W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prezes KW Mirosław Kugiel wyraźnie zapowiedział, że jeśli ta próba, podobnie jak dwie poprzednie, zakończy się fiaskiem, to Silesia zostanie zlikwidowana.
Ta maleńka kopalnia, formalnie część zakładu Brzeszcze-Silesia, w tym rku przyniesie bowiem ponad 100 mln zł straty netto. A KW nie ma pieniędzy, by inwestować w jej nowe złoża. Według Kompanii potrzeba tam inwestycji za ponad 1 mld zł. Zdaniem załogi, która broni Silesii - mniej niż połowę tej sumy.
Kopalnie kupić chcą jej pracownicy, którzy zakładają spółkę pracowniczą. Jednak zgodnie z ustawą o prywatyzacji i komercjalizacji Kompania i tak musiała ogłosić formalne zaproszenie do rokowań. Trudno się jednak spodziewać kolejki chętnych. Za pierwszym razem w 2008 r. wycenioną wówczas na 111,5 mln zł kopalnię szkocka Gibson Group chciała zapłacić 250 mln zł. Przetarg z powodów formalnych unieważniono.
W kolejnym podejściu, w tym roku, ofertę złożyła tylko Enea – ale jedynie wstępną, potem zrezygnowała z zakupu kopalni. Wówczas wstępne rozeznanie robiła także kopalnia Bogdanka, która rozważała kupno innej kopalni właśnie na Śląsku i doprowadzenie swoich możliwości wydobywczych do porównywalnych z Katowickim Holdingiem Węglowym. Jednak po badaniach zakładu nie złożyła nawet oferty wstępnej. Związkowcy zapewniają jednak, że zainteresowanie inwestorów do wejścia w spółkę pracowniczą jest.
– Wysłaliśmy 12 propozycji, dostaliśmy 7 odpowiedzi – mówił „Rz” Dariusz Dudek, szef „S” w Silesii. Kompania Węglowa czeka na oferty do 15 października. Potem ma dwa tygodnie na ich rozpatrzenie. Jeśli oferentów będzie wielu – spółka zastrzegła sobie prawo do wyboru maksymalnie trzech, z którymi podejmie rokowania.