Wiceminister finansów Ludwik Kotecki zaznacza, że reguła wydatkowa obejmie też wynagrodzenia i nie należy się więc spodziewać znacznych podwyżek płac w budżetówce. – 3,5- proc. wzrost wydatków elastycznych to górna granica, możliwy jest też przecież niższy bądź zerowy wzrost – podkreśla Kotecki.

Z wyliczeń resortu finansów wynika, że jeśli tzw. reguła wydatkowa zacznie obowiązywać, to wzrost wydatków w budżecie w 2011 r. będzie o 3 mld zł mniejszy, niż gdyby jej nie było. Wprowadzenie reguły obiecał premier Donald Tusk ponad cztery miesiące temu, a wczoraj MF skierowało projekt ustawy do konsultacji międzyresortowych. Reguła zakłada, że do czasu zejścia z deficytem finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB wydatki elastyczne będą rosły o wskaźnik inflacji (w przyszłym roku 2,5 proc.) plus 1 proc.

Według Koteckiego reguła wydatkowa ma doprowadzić do obniżenia wydatków w relacji do PKB, zmusić poszczególne resorty do nowelizacji ustaw, w oparciu o które realizowane są wydatki sztywne – bo po nowelizacji reguła mogłaby być stosowana również do nich – i w konsekwencji zmniejszyć udział wydatków sztywnych. Resort wyliczył, że gdyby reguła obowiązywała do 2020 r., udział wydatków elastycznych wzrósłby z obecnych 26 do 37 proc. Do wydatków elastycznych zalicza się wynagrodzenia i wydatki rzeczowe, dotacje do jednostek samorządu terytorialnego oraz wydatki majątkowe.

Do końca 2012 r. reguła ma już przynieść w sumie 8,5 mld zł oszczędności, a do końca 2015 r. 45 mld zł (przy założeniu, że gdyby jej nie było, wydatki rosłyby realnie o 4,5 proc. co roku).

Ale tą regułą nie można objąć np. wydatków samorządów. – Przygotowujemy pewnego rodzaju ograniczenia i dla nich – zapewnił Kotecki.

Wiceminister finansów zapewnił, że reguła ma tylko pomagać w stabilizacji finansów. – Deficyt będziemy obniżać poprzez odpowiednie ruchy w budżecie – stwierdził.