Większość dezinformacji przed sobotnim referendum ws. UE na Islandii pochodziła z kraju, a nie z zagranicy – ocenił politolog prof. Eirikur Bergmann. Według badań Uniwersytetu Islandzkiego sztuczna inteligencja w 43 proc. przypadków rozpowszechniała treści dotyczące UE w oparciu o niewiarygodne źródła.

Referendum na Islandii. To nie Rosja sieje dezinformacje ws. UE

Naukowiec z islandzkiego Uniwersytetu w Bifroest ocenił w poniedziałek podczas spotkania z mediami, że obawy przed rosyjską ingerencją w debatę publiczną przed referendum nie znalazły potwierdzenia w faktach. W jego opinii większość manipulacji i fałszywych informacji generowali sami mieszkańcy Islandii, skupiając się przede wszystkim na kwestii kontroli nad rybołówstwem.

Czytaj więcej

„Made in Europe” uderza w sąsiadów UE. Szwajcaria i Norwegia protestują

Szefowa islandzkiej dyplomacji Thorgerdur Katrin Gunnarsdottir nie wykluczyła w maju na łamach dziennika „Guardian”, że nielegalne działania Rosji mogą wpłynąć na wynik referendum. Jej zdaniem zagraniczna dezinformacja stanowiła realne zagrożenie dla decyzji wyborców. Ministra ostrzegała wówczas przed „islandzkim scenariuszem brexitu”, przypominając, jak fałszywe narracje podczas brytyjskiego referendum w 2016 r. spolaryzowały społeczeństwo i doprowadziły do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Walka z botami i fałszywymi kontami w sieci

Jak poinformował islandzki nadawca publiczny RUV, w związku z tymi obawami krajowe Centrum Bezpiecznego Internetu (Netvis) umożliwiło w lipcu obywatelom zgłaszanie na jego stronie internetowej podejrzanych lub zmanipulowanych treści zamieszczanych w internecie. Zapowiedziano też wówczas, że m.in. policja będzie usuwać fałszywe konta i profile botów na portalach społecznościowych.

Czytaj więcej

Islandia znów puka do drzwi Unii. O wyniku mogą zdecydować Polacy

Amerykański Instytut Poyntera, zajmujący się etyką mediów i fact-checkingiem, już w 2025 r. informował o skuteczności ochrony Islandczyków przed falami dezinformacji. Zdaniem ekspertów wynika ona z trzech czynników: wysokiego odsetka ludności z wyższym wykształceniem, wysokiego poziomu życia mieszkańców oraz języka islandzkiego, którego stopień trudności utrudnia działanie zagranicznym manipulatorom.

Sztuczna inteligencja myli źródła wiedzy o Unii Europejskiej

Zarówno eksperci z Netvis, jak i naukowcy badający AI, zwrócili uwagę na zagrożenia w okresie przedreferendalnym płynące z wykorzystania sztucznej inteligencji do zdobycia wiedzy na temat UE.

Profesor Hafsteinn Einarsson, ekspert w dziedzinie AI, informował w czerwcu na antenie stacji radiowej Spilari RUV o badaniach na Uniwersytecie Islandzkim. Podczas eksperymentu pięciu analityków oceniło wygenerowane przez AI odpowiedzi na 277 pytań dotyczących UE i referendum, sprawdzając wiarygodność źródeł. W 43 proc. przypadków zakwestionowali oni co najmniej jedno ze źródeł, na które powoływała się sztuczna inteligencja. Eksperci podkreślili, że AI myliła źródła pierwotne z tekstami opiniotwórczymi, wpisami na prywatnych blogach i stronami wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję.

Czytaj więcej

Benzyna w Rosji droższa niż w Unii. Litr w przetargach kosztuje nawet ponad 12 zł

Głosowanie na Islandii. Powrót do negocjacji z UE

W sobotę na Islandii odbędzie się referendum w sprawie wznowienia negocjacji akcesyjnych z UE, przy czym od 27 lipca Islandczycy mogli głosować przedterminowo. Uprawnionych do oddania głosu jest 272 tys. z ok. 400 tys. mieszkańców wyspy. Wyborcy odpowiedzą na jedno pytanie: czy Islandia powinna wznowić negocjacje akcesyjne z Unią Europejską.

Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 r., w szczytowym momencie światowego kryzysu finansowego. Prace w ramach procesu akcesyjnego zostały zamrożone w 2013 r., gdy eksperci ostrzegali przed potencjalnym rozpadem strefy euro. Ostatecznie starania wstrzymano dwa lata później, gdy większość rozdziałów negocjacyjnych była już zamknięta.