Z tego artykułu dowiesz się:
- O rosnącej roli składek, których planowana suma w budżecie centralnym przewyższa wpływy z podatków.
- Które ze składek, z powodu braku powiązania z przyszłym świadczeniem, działają w praktyce jak podatki.
- W jaki sposób nadwyżki w jednych funduszach celowych służą do finansowania zadań zupełnie innych instytucji.
Rzadziej niż na podatki zwracamy uwagę na dodatkowe, ale obowiązkowe obciążenie, czyli na składki. Te, jak zaplanował rząd w przyszłym roku w projekcie budżetu i planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia, wynieść mają 666,3 mld zł. To o niespełna 37 mld więcej niż w tym roku i ok. 76,4 mld zł w zeszłym. Składki płacone są od pensji i od większości honorarium. Gdyby je podzielić przez liczbę pracujących, to średnio oznacza to obciążenie ponad 38,5 tys. zł rocznie. Taki szacunek jest uproszczony, ponieważ rolnicy płacą znacznie niższe składki ubezpieczeniowe niż pracujący. Gdyby więc uwzględnić w szacunkach tylko pracowników i samozatrudnionych, to średnio na składki rocznie mamy wydać ponad 41,5 tys. zł w przyszłym roku.
Składki większe niż podatki w budżecie państwa. Jest ważne zastrzeżenie
Owo „średnio” może być mylące, bo składki są liczone jako procent wynagrodzenia. Część płaci pracodawca, część jest bezpośrednio odliczana od pensji brutto. W ten sposób składki stanowią ponad 36 proc. naszego wynagrodzenia brutto. – Dla indywidualnych obywateli, jak i przedsiębiorstw, nazewnictwo ma mniejsze znaczenie niż suma obciążeń z tytułu „podatków i składek”. Na co dzień nikt nie wnika w definicję tych pojęć ani ich rozróżnienie w doktrynie prawnej. Liczy się suma wpłat, do ich rozdrobnienia zdążył się przyzwyczaić – zaznacza Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton.
Obowiązkowe składki ubezpieczeniowe, które zaplanował rząd w przyszłym roku w projekcie budżetu centralnego i planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia, są o ponad 40 mln zł wyższe niż przewidywane dochody podatkowe w budżecie państwa. Nie oznacza to, iż ogólnie zapłacimy więcej składek niż podatków powszechnych. Reforma dochodów samorządów lokalnych spowodowała, że większość podatku PIT i część CIT przekazywana jest samorządom lokalnym od ubiegłego roku. Z planów rządowych ostatecznie wynika, że powszechne podatki zapłacone w przyszłym roku przez osoby pracujące i konsumentów (czyli PIT, VAT i akcyza) wyniosą ponad 703 mld zł, czyli wciąż więcej niż suma obowiązkowych składek, jednak różnica pomiędzy planowanymi składkami a podatkami nieznacznie się zmniejsza w ostatnich latach.
Czytaj więcej
Agencja Moody’s ocenia, że osłabianie reguł fiskalnych i wypychanie długu poza budżet może prowadzić do kolejnej obniżki ratingu Polski. To ważny s...
Najwięcej pieniędzy trafi do ZUS i NFZ
Najpoważniejszymi kwotami są składki na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (FUS) – ponad 428,8 mld zł i Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) – 194,4 mld zł. Ale też po kilkanaście miliardów zł z płac zostanie przekazanych na Fundusz Solidarności (FS) – 16,8 mld zł i Fundusz Pracy (FP) – 11,6 mld zł. Wysokość niektórych ze składek jest powiązana z wysokością świadczenia, które możemy dostać (np. emerytura czy renta), w przypadku innych – nie ma takiej zależności, można nazwać je daninami ogólnymi czy parapodatkami. Na brak ekwiwalentności wysokości składki i świadczeń zwraca uwagę Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP. – W przypadku FUS, KRUS czy Funduszu Emerytur Pomostowych możemy mówić o zależności pomiędzy wysokością składki, a później świadczenia. Przy innych funduszach jej nie ma, a to oznacza, że płacimy rocznie ponad miliard „podatków”. Brak ekwiwalentności oznacza, że danina niezależnie od nazwy działa jak podatek, a ludzie traktują ją jako obciążenie. – dodaje ekonomista.
