Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba poinformował, że przesłuchanie przebiegało w „dobrej atmosferze”. - Aczkolwiek nie będę ukrywał, że jak w dobrym dramacie sądowym pojawiły się w pewnym momencie pewne zgrzyty, niemające większego wpływu na dalszy tok przesłuchania - dodał.
Prezes Kaczyński udzielił odpowiedzi na wszystkie pytania prokuratorki
Prok. Skiba podkreślił, że na początku przesłuchania świadek złożył oświadczenie, że uznaje przesłuchującą go prokurator „za osobę nielegalną, aczkolwiek wyraża zgodę na przesłuchanie, gdyż będzie ten protokół dowodem w dalszej walce o przywrócenie praworządności”. - Następnie przesłuchanie odbywało się w sposób bardzo zdyscyplinowany - dodał prok. Skiba.
Rzecznik zaznaczył, że świadek udzielił odpowiedzi na wszystkie pytania, które mu zadano i ani razu nie skorzystał z przysługującego mu prawa do odmowy, w przypadku gdyby odpowiedź mogła narazić go na odpowiedzialność karną.
Na początku przesłuchania - jak relacjonował rzecznik - świadek i jego pełnomocnicy zawnioskowali też o niedopuszczenie w przesłuchaniu pełnomocnika pokrzywdzonego mecenasa Romana Giertycha. Jednak prokurator prowadząca sprawę tego wniosku nie uwzględniła.
Prok. Skiba dodał, że w trakcie przesłuchania zarządzono kilka przerw. Wskazał, że protokół z przesłuchania liczy 40 stron, a także, że prokurator prowadząca czynności poinformowała go, iż na ten moment nie będą planowane „inne czynności procesowe w tym postępowaniu”.
Pełnomocnik Geralda Birgfellnera: Nie uwierzyłem w większość słów świadka Kaczyńskiego
Wcześniej z dziennikarzami rozmawiał mec. Jacek Dubois, pełnomocnik Geralda Birgfellnera. Powiedział m.in., że doprowadzenie do przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego zajęło 7,5 roku, gdyż jego zdaniem „prokuratura Zbigniewa Ziobry zrobiła wszystko, żeby tej sprawy wtedy nie wyjaśnić”.
- Jesteśmy szczęśliwi, że to przesłuchanie się skończyło, ponieważ to postępowanie dotyczy pana Jarosława Kaczyńskiego jako potencjalnie podejrzanego. I na ogół taką osobę przesłuchuje się jako ostatnią i potem są podejmowane decyzje procesowe, więc liczymy, że niedługo w tej sprawie zapadną decyzje merytoryczne - powiedział Dubois. - Ja nie uwierzyłem w większość słów wypowiadanych przez świadka. Mam nadzieję, że podobna będzie ocena prokuratury, ponieważ materiały dowodowe wskazują na zupełnie inne przebiegi wydarzeń, więc jestem głęboko przekonany, że efektem tego przesłuchania będzie przejście do etapu zarzutów - dodał mecenas.
Roman Giertych: Pani prokurator nie poradziła sobie do końca
Jarosław Kaczyński opuścił siedzibę Prokuratury Okręgowej ok. godz. 19. Ani on, ani jego pełnomocnicy nie wypowiedzieli się dla mediów. Jak wynika z informacji przekazanych przez prok. Skibę, Kaczyński brał udział w przesłuchaniu ze swoimi pełnomocnikami, dwoma adwokatami.
W przesłuchaniu brał udział również drugi pełnomocnik pokrzywdzonego, mecenas Roman Giertych, jednak po godz. 14 opuścił on prokuraturę.
Spytany po wyjściu z budynku o swoje odczucia Giertych powiedział dziennikarzom, że ma wrażenie, że „pani prokurator nie poradziła sobie do końca”. Giertych przed przesłuchaniem Kaczyńskiego stwierdził za to, że głównym zainteresowaniem prokuratury będzie wątek 50 tys. zł. W połowie lutego 2019 r. „GW” podała, że Birgfellner zeznał w prokuraturze, że Kaczyński nakłonił go do wręczenia 50 tys. zł księdzu z rady fundacji, która jest właścicielem spółki Srebrna.
