Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób usprawniono koordynację w ukraińskiej armii i jakie są tego efekty na froncie.
  • Z jakich powodów ukraińskiej armii dotkliwie brakuje żołnierzy na pierwszej linii walk.
  • Jak technologia dronów rewolucjonizuje logistykę i która ze stron zyskuje dzięki niej przewagę.
  • Dlaczego ewentualna rosyjska mobilizacja jest największą niewiadomą nadchodzących miesięcy.
  • Wobec jakiego zagrożenia powietrznego ukraińska obrona staje się niemal bezbronna.

Właśnie po raz kolejny wróciłeś z Ukrainy, dokąd cyklicznie jeździsz obserwować linię frontu i rozmawiać z najważniejszymi dowódcami wojskowymi. Co się zmieniło od twojej ostatniej, wiosennej wizyty?

Podstawowa zmiana polega na tym, że ukraiński system korpuśny wreszcie zaczął lepiej funkcjonować. Koordynacja pomiędzy brygadami działającymi w ramach korpusów jest znacznie lepsza, a dowódcy korpusów mają bardzo dobrze zorganizowany sposób prowadzenia działań. Przekłada się to na fakt, że są już korpusy, które wykonują naprawdę dobrą pracę w odrzucaniu Rosjan i rozbijaniu ich ataków. Trzeba jednak podkreślić, że ten postęp jest nierówny. Są też korpusy, które wciąż wymagają bardzo dużego wsparcia sztabowego.

Dlaczego niektóre korpusy zaczęły lepiej funkcjonować?

Wcześniej wyglądało to tak, że brygady miały pod sobą bataliony z innych brygad i innych jednostek. Wszystko było chaotyczne. Teraz organizacja prowadzenia działań jest znacznie bardziej poukładana i efektywna. Ten system pomagały usprawniać m.in. firmy, w których pracują byli wyżsi oficerowie wojskowi państw NATO.

Czytaj więcej

Ukrainie brakuje żołnierzy, nie sprzętu

Gdy rozmawialiśmy rok temu, dużym problemem było pozyskiwanie nowych żołnierzy — to, że Ukraińcy nie mieli kim walczyć. Pod tym względem jest lepiej?

Nie, tego problemu nie udało się rozwiązać. Jest on przy tym bardzo złożony. Ukraińskim władzom nadal trudno zachęcić mężczyzn do dobrowolnego wstępowania do armii, dlatego znaczna część nowych żołnierzy trafia do niej w wyniku mobilizacji, niekiedy prowadzonej w sposób przymusowy i budzący duże kontrowersje.

W ostatnich miesiącach coraz poważniejszym problemem jest również to, że wielu zmobilizowanych otrzymuje zaświadczenia o niezdolności do służby na froncie ze względu na stan zdrowia. Istnieją podejrzenia, że część takich dokumentów jest uzyskiwana w sposób nielegalny. Osoby te nie mogą jednak służyć w piechocie ani wykonywać innych zadań bezpośrednio na linii frontu. W rezultacie ukraińska armia ma zbyt wielu ludzi w strukturach tyłowych, a jednocześnie dotkliwy niedobór żołnierzy w jednostkach walczących.

Problem ma również wymiar społeczny. Część Ukraińców nie chce już walczyć. Niektórzy są rozczarowani państwem albo nadal nie wierzą, że ich osobiste zaangażowanie może zmienić przebieg wojny. Pojawia się też wiele zarzutów dotyczących jakości szkolenia i sposobu dowodzenia.

Służba w piechocie jest postrzegana jako szczególnie niebezpieczna — niekiedy niemal jak bilet w jedną stronę. Żołnierze obawiają się, że mogą zostać pozostawieni na pozycjach zagrożonych okrążeniem, ponieważ rozkaz odwrotu przyjdzie zbyt późno. Takie sytuacje zdarzały się również za poprzedniego głównodowodzącego i podważały zaufanie żołnierzy do dowództwa.

Zasadniczy problem polega na tym, że potencjał społecznej mobilizacji został w dużej mierze wyczerpany. Większość ludzi najbardziej zmotywowanych do walki już od dawna służy w wojsku. Wśród pozostałych dominuje niechęć do mobilizacji, wynikająca ze zmęczenia wojną, braku zaufania do państwa i wojska oraz strachu przed warunkami służby.

Co jeszcze zmieniło się w ostatnim czasie?

