[b]Rz: Rząd ze względu na kryzys ściął prognozowane dochody o 1,7 mld zł. Czy to wystarczy?[/b]
Wojciech Misiąg: To w ogóle nie jest korekta. To symboliczna zmiana, tym bardziej że przy planowaniu budżetu dopuszczalny błąd wynosi 5 mld zł. Jeśli rząd chce rzeczywiście dopasować plan wydatków do sytuacji kryzysowej, powinien przejrzeć strukturę wydatków i zastanowić się, które są niezbędne, a z których można zrezygnować. Ta korekta jest wyłącznie obliczona na efekt, by pokazać, że coś się zrobiło.
[b]Jakie konkretnie powinny być posunięcia rządu?[/b]
Od lat powtarzam, że mamy za wysoki deficyt, już dawno dochody i wydatki powinny być zrównoważone. Tym bardziej że obniżyliśmy stawki PIT i składkę rentową, co kosztowało budżet 28 mld zł, a podnoszenie deficytu wcale nie było konieczne. To pokazuje, że budżet nie jest napięty. Potrzebne są ostre cięcia, zrezygnowanie z wydatków mało efektywnych np. związanych ze szkolnictwem wyższym, policją, administracją; od lat kompetencje urzędów wojewódzkich i marszałkowskich się dublują. Poza tym prześwietliłbym pieniądze wydawane na remonty dróg, czy przypadkiem nie łata się wciąż tych samych dziur.
[b]Czy konieczne są działania antykryzysowe ze strony rządu?[/b]
Nie, jestem przeciwny przeznaczaniu jakichkolwiek środków na takie cele. Jeśli dziś powiemy, że są pieniądze na ewentualne ratowanie banków, to lada moment się okaże, że rzeczywiście są one potrzebne. W naszej sytuacji nie ma najmniejszych powodów do interwencji bezpośrednich.
[b]Czy wzrost gospodarczy na poziomie 3,7 proc. jest realny?[/b]
Nie wierzę w tak pesymistyczne prognozy jak 0,4 proc. Myślę, że gospodarka będzie rosła w tempie 3 – 4 proc.