Austriacki biznesmen żąda ponad miliona euro
Sprawa „dwóch wież” to afera ujawniona przez „Gazetę Wyborczą” pod koniec stycznia 2019 r. Gazeta opublikowała stenogram z rozmowy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem z lipca 2018 r. Dotyczyła ona planów budowy dwóch wieżowców w Warszawie przez powiązaną z PiS spółkę Srebrna. Budynki miały być sfinansowane z kredytu udzielonego przez bank Pekao SA w wysokości do 300 mln euro. Inwestycję, która miała przynieść wielomilionowe zyski, miał osobiście nadzorować prezes Jarosław Kaczyński. Ostatecznie z budowy dwóch wieżowców zrezygnowano.
Czytaj więcej
Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie nieprawidłowości wokół budowy tzw. dwóch wież i spółki Srebrna. Chodzi o działania pre...
Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa PiS złożył pod koniec 2019 r. adwokat Birgfellnera. Biznesmen żądał zapłaty za złożone mu zlecenie związane z przygotowaniami do inwestycji. Razem z podatkiem VAT chce od spółki Srebrna 1,5 mln euro.
W 2019 r., gdy prokuraturą zarządzał Zbigniew Ziobro, prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. Zostało ono wszczęte w lutym 2025 r. Jarosław Kaczyński został wezwany do prokuratury w celu złożenia zeznań jako świadek. Na pierwszy wyznaczony termin, 20 maja br., nie stawił się.
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, działania prokuratury w tej sprawie mieszczą się w ramach walki z opozycją. „Ponieważ nic nie ma, to potrzeba fikcyjnych spraw” - stwierdził prezes PiS.
Dwie wieże odebrane prok. Ewie Wrzosek
Sprawa „dwóch wież” jest jedną z 200 spraw, które znalazły się w raporcie Prokuratury Krajowej ze stycznia tego roku z audytu postępowań z okresu rządów Zjednoczonej Prawicy w latach 2016-2023.
Wszczęte w lutym ub.r. śledztwo prowadziła początkowo prokurator Ewa Wrzosek delegowana z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. W marcu przesłuchiwała wieloletnią współpracowniczkę prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i członkinię zarządu spółki Srebrna, Barbarę Skrzypek. Kilka dni później kobieta zmarła z powodu zawału.
Politycy PiS, w tym lider partii Jarosław Kaczyński, uważali, że istnieje związek między przesłuchaniem Barbary Skrzypek a jej śmiercią. Nie potwierdziły tego oględziny i sekcja zwłok. Prokuratura oświadczyła, że Skrzypek nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń co do formy i długości przesłuchania, a oprócz problemów z czytaniem nie zgłaszała też żadnych dolegliwości zdrowotnych.
Jednak w czerwcu 2025 r. śledztwo w sprawie „dwóch wież” przejęła do swojego referatu zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie, Małgorzata Szeroczyńska. Ewa Wrzosek przestała je prowadzić z powodu – jak podała Prokuratura Krajowa - upływu terminu delegowania do Prokuratury Okręgowej w Warszawie i braku decyzji Ewy Wrzosek co do dalszej delegacji.
Jednak Ewa Wrzosek wydawała się niezadowolona z decyzji przełożonych. „Zakończenie okresu mojego delegowania do Prokuratury Okręgowej w Warszawie nie musiało oznaczać odebrania mi ani tego, ani pozostałych prowadzonych przeze mnie postępowań. Prokurator krajowy wiedział, że chcę je kontynuować, bo po prostu przemawia za tym ekonomika procesowa” - napisała w serwisie X prokurator Ewa Wrzosek.
