Reklama

Linie szukają czystego nieba

Od środy linie lotnicze straciły już 800 milionów dolarów. Dziś z potencjalnego zysku muszą odpisać kolejnych 200 milionów

Aktualizacja: 18.04.2010 13:58 Publikacja: 18.04.2010 13:09

Lotnisko w szwajcarskiej Genewie

Lotnisko w szwajcarskiej Genewie

Foto: AFP

Najwięksi optymiści uważają, że sytuacja w Polsce powinna zacząć normalizować się w poniedziałek wieczorem. Pesymiści - że chaos potrwa do piątku.

Niedziela jest kolejnym dniem kłopotów przewoźników i koszmaru podróżnych.

Jest jednak mało prawdopodobne, aby już we wtorek rano można było polecieć np. z Polski do Włoch, czy też dalej na południe. Na te podróże raczej przyjdzie nam poczekać parę dni.

Rozmówca „Rzeczpospolitej” zaznacza przy tym, że bardziej prawdopodobne jest przywrócenie lotów ze Skandynawii, także na długich trasach do Azji, a być może i do Ameryki. Loty będą dłuższe, więc i droższe dla przewoźników, bo piloci za wszelką cenę będą unikali ryzyka styczności z falą zanieczyszczeń.

Zamęt w rozkładach na południu przedłuży się na południu Europy. — To wszystko naturalnie jeśli wybuchy wulkanu, który czas wyrzuca strumienie lawy, nie przybiorą na sile - powiedział nasz rozmówca.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Straty rosną[/srodtytul]

Według stowarzyszenia linii lotniczych IATA tracą oni co najmniej 200 mln dolarów dziennie. IATA zastrzega się, że są to oceny bardzo konserwatywne. To nie tylko utracone wpływy, ale i koszty zmian tras przelotów, przemieszczenia pustych maszyn na lotniska, skąd być może uda się wkrótce gdziekolwiek odlecieć, wydatki na opiekę nad pasażerami, którzy wylecieli, ale nie dotarli do miejsca przeznaczenia. Także koszty utrzymania maszyn i załóg na lotniskach.

IATA stworzyła centrum kryzysowe w Montrealu. Tam we współpracy z europejską agencją żeglugi powietrznej Eurocontrol innymi organizacjami ruchu lotniczego kontrolowane są wszystkie działanie dotyczące decyzji o wznowieniu lotów.

[srodtytul]Pierwsze testy[/srodtytul]

Ze swojej strony linie lotnicze robią wszystko, aby wznowić połączenia tak szybko, jak to tylko jest możliwe. W poszukiwaniu „czystego nieba” wykonują loty testowe. KLM poinformowało, że jeśli wyniki prób dokonanych w nocy z soboty na niedzielę przez Boeingi 737 800 okażą się pomyślne, z Duesseldorfu do Amsterdamu wróci siedem jego maszyn. Holendrzy wysłali na testy dwa Boeingi 737, które latały tak powyżej, jak i poniżej chmury pyłów.

— Nie zanotowaliśmy żadnych odchyleń od normy ani podczas samego lotu, ani też podczas inspekcji na ziemi po wylądowaniu - powiedział prezes KLM, Peter Hartman, który leciał jedną z maszyn. — Kiedy tylko dostaniemy zezwolenie na wznowienie operacji, zrobimy to tak szybko, jak to tylko jest możliwe - mówił prezes KLM. Holendrzy planują kolejne testy w niedzielę.

Reklama
Reklama

Niemiecka Lufthansa przerzuciła 10 samolotów z Monachium do Frankfurtu, bo wiadomo że południowe Niemcy nadal pozostają „strefą bezlotu”. Po skrupulatnym zbadaniu silników maszyn nie wykryto w nich żadnych zanieczyszczeń.

Nie było również żadnych zmian w systemie sterowniczym samolotów, ani aparaturze elektronicznej, które także mogą potencjalnie ucierpieć z powodu obecności pyłu w powietrzu. Samoloty KLM wzbiły się nawet na 13 tys. km, Lufthansy testowały loty na poziomie 3 i 8 tys.