Bardzo dużą zmianą są ukraińskie uderzenia średniego zasięgu, prowadzone na dystansie od 50 do 150–200 km. To nowa zdolność, która zaczęła masowo wchodzić do użycia wiosną tego roku. Mówimy o tysiącach dronów miesięcznie. Te uderzenia mają zachwiać rosyjską logistyką. I są rejony, gdzie Ukraińcy faktycznie widzą zmniejszoną aktywność jednostek rosyjskich, mniejszą liczbę żołnierzy i wykorzystywanych dronów, a nawet mniej intensywny ostrzał artyleryjski. Są jednak też rejony, gdzie te uderzenia nie miały żadnego wpływu na działania rosyjskie. Chodzi przede wszystkim o rejon aglomeracji słowiańsko-kramatorskiej.

Myślisz, że Rosjanie zajmą Kramatorsk i Słowiańsk?

Szacujemy, że do końca roku rozpocznie się bitwa o te miasta. Rosjanie zaczną infiltrację niewielkimi oddziałami. Patrząc jednak na ich dotychczasowe działania, mało prawdopodobne jest, by udało im się zająć Kramatorsk i Słowiańsk do połowy 2027 r.

Czyli te miasta będą równane z ziemią i dopiero gdy zostaną zgliszcza, w których nie da się ukryć, Ukraińcy się wycofają?

Przyszłość Słowiańska i Kramatorska rysuje się w bardzo ciemnych barwach. Byłem w wielu miejscowościach, przez które przechodził front, takich jak Pokrowsk czy Dobropilja. Przed nadejściem frontu te miasta kwitły, bo pojawiali się w nich żołnierze, powstawały nowe restauracje. Ale im bliżej jest front, tym bardziej zmniejsza się liczba ludzi w mieście. A gdy zaczynają spadać bomby KAB, cywilów szybko ubywa. Później przychodzi front, pożoga i miasta są po prostu równane z ziemią, zamieniane w kolejne Bachmuty. Już teraz oba miasta są całkowicie pod siatkami. W Kramatorsku KABy spadają praktycznie codziennie. Codziennie latają też rosyjskie drony. A to jest dopiero początek.

Czytaj więcej

Polskie Pioruny dla NATO. Rekordowe zamówienie za ponad 8 mld zł

Wróćmy jeszcze do ukraińskich dronów uderzających na średnim zasięgu. Kto je produkuje?

To są drony składane przez Ukraińców i przez partnerów, z wykorzystaniem części z całego świata — zarówno z Zachodu, jak i z Chin. Wszystkie mają jedną wspólną cechę: korzystają ze Starlinka i mogą być używane na terenach okupowanych przez Federację Rosyjską. Teraz gra toczy się tak naprawdę o to, by pozwolić Ukraińcom na używanie Starlinka w rejonach przygranicznych po stronie Rosji, w obwodzie briańskim i kurskim. Chodzi o to, by odepchnąć rosyjskie wyrzutnie Iskander na odległość 300–400 km, tak aby Kijów nie był stale nękany uderzeniami pocisków balistycznych.

Pojawiły się ostatnio pogłoski, że Rosjanie budują swój alternatywny system satelitów komunikacyjnych i to siłą rzeczy odbije się też na wojskach ukraińskich. Ile w tym prawdy?

Na razie Rosjanie mają w ciągu dnia dwa 40-minutowe okna, w których ten system działa. Nie jestem pewien, czy i kiedy zacznie działać częściej, ale na pewno nad tym pracują, więc pewnie jest to kwestia czasu. Nie wiadomo jednak, czy będzie się to spinało od strony technicznej, bo Rosjanie mają bardzo duże problemy z zaawansowanymi technologiami i ich wdrażaniem.

Do czego, oprócz obserwacji i uderzeń, używa się dziś bezzałogowców?

Jeżeli żołnierze znajdują się w strefie śmierci, czyli w strefie ciągłego oddziaływania dronów, 5–10 km od linii frontu, to pojawienie się właściwie jakiegokolwiek pojazdu, który może przewozić ludzi czy sprzęt, z dużym prawdopodobieństwem oznacza jego zniszczenie. Głównym zadaniem dronów jest dziś zapewnienie logistyki pododdziałom albo nawet pojedynczym żołnierzom, którzy nie mogą się ruszyć ani otrzymać sprzętu drogą lądową. Drony dostarczają im baterie, jedzenie, amunicję czy też… inne drony. Wszystko. Słyszałem o przypadku żołnierza, który był na wysuniętej pozycji i miał urodziny. Jego życzeniem urodzinowym było zjedzenie sushi, więc wysłali mu je dronem. Takie sytuacje mają wpływ na morale żołnierzy. Widzą wtedy, że ktoś nad nimi czuwa.

Skoro drony są wszędzie i mogą wszystko, to po co tam w ogóle żołnierze?

