Rząd szykuje radykalne reformy – twierdzi wicepremier Waldemar Pawlak. Nieoficjalnie mówi się nawet o nowym podatku dla najbogatszych. Wicepremier potwierdził tym samym wczorajsze informacje "Rz".
rząd chce już od początku 2012 r. ograniczyć ulgi w podatkach, m.in. prorodzinną na pierwsze i drugie dziecko oraz wspólne rozliczanie się małżonków, zlikwidować 50-proc. koszty uzyskania dla twórców i dziennikarzy, podnieść składki dla samozatrudnionych. Miałoby to przynieść budżetowi ok. 9 mld zł.
Tyle że zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego niekorzystne dla podatnika zmiany w podatku dochodowym muszą być uchwalone i ogłoszone najpóźniej do końca listopada, by mogły obowiązywać w następnym roku. Nowy rząd Donalda Tuska – który ma być powołany 18 listopada – będzie miał zatem tylko dwa tygodnie, aby przepchnąć zmiany przez parlament.
– W praktyce to mało realne – mówi "Rz" dotychczasowy szef Sejmowej Komisji Finansów Publicznych Paweł Arndt z PO. – Zmiany dotknęłyby milionów Polaków. Są zbyt poważne, by uchwalać je w pośpiechu.
Zdaniem Beaty Szydło z PiS szybkich zmian nie będzie. – Tusk tylko sonduje opinię publiczną w sprawie cięć – przekonuje posłanka.
W ocenie prof. Dariusza Filara z Rady Gospodarczej przy Premierze rząd jest jednak zdeterminowany, aby zmiany przyjąć w obliczu konieczności obniżania deficytu finansów publicznych i relacji długu do PKB.
– Sama likwidacja ulg podatkowych pozwoli obniżyć deficyt o 0,5 pkt proc., a znaczna ich część i tak nie ma najmniejszego sensu – wyjaśnia ekonomista. – Wymienię choćby wspólne rozliczanie małżonków, na którym budżet traci 3 mld zł, czy ulgę internetową (kolejne 2,3 mld zł).
A Maciej Bukowski z Instytutu Badań Strukturalnych uważa, że nieprzypadkowo przyśpieszono zaprzysiężenie rządu i exposé premiera. – Myślę, że wszystkie projekty są już gotowe i rząd zdąży na czas. Inaczej może być konieczna likwidacja OFE – mówi.