[b]Rz: Jaki wynik finansowy prognozuje pan na ten rok?[/b]
[b]Dariusz Nowak:[/b] Będzie bardzo słaby. Złożyło się na to kilka spraw. Po pierwsze, sytuacja na rynku – mamy kryzys, który odczuwają nawet najsilniejsi przewoźnicy. Po drugie, kłopoty z rentownością połączeń długodystansowych, a także trudności z połączeniami na rynku niemieckim. Musieliśmy też stworzyć rezerwy związane ze zmianą modelu rynkowego dla Centralwingsa. Tylko w I kwartale było to 70 mln złotych niezbędnych do wygaszania działalności tego przewoźnika. Straty przyniosły transakcje zabezpieczające ceny paliw na poziomie 110 dolarów za baryłkę. To dawało korzyści, kiedy ropa kosztowała drogo, ale w tej chwili nie jesteśmy w stanie skorzystać z dobrodziejstw spadku cen ropy. Małe pocieszenie, że w tej samej sytuacji jest większość linii lotniczych. Pracujemy również nad rentownością długodystansowych połączeń. Zmniejszyliśmy liczbę rejsów, aby samoloty latały bardziej wypełnione. Ale w przyszłości chcemy raczej rozwijać, niż ograniczać tę działalność.
[b]Boeing kilka dni temu poinformował o czwartym już opóźnieniu w dostawach dreamlinerów. Czym więc LOT będzie latał na długich trasach?[/b]
Rzeczywiście pierwszą maszynę mieliśmy otrzymać miesiąc temu. To znacznie zwiększyłoby atrakcyjność połączeń atlantyckich. W najbliższym czasie spotkamy się z Boeingiem i będziemy rozmawiać o konkretnych terminach dostaw. Liczymy się jednak z tym, że nasze maszyny nie przylecą ani w 2009, ani nawet w 2010 roku.
[b]Jaką ma pan więc strategię na te trudne czasy?[/b]