Ceny paliw to temat boleśnie znajomy tysiącom rodzimych kierowców, przede wszystkim dlatego, że pożera spory fragment domowych budżetów. Warto zatem – patrząc na sprawę „po gospodarsku" – szukać w swojej okolicy najtańszej stacji.
Tu z kolei nawet wstępne rozeznanie może wzbudzić zdumienie. Skąd bowiem w obrębie jednego miasta albo nawet jednej sieci biorą się różnice na poziomie kilkunastu groszy na litrze tego samego paliwa?
W poszukiwaniu wyjaśnienia trzeba pochylić się nad specyfiką każdej placówki z osobna. Mamy tu do czynienia z funkcjonowaniem mikrorynków o zasięgu miejskim, dzielnicowym, a nawet ograniczonych do większego skrzyżowania. Samo zresztą pojęcie mikrorynku funkcjonuje w koncernowej nomenklaturze i z grubsza oznacza obszar, w którym weryfikować można konkurencyjność cen na tablicach informacyjnych.
Rozróżnienie między poszczególnymi stacjami w obrębie dużego miasta najłatwiej da się wytłumaczyć czynnikami logistycznymi – ich położeniem, dynamiką ruchu i specyfiką jej obrotu.
Niektóre obiekty – położne przy wylotach z miast i bardziej uczęszczanych drogach – mogą sobie pozwolić na stosunkowo niską cenę. Ich marża jest znacząco mniejsza, ale z racji większych wolumenów sprzedaży wychodzą one na swoje.
Z drugiej strony niektóre obiekty są odwiedzane rzadziej – i potrzebują sprzedać paliwo z większym zarobkiem.
Niektóre stacje korzystają z dużej ilości klientów flotowych, inne – z racji przystosowania – dysponują możliwościami tankowania większego transportu kołowego. Wszystkie te uwarunkowania należy jeszcze połączyć z przyjętą formą działania danych sieci (wiele z nich dzieli placówki na typy „ekonomiczny" i „premium" – co odzwierciedla się w cenach). Oprócz lokalizacji i walki konkurencyjnej – trzeba także pamiętać o ogólnej specyfice regionów. Bazy paliwowe, z których dostarczane jest paliwo, nie są rozmieszczone równomiernie, co wpływa na koszty transportowe i jest jednym z czynników różnic pomiędzy województwami (dla porównania rozpiętość średnich wojewódzkich cen diesla na początku września wynosiła w Polsce 11 groszy – od 5,59 zł w Wielkopolsce aż do 5,70 zł na Warmii i Mazurach).
Niektórzy bronią nawet tezy, że przygraniczne regiony Polski zachodniej „cierpią" na turystyce paliwowej naszych sąsiadów – dla których drogie paliwo po naszej stronie Odry jest i tak istotnie tańsze niż w Niemczech. Zupełnie odrębnym tematem jest tutaj kwestia cen na stacjach przy autostradach i drogach szybkiego ruchu, gdzie z racji specyfiki lokalizacyjnej ceny mogą być istotnie wyższe.
Wracając jednak do miast – nie można zapominać, że nawet funkcjonowanie mikrorynków uzależnione jest jednak od pewnych tendencji globalnych – dlatego prędzej czy później każda stacja musi na tablice z cenami przenieść polityczne niepokoje, tak jak ma to miejsce w przypadku obecnej groźby syryjskiej interwencji czy jak miało miejsce w roku 2011 w okresie konfliktu libijskiego.
Na te zmiany nie ma remedium – wynikają one bowiem z międzynarodowych powiązań handlowych, a nie z decyzji paliwowych koncernów. Podobnie jest z wahaniami kursów walutowych, które też nierzadko stanowią istotny powód zmian na naszych stacjach.
Jak zatem zagwarantować sobie tanie tankowanie? Każda łatwa odpowiedź jest w tym miejscu tylko banalną sugestią. Z pewnością rozglądanie się wśród okolicznych stacji i porównywanie ich ze sobą jest jakimś wskazaniem dla kierowców. Sieci decydują się też na promocje – tankowanie w określony dzień tygodnia lub połączone z zakupami często daje miłe dla portfela obniżenie kosztów.
Z zupełnie innej półki pochodzą takie rozwiązania, jak choćby coraz modniejszy car-pooling – spopularyzowany w Stanach Zjednoczonych właśnie w dobie kryzysu paliwowego lat 70., jako sposób dzielenia się kosztami paliwa przez podróżujących wspólnie.
Najgorszym możliwym rozwiązaniem, jeśli chodzi o koszt napełniania baku, pozostaje czekanie, aż zapali się lampka rezerwy. Doświadczenie uczy, że zaskakująco często zdarza się to nieopodal najdroższych stacji...