InPost ze swoimi 4,8 tys. paczkomatów to praktycznie monopolista na rynku maszyn do odbioru paczek. A to jedna z popularniejszych form odbioru przesyłek w Polsce, która w zeszłym roku urosła o 39 proc. Nic dziwnego, że firmy kurierskie ruszają na wojnę o ten intratny segment.

Czytaj także: Paczkomaty nielegalne? Zapowiada się długa batalia sądowa

Konkurencja InPostu

– Polacy coraz częściej rezygnują z tradycyjnych dostaw pod drzwi na rzecz odbioru przesyłek w punktach, które są bardzo wygodnym rozwiązaniem. Żyjemy w coraz większym biegu, często trudno jest nam określić godziny, w których będziemy przebywali w pracy czy domu, aby odebrać przesyłkę – wyjaśnia fenomen tego zjawiska Wojciech Kliber, członek zarządu brokera usług kurierskich Sendit.

Wtóruje mu Agnieszka Plencler, prezes Forum Konsumentów: – Automaty samoobsługowe to świetne rozwiązanie dla konsumentów, którzy cenią wygodę, a przede wszystkim oszczędność czasu. Tak duże zainteresowanie usługą jest odzwierciedleniem globalnego trendu convenience, czyli szukania przez konsumentów nie tylko dobrego produktu, ale też dostępności, wygody i użyteczności – komentuje Plencer.

Boom zamierza wykorzystać Poczta Polska (PP), która kończy negocjacje z duńską firmą SwipBox, specjalizująca się w produkcji maszyn do odbioru przesyłek. W br. PP chce mieć 200 takich urządzeń w Biedronkach i swoich placówkach. W przyszłym roku może być ich 500, również w Carrefourach i Lidlach.

Dziś maszyny SwipBox w Polsce wykorzystywane są przez DHL. Duńska firma prowadzi rozmowy o współpracy z kilkoma innymi operatorami (z naszych ustaleń wynika, że chodzi m.in. o UPS i FedEx) i planuje ekspansję.

– Nie wykluczamy, że sieć automatów na przesyłki będziemy budować nie tylko wewnątrz sklepów, ale również w lokalizacjach na zewnątrz. Ok. 300 takich tzw. outdoorowych punktów testowanych jest w Danii. Pod koniec roku chcemy pilotażowo sprawdzić ten model w Warszawie – wyjaśnia Michał Czechowski, szef SwipBox Polska.

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

PP twierdzi, że na początek w ramach pilotażu udostępni urządzenia w siedmiu aglomeracjach. – Jego wyniki powinny być znane pod koniec roku. Jeśli rozwiązanie zda egzamin, chcielibyśmy rozbudować sieć w kolejnych miastach – mówi Rafał Makowski, menedżer ds. rozwoju sieci punktów nadawczo-odbiorczych w Poczcie.

Plan zakłada, że w maszynach SwipBox PP będzie mieć minimum 40 skrytek na wyłączność. Tylko w br. przejdzie przez nie w sumie ok. 1 mln paczek. – Poza SwipBox pracujemy również przy innych projektach związanych z urządzeniami do odbioru paczek. Prowadzimy m.in. testy maszyn wspólnie z polskim startupem Pakomatic, który udostępnia skrytki w tzw. formie concierge, w recepcjach biurowców czy we współpracy ze spółdzielniami mieszkaniowymi – dodaje nasz rozmówca.

Boom na odbiór paczek w punkcie

Poczta szykuje również kooperacje z Allegro i Orlenem. Z obiema firmami chce uruchomić niezależne sieci maszyn paczkowych. Szczegóły na razie owiane są tajemnicą, ale z naszych informacji wynika, że w sumie PP w 2020 r. będzie posiadać co najmniej 1 tys. tego typu urządzeń.

Eksperci nie dziwią się, że firmy logistyczne stawiają na odbiory paczek w punkcie. Problem z brakiem rąk do pracy to wyzwanie na rynku kurierskim, zaś urządzenia paczkowe są tanią alternatywą. Szacuje się, że koszt pojedynczej maszyny sięga 40–50 tys. zł. Tańsze są partnerskie punkty odbioru w postaci sklepów czy kiosków. Poza PP taką sieć mocno rozwija DHL (ma ich ponad 800). – To zdecydowanie bardzo rozwojowy rynek. Rosnąca liczba użytkowników i ich pozytywne oceny potwierdzają, że to dobry kierunek dla dalszych inwestycji. Rok do roku liczba przesyłek obsługiwanych w naszych punktach rośnie ponad sześciokrotnie – wyjaśnia Maciej Dudek, kierownik ds. sieci punktów dostępu DHL Parcel.

Niemiecka firma kurierska współpracuje w tym zakresie z Żabką. Podobnie jak Poczta Polska. Co więcej, rodzima spółka kooperuje z Orlenem.

– W ramach współpracy z PP klienci mają możliwość nadawania i odbierania paczek na większości naszych stacji w Polsce – podaje koncern.

Obie firmy razem zamierzają zbudować też sieć maszyn paczkowych. Paliwowy koncern nie chce tego komentować. Milczy też Poczta. Zaznacza natomiast, że tylko w I kwartale br. klienci zamówili więcej przesyłek do sieci odbioru w punkcie niż w całym I półroczu ub.r. Trafia tam już co czwarta paczka nadana w PP, a do końca roku ma to być co trzecia. Spółka spodziewa się, że w tym okresie sieć punktów odbioru (placówki własne oraz partnerskie) liczyć może grubo ponad 12,5 tys. lokalizacji.

Polacy polubili odbiór w punkcie

Ponad 54 proc. wszystkich dostaw paczek do punktów odbioru realizowanych jest w największych miastach, liczących ponad 100 tys. mieszkańców – podaje Sendit. Zaskakują jednak wyniki odnośnie do liczby odbiorów w punktach w przeliczeniu na 1 tys. mieszkańców – współczynnik ten jest najwyższy w mniejszych miejscowościach, często należących do aglomeracji miejskich. Liderem pod tym względem w 2018 r. były miejscowości: Koziegłowy z wynikiem 59, Podkowa Leśna – 45, i Przecław – 39. Dla porównania, spośród dużych miast (pow. 500 tys. mieszkańców) najlepiej w rankingu wypadł Wrocław – uplasował się na 33. pozycji z wynikiem 21. W Warszawie współczynnik sięga 19. Sendit wskazuje, że dostawa do punktów najpopularniejsza jest w małych miejscowościach.

Rafał Brzoska założyciel Integer.pl, twórca sieci paczkomatów InPost

Mamy w Polsce ponad 4,8 tys. paczkomatów. Od początku roku rozstawiamy nowe. Prowadzimy też dialog z potencjalnymi partnerami. Jeżeli chodzi o prognozy dla rynku logistycznego to oczekujemy wzrostu 15–20 proc. w tym roku. W ub.r. obsłużyliśmy 86 mln przesyłek po wzroście o 52 proc. Dostawy do paczkomatów rosną szybciej niż usługi kurierskie. W 2018 r. było to 56 proc., a w szczycie świątecznym – nawet 92 proc. Wolumen obsługiwany przez kurierów InPost rósł o 45 proc.