Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były rzeczywiste skutki wprowadzenia podatku liniowego.
  • Które branże najmocniej zareagowały na reformę i dlaczego doprowadziła ona do „przeklasyfikowania” pracy.
  • W jaki sposób obniżka podatków wpłynęła na moralność płatniczą przedsiębiorców i dochody budżetu.

Jest początek XXI wieku. W Polsce skala podatkowa ma trzy progi: 19, 30 i 40 proc. – zarówno dla pracowników, jak i samozatrudnionych. W 2004 r. w życie wchodzi podatek liniowy dla przedsiębiorców: 19 proc. Na „liniówce” nie ma przywilejów, jak przy zasadach ogólnych (ulg podatkowych, kwoty wolnej od podatku, wspólnego rozliczenia z żoną lub mężem), jest za to niższa stawka podatku dla osób lepiej zarabiających. Rząd argumentuje też, że będzie to uproszczenie systemu podatkowego i oddzielenie reżimu podatkowego dla pracy oraz działalności gospodarczej.

Czytaj więcej

Maciej Witucki stanie na czele BusinessEurope. Sukces polskiego biznesu

– Z jednej strony reforma była adresowana do osób już prowadzących działalność gospodarczą, które wpadały w wyższy próg podatkowy – wyjaśnia Justyna Klejdysz z Uniwersytetu Ludwika i Maksymiliana w Monachium oraz Instytutu Ifo. – Cel był taki, aby zwiększyć raportowane dochody z działalności gospodarczej oraz chęć do podejmowania nowych projektów – mówiła. Z drugiej strony, reforma miała też zachęcić nowe osoby do zakładania działalności, a w przyszłości: tworzenia nowych miejsc pracy.

Podatek liniowy nie pobudził przedsiębiorczości?

Jakie były efekty reformy w tym drugim aspekcie? Reakcję najlepiej zarabiających na zmiany w różnicy w opodatkowaniu zbadała Klejdysz wraz z Tomaszem Zawiszą, obecnie związanym z brytyjskim Instytutem Studiów Fiskalnych oraz OECD. – Nasze badanie służyło sprawdzeniu, ile działalności gospodarczych tego typu preferencje podatkowe mogą „stworzyć”, ale też jaki był charakter tych działalności – mówi Klejdysz.

Co zapewne szczególnym zaskoczeniem nie jest, reforma silnie zwiększyła samozatrudnienie. Szacunki badaczy wskazują, że wzrost różnicy w opodatkowaniu o jeden punkt procentowy zwiększa udział samozatrudnionych o ok. 0,9 proc. w ciągu pięciu lat.

Czytaj więcej

Rewolucja w zakładaniu działalności gospodarczej. mObywatel zyskał ważną funkcję

Kluczowym wnioskiem wydaje się jednak przede wszystkim ten, że reforma głównie zwiększyła „przeklasyfikowanie” pracy, a nie prawdziwą przedsiębiorczość mierzoną stworzeniem w czasie dodatkowych miejsc pracy. Siedem lat po przejściu na działalność, cały czas 60 proc. samozatrudnionych działało solo, a tylko 20 proc. zatrudniało pracowników lub weszło w spółki (mowa nawet o niewielkim rozwoju, np. jeden pracownik albo wspólnik). Kolejnych 20 proc. samozatrudnionych w ogóle powróciło na etaty.

Największa skala przejść na samozatrudnienie wystąpiła w branżach opartych na kapitale ludzkim, m.in. w IT, finansach, nieruchomościach, usługach medycznych, usługach profesjonalnych. To sugeruje, że szczególnie łatwo było „opakować” pracę etatową w działalność gospodarczą tam, gdzie kluczowe są kompetencje jednostki.

