rzeczywiście w Polsce w ogóle nie ma debaty publicznej na temat stanu finansów publicznych. Ale nie mamy wyjścia, trzeba w końcu zacząć rozmawiać i przedyskutować rozwiązania, czy to po stronie dochodów, czy po stronie wydatków. Oby nie było za późno.
Ostatnio byłem na spotkaniu rad fiskalnych na forum OECD, gdzie ministrowie finansów z krajów dotkniętych problemami dyskutowali o tym, co musi się wydarzyć, aby politycy zaczęli wreszcie szczerze rozmawiać o finansach publicznych. Opinia ministra finansów Argentyny była krótka: albo odpowiedzialne, silne przywództwo, które weźmie sytuację w garść, albo brutalne uderzenie w ścianę. Trzeba mieć nadzieję, że dla Polski przebudzeniem nie będzie uderzenie w ścianę.
Czytaj więcej
Rząd planuje podwyżkę podatku CIT, akcyzy na papierosy i alkohol czy VAT-u na napoje energetyczne. Zawetowanie tych zmian przez prezydenta Karola N...
Na obronę obecnego rządu można jednak przypomnieć dosyć odważną propozycję zmian w podatkach.
Rzeczywiście rząd trzeba za to chwalić – po raz pierwszy podjął próbę zaprezentowania pakietowego podejścia na zasadzie „coś za coś”, np. podniesienie progu PIT kosztuje, więc musimy podnieść ryczałt pewnej grupie czy zmienić zasady w CIT. To jest uczciwe postawienie sprawy, bo polityka budżetowa polega na dokonywaniu trudnych wyborów.
Jednak z drugiej strony rząd wypiera pełną prawdę o stanie finansów, chowając się za argumentem obronności i wielkiego sukcesu gospodarki polskiej, która stała się 20. czy 21. największą gospodarką na świecie. To naprawdę wielki sukces, tyle że stoi za nim też wielki „słoń”, czyli ogromna dziura budżetowa i trwała nierównowaga w finansach publicznych, a politycy udają, że nie widzą problemu.
Opozycja też nie jest lepsza. Z jednej strony słusznie krytykuje rząd za ogromny deficyt i powołuje się zresztą na analizy Rady Fiskalnej, ale z drugiej strony proponuje projekty jeszcze bardziej ten deficyt zwiększające! Jeżeli opozycja sprzeciwia się podnoszeniu podatków, to niech wskaże konkretnie, które wydatki chce uciąć. Nie można jednocześnie zamartwiać się stanem długu i blokować wszelkich prób konsolidacji.
Za rok wybory parlamentarne, wchodzimy w etap kampanii. Jak w takich warunkach wyobraża pan sobie jakąkolwiek naprawę finansów publicznych?
Użyję tego argumentu po raz n-ty, ale jeżeli chcemy utrzymać wydatki na poziomie szwedzkim, a tego się właśnie „dorobiliśmy”, to musimy powiedzieć obywatelom wprost, że trzeba płacić szwedzkie podatki. Jeśli zaś obywatele i politycy nie chcą szwedzkich podatków i wolą kurs na stawki irlandzkie, to musimy zdecydować, z których usług i transferów rezygnujemy. Musimy wreszcie odbyć szczerą debatę – skończmy z tym szkodliwym mitem, że państwo stać na wszystko, że państwo skompensuje każdą podwyżkę czy kryzys – bo państwo nie ma własnych pieniędzy.