Przedstawiciele Polskiej Grupy Energetycznej są w grupie ekspertów razem z PSE Operator, która wspólnie z rosyjskim koncernem Inter RAO ma przygotować analizy możliwości budowy mostu energetycznego Kaliningrad – Polska. Pierwsze rozmowy w tej sprawie zaplanowano w najbliższych dniach. – Jesteśmy zainteresowani handlem energią – powiedział „Rz” prezes grupy Tomasz Zadroga. – Wszystko jednak zależy od efektów rozmów i analiz.

Wcześniej szef PSE Operator Henryk Majchrzak mówił „Rz”, że analizy mogą potrwać nawet rok. Ale nie jest tajemnicą, że Rosjanie chcieliby, by linia powstała jak najszybciej, bo chcą już ok. 2016 r. uruchomić pierwszy blok w elektrowni atomowej w rejonie Kaliningradu. Propozycję udziału w tej inwestycji rosyjskie władze przedstawiają od wielu miesięcy, ostatnio trzy tygodnie temu rozmawiał o tym w Warszawie z Waldemarem Pawlakiem wicepremier Igor Sieczyn. – Na pewno nie zaangażujemy się w kaliningradzki projekt elektrowni atomowej – przekonuje prezes PGE. – Mamy własną inwestycję tego typu.

Największa firma energetyczna w kraju odpowiada za wykonanie przyjętego przez rząd programu atomowego. PGE poszukuje teraz inżyniera projektu i firmy, która będzie pełnić funkcję doradcy technicznego inwestycji. Wybór zaplanowano na początek przyszłego roku, a latem ma być ogłoszony przetarg decydujący o wyborze technologii. Polska elektrownia, która może powstać w Żarnowcu, bo – zdaniem prezesa Zadrogi – to numer jeden na liście lokalizacji, będzie mieć moc ok. 3 tys. megawatów. Rosjanie w rejonie Kaliningradu planują dwa bloki po 1150 MW, ale własny projekt mają też Litwini – w Visagines ok. 3 tys. MW i jeszcze w tym roku wybiorą głównego inwestora.

Dla Rosjan zarówno elektrownia jak i linia do Polski mają szczególne znaczenie. Chcą uruchomić produkcję energii w enklawie jak najszybciej, licząc że tym samym zablokują projekt litewski. Ale żeby kaliningradzka inwestycja za ok. 5 mld euro miała sens, potrzebują gwarancji, że będą mogli eksportować energię, a więc linii do Polski.

Elektrownia w Kaliningradzie z założenia ma zaopatrywać trzy kraje nadbałtyckie: Litwę, Estonię i Łotwę, oraz Polskę. Gdyby projektu Visagines nie udało się zrealizować, ale powstanie wspierany przez UE most energetyczny między Polską i Litwą, to Litwini nadal musieliby importować rosyjską energię, tyle że nie przez Białoruś, jak dotąd, ale przez Polskę z elektrowni z Kaliningradu. Dlatego pomysł linii energetycznej Kaliningrad – Olsztyn wzbudza tak wiele kontrowersji, a eksperci go krytykują. Tym bardziej że chodzi o wydatki rzędu przynajmniej kilkuset milionów złotych i raczej ta linia nie ma szans na dofinansowanie z kasy unijnej.