Teraz żołnierze służą głównie do utrzymywania pozycji i wypatrywania, skąd idą żołnierze przeciwnika. Jeśli jest linia drzew, to obsadza ją kilku Ukraińców, którzy obserwują, skąd nadchodzą Rosjanie, i meldują to do sztabu. Ten, za pośrednictwem innych jednostek, wysyła bezzałogowce, by wyeliminować atakujących.

Dlaczego nie zastąpią ich pojazdy autonomiczne?

Czasem tak się dzieje, ale one są z łatwością niszczone.

Kończąc wątek bezzałogowców: przewaga wróciła na stronę Ukraińców?

Ukraińcy mają lepsze drony, systemy nawigacyjne i głowice. Natomiast Rosjanie w dalszym ciągu mają przewagę ilościową. W zależności od odcinka frontu mówimy o przewadze od pięciu do jednego do nawet dziesięciu do jednego.

Zostawmy drony. Mówiłeś, że teraz bój toczy się o odepchnięcie wyrzutni Iskanderów. A jak Ukraińcy radzą sobie w obronie przeciwlotniczej i przeciwrakietowej? Oni w ogóle mają jeszcze czym strzelać do tych pocisków?

Liczba dostępnych rakiet PAC-3 do systemu Patriot jest albo na wyczerpaniu, albo już się wyczerpała. To oznacza, że zasadniczo Ukraińcy są bezbronni wobec pocisków balistycznych.

Spójrzmy w przyszłość. Trochę już mówiłeś o Słowiańsku i Kramatorsku, ale czego spodziewasz się w najbliższych miesiącach, patrząc na cały front?

W ciągu następnych dwóch, trzech miesięcy spodziewam się kontynuacji takiego sposobu prowadzenia działań bojowych, jaki widzieliśmy do tej pory. Rosjanie będą skoncentrowani na aglomeracji słowiańsko-kramatorskiej, a Ukraińcy będą próbowali przeprowadzać ograniczone kontrataki w innych miejscach frontu, które dla Rosjan nie są priorytetowe — głównie na południu i południowym wschodzie.

Bardzo dużą niewiadomą pozostaje natomiast to, czy Rosjanie przeprowadzą w tym roku mobilizację. Myślę, że ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale wiele na to wskazuje. Takie oczekiwanie jest zarówno na Ukrainie, jak i wśród analityków państw NATO.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Młot NATO nad obwodem królewieckim. To nie były tylko ćwiczenia

Dlaczego Rosja potrzebuje mobilizacji?

Ponieważ premie, które wypłaca ludziom wstępującym do wojska, już nie wystarczają. Od kilku miesięcy liczba rosyjskich rekrutów jest mniejsza niż liczba żołnierzy ginących na wojnie.

Jak mobilizacja kilkuset tysięcy dodatkowych żołnierzy zmieniłaby sytuację na froncie?

Zasadniczo. Ukraińcy boją się, że po prostu skończą im się drony do zabijania kolejnych fal nacierających Rosjan. W momencie, kiedy nie będą już mieli wsparcia dronowego, obrona leży. Rosjanie mogą wysłać tak dużą liczbę żołnierzy, że Ukraińcy naprawdę będą mieli bardzo ograniczone pole manewru.

W ostatnim czasie pojawiły się pogłoski o możliwej prowokacji czy wręcz ataku Rosji na jakieś państwo NATO. W połowie sierpnia, niejako w odpowiedzi, obserwowaliśmy duże ćwiczenie lotnicze Sojuszu jako demonstrację siły NATO w rejonie obwodu królewieckiego. Jak ty na to patrzysz? Rosjanie mają teraz jakiekolwiek zdolności, żeby działać gdzie indziej?

Naszym zdaniem Rosjanie nie są w stanie przeprowadzić działań zbrojnych przeciwko krajom NATO w tradycyjnym znaczeniu tak długo, jak prowadzą działania na Ukrainie. Natomiast działania hybrydowe, działania z wykorzystaniem dronów rosyjskich czy zdobycznych ukraińskich, uderzenia rakietowe w pola, tak jak miało to miejsce w Polsce, czy regularne naruszanie przestrzeni powietrznej — to są rzeczy, które będą się działy. Przynajmniej tak długo, jak NATO nie będzie reagować i będzie przechodzić nad tymi wydarzeniami do porządku dziennego. Problem w tym, że my już do tego przywykliśmy. Nie ma zdecydowanej odpowiedzi, a to jest bardzo niebezpieczne, ponieważ Rosjanie będą podnosić poprzeczkę i prowokować coraz bardziej.