Po godz. 19 rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba poinformował, że przesłuchanie się zakończyło. Rzecznik przekazał, że przebiegało ono w „dobrej atmosferze”. - Aczkolwiek nie będę ukrywał, że jak w dobrym dramacie sądowym pojawiły się w pewnym momencie pewne zgrzyty, niemające większego wpływu na dalszy tok przesłuchania - dodał.
Prok. Skiba podkreślił, że na początku przesłuchania świadek złożył oświadczenie, że uznaje przesłuchującą go prokurator „za osobę nielegalną, aczkolwiek wyraża zgodę na przesłuchanie, gdyż będzie ten protokół dowodem w dalszej walce o przywrócenie praworządności”. - Następnie przesłuchanie odbywało się w sposób bardzo zdyscyplinowany - dodał prok. Skiba.
Rzecznik zaznaczył, że świadek udzielił odpowiedzi na wszystkie pytania, które mu zadano i ani razu nie skorzystał z przysługującego mu prawa do odmowy, w przypadku gdyby odpowiedź mogła narazić go na odpowiedzialność karną.
Na początku przesłuchania - jak relacjonował rzecznik - świadek i jego pełnomocnicy zawnioskowali też o niedopuszczenie w przesłuchaniu pełnomocnika pokrzywdzonego mecenasa Romana Giertycha. Jednak prokurator prowadząca sprawę tego wniosku nie uwzględniła.
Prok. Skiba dodał, że w trakcie przesłuchania zarządzono kilka przerw. Wskazał, że protokół z przesłuchania liczy 40 stron, a także, że prokurator prowadząca czynności poinformowała go, iż na ten moment nie będą planowane „inne czynności procesowe w tym postępowaniu”.
Wcześniej z dziennikarzami rozmawiał mec. Jacek Dubois, pełnomocnik Geralda Birgfellnera. Powiedział m.in., że doprowadzenie do przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego zajęło 7,5 roku, gdyż jego zdaniem „prokuratura Zbigniewa Ziobry zrobiła wszystko, żeby tej sprawy wtedy nie wyjaśnić”.
- Jesteśmy szczęśliwi, że to przesłuchanie się skończyło, ponieważ to postępowanie dotyczy pana Jarosława Kaczyńskiego jako potencjalnie podejrzanego. I na ogół taką osobę przesłuchuje się jako ostatnią i potem są podejmowane decyzje procesowe, więc liczymy, że niedługo w tej sprawie zapadną decyzje merytoryczne - powiedział Dubois. - Ja nie uwierzyłem w większość słów wypowiadanych przez świadka. Mam nadzieję, że podobna będzie ocena prokuratury, ponieważ materiały dowodowe wskazują na zupełnie inne przebiegi wydarzeń, więc jestem głęboko przekonany, że efektem tego przesłuchania będzie przejście do etapu zarzutów - dodał mecenas.
Jarosław Kaczyński opuścił siedzibę Prokuratury Okręgowej ok. godz. 19. Ani on, ani jego pełnomocnicy nie wypowiedzieli się dla mediów. Jak wynika z informacji przekazanych przez prok. Skibę, Kaczyński brał udział w przesłuchaniu ze swoimi pełnomocnikami, dwoma adwokatami.
W przesłuchaniu brał udział również drugi pełnomocnik pokrzywdzonego, mecenas Roman Giertych, jednak po godz. 14 opuścił on prokuraturę.
Spytany po wyjściu z budynku o swoje odczucia Giertych powiedział dziennikarzom, że ma wrażenie, że „pani prokurator nie poradziła sobie do końca”. Giertych przed przesłuchaniem Kaczyńskiego stwierdził za to, że głównym zainteresowaniem prokuratury będzie wątek 50 tys. zł. W połowie lutego 2019 r. „GW” podała, że Birgfellner zeznał w prokuraturze, że Kaczyński nakłonił go do wręczenia 50 tys. zł księdzu z rady fundacji, która jest właścicielem spółki Srebrna.