Klejdysz zaleca przy tym ostrożność w formułowaniu wniosków o „fikcyjnym” samozatrudnieniu. – W naszych danych widzimy, w jakich branżach działają samozatrudnieni, czy zatrudniają pracowników i czy działają jako wspólnicy. Nie jesteśmy jednak w stanie odróżnić sytuacji, w której ktoś pracuje głównie dla jednego klienta, od małej działalności prowadzonej dla wielu klientów – zaznacza. Kluczowy wniosek jest jednak taki, że większość nowych jednoosobowych działalności wywołanych reformą, w dłuższej perspektywie (po siedmiu latach) nadal funkcjonowała w pojedynkę i nie tworzyła miejsc pracy. – Wyniki sugerują, że preferencje podatkowe dla samozatrudnionych mogą w mniejszym stopniu wspierać powstawanie firm, które rozwijają się na większą skalę i zatrudniają, a w większym stopniu zachęcać do zmiany formy rozliczania pracy – mówi Klejdysz.

Wyniki badania sugerują, że szerokie preferencje podatkowe dla osób samozatrudnionych mogą nie być najskuteczniejszą metodą zwiększania przedsiębiorczości, na której często zależy decydentom

Justyna Klejdysz, Uniwersytet Ludwika i Maksymiliana w Monachium oraz Instytut Ifo

Wzrost raportowania dochodów

Z jednej strony, reforma obniżyła wpływy podatkowe od 2 proc. najlepiej zarabiających osób o około 15 proc. Z drugiej, po uwzględnieniu faktu, że jednocześnie osoby już wcześniej prowadzące działalność gospodarczą zaczęły deklarować wyższe dochody, ta „strata” budżetu państwa topnieje do raptem 3,5 proc. Można więc uznać to za sukces: okazało się, że prostszy i niższy podatek poprawił moralność płatniczą – zwiększył dobrowolne płacenie podatków przez przedsiębiorców.

– Mimo bardzo dużej obniżki stawki podatku dla osób prowadzących działalność gospodarczą, wzrost raportowanych dochodów w dużej części zrekompensował tę „mechaniczną” stratę – ocenia Klejdysz.

Czy wyniki tego badania są aktualne i dziś?

Analiza Klejdysz i Zawiszy zdaje się podważać często podejmowany argument, że preferencyjne zasady działalności gospodarczej automatycznie uwalniają ducha polskiej przedsiębiorczości. Zgodnie z analizą, dużą część efektu wprowadzenia podatku liniowego stanowił arbitraż podatkowy, system podatkowy zaczął mocno premiować zmianę formy zatrudnienia, a preferencje podatkowe mogły zwiększać nierówności.

Czytaj więcej

Jakie korzyści z zerowego PIT-u dla rodzin? Są wyliczenia

Tylko czy analiza skutków reformy z 2004 r. – gdy bezrobocie było kilkukrotnie wyższe, a skala szarej strefy istotnie większa – może być argumentem w dyskusjach dziś? Klejdysz podkreśla, że wyniki badania wpisują się w szerszą literaturę o reakcjach podatników na bodźce podatkowe. – Badania reform podatkowych w różnych krajach pokazują, że zarówno osoby fizyczne, jak i firmy reagują na różnice w obciążeniach podatkowych między różnymi formami wypłaty dochodu lub prowadzenia działalności gospodarczej. Nasze badanie pokazuje ten mechanizm dla wysoko wykwalifikowanych, najlepiej zarabiających pracowników i ich reakcji na wzrost atrakcyjności samozatrudnienia – mówi. – Wyniki sugerują, że szerokie preferencje podatkowe dla osób samozatrudnionych mogą nie być najskuteczniejszą metodą zwiększania przedsiębiorczości – ocenia.

Zauważa też, że badanie ma długi zakres czasowy. – Analizujemy (zachowanie – red.) tych samych podatników w ciągu 14 lat, nasze dane odnośnie do zatrudnienia sięgają 2018 r. – mówi Klejdysz. Jak zauważa, wprowadzenie podatku liniowego w 2004 r. nie tylko wygenerowało największy wzrost różnicy w obciążeniach między pracą a działalnością wówczas, ale wciąż jest kluczowym elementem systemu podatkowego w Polsce. Nowsze dane Ministerstwa Finansów wskazują, że jedna czwarta jednoosobowych działalności w Polsce zatrudnia, a większość dochodów z działalności gospodarczej jest bardzo skoncentrowana na górze rozkładu.