Najwięksi optymiści uważają, że sytuacja w Polsce powinna zacząć normalizować się w poniedziałek wieczorem. Pesymiści - że chaos potrwa do piątku.
Niedziela jest kolejnym dniem kłopotów przewoźników i koszmaru podróżnych.
Jest jednak mało prawdopodobne, aby już we wtorek rano można było polecieć np. z Polski do Włoch, czy też dalej na południe. Na te podróże raczej przyjdzie nam poczekać parę dni.
Rozmówca „Rzeczpospolitej” zaznacza przy tym, że bardziej prawdopodobne jest przywrócenie lotów ze Skandynawii, także na długich trasach do Azji, a być może i do Ameryki. Loty będą dłuższe, więc i droższe dla przewoźników, bo piloci za wszelką cenę będą unikali ryzyka styczności z falą zanieczyszczeń.
Zamęt w rozkładach na południu przedłuży się na południu Europy. — To wszystko naturalnie jeśli wybuchy wulkanu, który czas wyrzuca strumienie lawy, nie przybiorą na sile - powiedział nasz rozmówca.