W 2019 roku - za rządów PiS, gdy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro - Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego złożył wtedy w prokuraturze jeden z pełnomocników Birgfellnera. Austriak był kilkukrotnie przesłuchiwany w tej sprawie, w tym raz w Austrii. Odmowę śledztwa tłumaczono wtedy tym, że Birgfellner „nie przedstawił żadnych dokumentów potwierdzających poniesione przez niego koszty” i nie przedstawił żadnych pisemnych umów zawartych z podmiotami, którym miał zlecić określone prace, a które to dokumenty umożliwiałyby weryfikację faktur.
Zdaniem pełnomocników Birgfellnera decyzja prokuratury była „niesłuszna”. Wskazywali, że zgodnie z Kodeksem postępowania karnego, postanowienie w sprawie wszczęcia śledztwa lub odmowy wszczęcia należy wydać w terminie 30 dni od dnia złożenia zawiadomienia, a prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa po prawie dziewięciu miesiącach od złożenia zawiadomienia. Pełnomocnicy austriackiego biznesmena zaskarżyli postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. W lutym 2020 r. warszawski sąd okręgowy utrzymał w mocy postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa.
Sprawa tzw. dwóch wież znalazła się w audycie Prokuratury Krajowej dotyczącym postępowań z okresu rządów Zjednoczonej Prawicy z lat 2016-2023. PK w połowie stycznia ub. roku przedstawiła częściowy raport z audytu.
Prezentująca raport prok. Katarzyna Kwiatkowska wskazała wówczas, że postępowanie w sprawie „dwóch wież” powinno zostać podjęte i kontynuowane. Dodała, że wcześniejszy sposób procedowania w tej sprawie budził bardzo poważne wątpliwości. Zapowiedziała również, że zarówno prezes PiS, jak i inne osoby będą wzywane na przesłuchania w tej sprawie.
W lutym ub. roku prok. Skiba poinformował, że zostało wszczęte śledztwo w sprawie doprowadzenia Geralda Birgfellnera „w okresie od maja 2017 r. do lipca 2018 r. do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie nie mniejszej niż 1 mln 300 tys. euro”.
Prezes PiS, pytany wówczas o wszczęcie śledztwa, ocenił, że stało się to „w ramach walki z nami, ponieważ nic nie ma, trzeba fikcyjnych spraw”. „To, że ktoś chciał wybudować, nie dwie wieże, ale jakiś wysoki budynek (...), to wszystko było w sferze zamiarów, który nigdy nie jest przestępstwem. (...) W tym wypadku mieliśmy do czynienia z działaniem zgodnym z kodeksem handlowym” - stwierdził. Na pytanie, czy stawi się w prokuraturze, jeżeli dostanie wezwanie, Kaczyński stwierdził wówczas, że to obowiązek, ale - jak ocenił - „w tej chwili mamy kłopot, bo prokuratura jest nielegalna”.
„Gazeta Wyborcza” pod koniec stycznia 2019 r. publikowała zapisy i nagrania rozmowy z lipca 2018 r. - m.in. prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z Geraldem Birgfellnerem - dotyczącej planów budowy w Warszawie dwóch wieżowców przez spółkę Srebrna. Później, w lutym 2019 r., „GW” pisała o sprawie 50 tys. złotych. W lutym 2019 r. w rozmowie z PAP lider PiS mówił m.in., że Birgfellner „żądał pieniędzy za prace, które były nieudokumentowane w żaden sposób”. „Jego żądanie można streścić do tego, że miałbym zmusić radę nadzorczą i zarząd spółki Srebrna, żeby wbrew prawu, wbrew ustawie o rachunkowości wypłaciły mu pieniądze, czego nie chciałem, ani nie mogłem zrobić. Żadne z tych ciał nie uległoby podobnym żądaniom” - powiedział wtedy Kaczyński.