[srodtytul]I pierwsze straty[/srodtytul]

Tymczasem pierwsze firmy informują o stratach spowodowanych przerwą w lotach, najdłuższą w powojennej historii. Po zamachach terrorystycznych w Nowym Jorku 11 września 2001 ograniczenia w ruchu lotniczym trwały 3 dni. Teraz szykuje się na o wiele dłużej. Już lamentują kenijscy producenci kwiatów, którzy mają ponad 30 procentowy udział w unijnych rynku roślin ciętych. Azjaci wstrzymali wszystkie loty do Europy, tym samym w najbliższych dniach nie ma co liczyć na świeże owoce morza, jarzyny, owoce i przyprawy. W podobnej sytuacji są Brazylijczycy, Argentyńczycy i Chilijczycy. Firma kurierska FedEx odwołała ponad 100 europejskich lotów FedEx Express.

Najbardziej jednak cierpią linie lotnicze. Dla dużych przewoźników - takich jak British Airways, czy Lufthansa straty przekraczają 10 mln euro dziennie, przy tym każda z tych linii ucierpiała już z powodu akcji strajkowych, BA straciły z powodu przerw w pracy pracowników pokładowych 70 mln dol.

[srodtytul] Wyjazdy odwołują także biura podróży[/srodtytul]

Reklama
Reklama

Przewoźnicy zapowiadają już cięcia zatrudnienia,lub czasowe bezrobocie. Taką informacją otrzymało już 2,5 tys. pracowników personelu naziemnego SAS w Norwegii. SAS tłumaczył, że nie ma sensu utrzymywał takiej załogi, skoro nie ma żadnych lotów, nie mówiąc że i po przejściu chmury, sytuacja w europejskim lotnictwie i tak się pogorszy.

[srodtytul]Zarobić na chmurze[/srodtytul]

To co, dla wielu przewoźników może oznaczać gwałtowne pogorszenie wyników, w niektórych sytuacjach wręcz bankructwo jest okazją do zarobienia dodatkowych pieniędzy dla sieci hoteli, firm wynajmujących samochody, przewoźników kolejowych i innych firm transportowych.

W Singapurze - wielkim centrum przesiadkowym między Azją i Europą oraz w Hongkongu zabrakło miejsc hotelowych, nawet w najdroższych sieciach, takich jak Oriental czy Meridien. Madrycki Intercontinental, w którym podczas piątkowej konferencji mieszkali ministrowie finansów i prezesi banków centralnych UE oferował limuzynę z kierowcą, która mogła zawieźć chętnych z Madrytu do Paryża.

Jeśli przerwy w lotach potrwają dłużej, wielu podróżnych może mieć kłopot z wygasającymi wizami.

Reklama
Reklama

Przedstawiciele firm ubezpieczeniowych jednak nie obawiają się tego,że dojdzie do gigantycznych wypłat,które mogłyby uszczuplić ich zyski.

Po pierwsze dlatego,że linie lotnicze rzadko ubezpieczają się od anulowanych rezerwacji. Munich Re w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej podał, że jeśli załamanie transportu lotniczego okaże się czasowe, negatywnego efektu nie będzie. Zdaniem firmy szkody dla Islandii również będą praktycznie niezauważalne.

Zdaniem rzecznika Munich Re, największy kłopot będą miały linie lotnicze. Bo na nie spada obowiązek zmian rezerwacji i wywiązania się z umów. Hannover Re - największy gracz na rynku ubezpieczeń transportu lotniczego wyjaśnił również, że i kłopoty lotnisk, które starały się jak mogły, by pozostawionym na ziemi pasażerom zapewnić jak najlepsze warunki przetrwania, też nie jest problemem ubezpieczycieli, bo lotniska rzadko korzystają z takich usług.

Biznes
Nieudany rozruch wielkiego pieca w Hiszpanii. Hutniczy gigant ma poważny problem
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Biznes
Opłacalność SAFE, przyspieszenie gospodarki i inwestycje Japonii w USA
Biznes
Analitycy: Orange Polska to znowu dojna krowa. Dywidenda mniejsza niż możliwości
Biznes
Szef Sierpnia 80 o przyszłości JSW: „Tym sposobem spółki nie uratujemy”
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama