Dlaczego operatorzy telefonii wciąż potrzebują nowych stacji bazowych i ile nowych rocznie ich potrzeba?

Każdy użytkownik Internetu chciałby mieć coraz szybsze łącze. Dynamicznie rosnąca liczba aplikacji i programów wymaga coraz szybszego przesyłu danych i coraz wyższej stabilności połączenia. Równocześnie operatorzy komórkowi potrzebują rozwoju infrastruktury, bo wprowadzają łączność 5G – to zobowiązanie wobec administracji publicznej, by jak największą część populacji Polski objąć tym najszybszym i najbardziej stabilnym Internetem. Gdy Internet zadomawiał się w telefonach komórkowych, powiedzmy 20 lat temu, to mieliśmy do czynienia z przesyłem danych na poziomie 9,6 kb/s. Dziś mówimy już o kilkuset mb/s. To absolutna przepaść. Oczywiście w dużej mierze źródłem Internetu są dziś światłowody, ale jednak nadal musimy rozwijać też łączność mobilną, co oznacza konieczność instalacji coraz większej liczby stacji przesyłowych.

Gdzie dziś najbardziej ich brakuje – w miastach czy na terenach wiejskich?

Najprościej mówiąc: i tu, i tu. Oczywiście największy ruch sieciowy jest w miastach, bo tam siłą rzeczy odnotowujemy największą liczbę użytkowników korzystających z sieci mobilnej. Ludzie się przemieszczają – do szkoły, pracy, na zakupy – więc to momenty, gdy nie korzystają ze stałego łącza światłowodowego i potrzebują stabilnej i wydajnej sieci zdalnej.

Równolegle mamy obszary wiejskie – z jednej strony mniej ludne, ale z drugiej mniej nasycone infrastrukturą. To daje przestrzeń do dalszego rozwoju stacji bazowych na wsiach i na obszarach niezurbanizowanych. Pamiętajmy też, że światłowód na wsi jest droższy w sensie jednostkowego przyłączenia do pojedynczego domu, stąd nadal sporo gospodarstw domowych, w których króluje sieć mobilna. Eliminacja tych białych plam na obszarach wiejskich to też jeden z celów rozwojowych nakreślonych przez UE.

Czytaj więcej

Cyfrowy Polsat: nie będzie 400 mln zł z OZE, ale ogólna prognoza roczna utrzymana

Co jest dziś największą barierą dla budowy stacji?

Bariery od lat pozostają takie same – i dziś, i 25 lat temu najbardziej uwidacznia się brak odpowiednich lokalizacji, a także skomplikowane i czasochłonne procedury administracyjne. Jeśli chodzi o miasta, to odczuwalny jest brak wolnych miejsc, gdzie można postawić stację bazową. Co więcej, często robimy krok do tyłu, jeśli chodzi o jakość dostępnego Internetu, bo miasta się rozbudowują i nierzadko powstanie nowego budynku ogranicza jakość przesyłanego sygnału, co wymaga postawienia nowej stacji.

Problemem są też procedury administracyjne, aczkolwiek prawo już zostało uproszczone, zwłaszcza w przypadku małych stacji. Jednak w przypadku dużych instalacji, np. masztu mającego kilkadziesiąt metrów, biurokracja wciąż jest barierą. Wydanie pozytywnej decyzji zezwalającej na montaż takiej stacji bazowej utrudniają sami mieszkańcy, którzy niesłusznie zakładają, że mają one negatywny wpływ na ich zdrowie. Dodatkowo mówią o spadku wartości nieruchomości, o względach estetycznych, ale nie spotkałem się z żadnym naukowym raportem, który by potwierdzał takie teorie. Niestety, zbyt często w naszym społeczeństwie pokutuje podejście, że „OK, rozbudowujmy miasto i infrastrukturę publiczną, ale nie na mojej ulicy”. To zbyt emocjonalne podejście. Częściowo je rozumiem, bo nie każdy musi znać się na tym i ma prawo do obaw, ale warto w takich sytuacjach sięgnąć do opracowań naukowych. Staramy się uspokajać i przekonywać mieszkańców i wspólnoty mieszkaniowe, że postawienie masztu przesyłowego nie niesie za sobą żadnego ryzyka dla zdrowia, a jednocześnie znacznie poprawia jakość sygnału i Internetu w mieszkaniach.

Czytaj więcej

Meta mięknie po naciskiem Polski. Zuckerberg wprowadza zmiany nad Wisłą

Próbujecie przekonywać właścicieli posesji do zgód na postawienie takiej instalacji argumentem finansowym. Jakiego rzędu są to kwoty?

Stawki na terenach wiejskich są niższe niż w miastach, bo liczba potencjalnych miejsc na postawienie instalacji jest relatywnie większa. Mówię „relatywnie”, bo każda stacja potrzebuje zasilania i ono nie zawsze jest dostępne na terenach oddalonych od miast. Miesięcznie właściciel działki może z tego tytułu inkasować 800-2000 zł. W średnich miastach te kwoty są nieco wyższe – od 1200 zł do nawet 3000 zł. Każda wycena jest indywidualna, zależy od wielu czynników. Najdrożej jest tam, gdzie tych stacji potrzeba najwięcej, czyli w miastach i metropoliach. To efekt czynników, o których wspominałem – małej dostępności wolnych gruntów i miejsc do stawiania instalacji przy jednocześnie dużym zapotrzebowaniu. Tu wycena mieści się na ogół w przedziale 2000-4000 zł miesięcznie.

Czytaj więcej

Miliardowa kara i projekt ScamWatch. Tak rząd i biznes chcą walczyć z Metą

Czy rozwój 5G będzie oznaczał potrzebę budowy znacznie większej liczby nadajników?

Z pewnością rozwój 5G będzie dalej stymulował popyt na instalacje. Operatorzy nadal nie wypełnili swoich zobowiązań z ostatniej aukcji i muszą rozwijać swoją infrastrukturę, by dostarczyć możliwości korzystania z szybkiego Internetu wszystkim Polakom. Z pewnością więc tych stacji będzie powstawało coraz więcej, tym bardziej, że oczekiwania użytkowników są jednolite – każdy chce mieć szybki Internet w każdym miejscu, w którym się znajduje: czy to w gęsto zaludnionym i zabudowanym obszarze miejskim, czy na odludziu. Za tymi rosnącymi potrzebami, musi iść rozwój infrastruktury. Podkreślę też, że im więcej jest stacji przesyłowych, tym z mniejszą mocą każda z nich musi działać. Dziś nawet ciężko jest oszacować liczbę kolejnych baz, których w Polsce potrzebujemy – rozwój życia cyfrowego każdego z nas, a więc wzrost zapotrzebowania na szybką i stabilną sieć, jest tak duży, że ciężko oszacować potrzeby w perspektywie np. 10 lat.