– Warto byśmy, zastanawiając się, czy i w jaki sposób zmienić finanse publiczne, popatrzyli na wszystkie daniny, a nie wybiórczo zajmowali się raz składkami, raz podatkami – i to osobno raz PIT, a kiedy indziej VAT – uważa Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG. Jego zdaniem tak jak nie ma w przestrzeni publicznej miejsca na „podnoszenie” podatków, tak nie ma pomysłu, by przygotować mapę danin i wydatków, z nimi powiązanych – Tak jak istnieje konsensus, że nie można oszczędzać na obronności, tak samo potrzebna jest nam umowa społeczna w sprawie danin i świadczeń – konkluduje ekonomista.
Czytaj więcej
Wbrew obawom, społeczeństwo zdaje się być gotowe na cięcia w wydatkach publicznych, czyli budżetowe zaciskanie pasa – pokazuje sondaż IBRiS dla „Rz...
Jedne fundusze mają nadwyżki, inne żyją z dotacji
Niektóre fundusze celowe są dodatkowo wspierane dotacjami z budżetu centralnego. To właśnie FUS (ponad 91 mld zaplanowanej dotacji), KRUS (ponad 30 mld zł) czy Fundusz Emerytur Pomostowych (ponad 2 mld zł dotacji). Ale są też fundusze, które mają nadwyżki od kilku lat, nie tylko nie są zmniejszane na nie składki, ale były wykorzystane do pożyczania pieniędzy innym funduszom. Rok zacznie i skończy z nadwyżką Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Za to Fundusz Solidarności ma mieć na początku przyszłego roku prawie 27 mld zł zobowiązań wynikających z kilku pożyczek zaciągniętych w latach 2019–2023 w FP, Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD) na wypłatę 13 i 14 emerytur. Rząd zaplanował, że w przyszłym roku z FS zostanie oddane 3,45 mld zł.
Ekonomiści zwracają uwagę na to, że system funduszy ubezpieczeniowych i składek na nie odzwierciedla przeszłość, a nie teraźniejszość. Gdy tworzono poszczególne fundusze ubezpieczeniowe ich zadaniem miało być finansowanie określonych problemów społecznych. FP powstał w czasie wysokiego bezrobocia, FGŚP – gdy powszechne były upadki przedsiębiorstw. Sytuacja społeczna, ekonomiczna zmieniła się, na przykład na rynku pracy, fundusze mają nadwyżki, lecz nie są zmniejszane składki, tylko przekazywane są na inne cele. Przykładem są właśnie FP i FS. – W przypadku niektórych funduszów, na przykład FP czy FGŚP nadwyżki są rozsądne, by zabezpieczyć pieniądze na nieprzewidziane załamanie sytuacji na rynku pracy – dodaje Piotr Soroczyński.
– Największy problem w obszarze „podatki versus składki” polega na tym, że ich obecna struktura jest pomnikiem przeszłości, a nie przejrzystą informacją na temat tego „ile kto płaci i co z tego ma”. Tej informacji nie mamy ani na poziomie indywidualnym (prawo do dokładnie takiej samej opieki zdrowotnej zyskuje płacący najwyższe składki zdrowotne, jak i ten formalnie zarejestrowany jako bezrobotny), ani na poziomie zagregowanym (które grupy podatników ile płacą jakich składek i podatków, a na ile korzystają z danych świadczeń od państwa). – zaznacza Marcin Mrowiec. Jego zdaniem zagmatwanie w finansowaniu różnych dziedzin społecznych i świadczeń, brak logiki, utrudniają nie tylko obywatelom, ale przede wszystkim decydentom (w tym politycznym) zorientowanie się w rzeczywistej sytuacji i zobaczenie „na pierwszy rzut oka”, gdzie są wyzwania. – Nie ma refleksji, jakie mamy wyzwania społeczne i jak na nie odpowiedzieć. Za to politycy opanowali sztukę „sięgania lewą ręką do prawej kieszeni” – i bieżącego korzystania z jednych funduszy, by finansować zadania i świadczenia zapisane w innych – uzupełnia Marcin Mrowiec. Co prawda praktyka „tasowania” pieniędzmi z różnych funduszy nie jest stosowana w kilku ostatnich latach, ani przewidziana w przyszłym, jednak wciąż nie są rozwiązane zaszłości przepływów finansowych pomiędzy funduszami. Ekonomista jest zwolennikiem przeprowadzenia diagnozy, jak zbierane są i wydatkowane daniny. Jego zdaniem mógłby być to początek debaty na temat tego, jak stworzyć w Polsce przejrzysty system danin publicznych, a zadanie to można by powierzyć Radzie Fiskalnej.