Dokładnych wyliczeń jeszcze nie ma, ale Komisja Europejska podała szacunkowe dane na podstawie informacji zebranych od przewoźników, lotnisk, biur podróży i innych firm żyjących z transportu powietrznego. – Na razie oceniamy, że straty mogły wynieść od 1,5 do 2,5 mld euro – powiedział wczoraj Siim Kallas, unijny komisarz ds. transportu.
Przez sześć dni, od 15 do 21 kwietnia, chmura pyłów pochodzących z erupcji islandzkiego wulkanu Eyjafjoell zalegała nad Europą. Z danych Eurocontrol, europejskiej agencji żeglugi powietrznej, wynika, że odwołano z tego powodu ponad 100 tysięcy lotów, a 10 milionów pasażerów zostało pozbawionych możliwości podróżowania. Na straty przewoźników złożyły się utracone dochody z powodu odwołanych lotów oraz konieczność zapewnienia pasażerom noclegów i posiłków.
Według międzynarodowej organizacji IATA łączne straty przewoźników sięgnęły 1,7 mld euro. Europejska organizacja AEA mówi o utracie dochodów rzędu 850 mln euro, a tani przewoźnicy szacują je na 310 mln euro. Od tego można odjąć nieponiesione koszty na rzecz lotnisk, kontroli ruchu i innych firm usługowych. Ale to, co nie było kosztem dla przewoźników, nie było dochodem dla innych. Swoje straty podają więc organizacje zrzeszające porty lotnicze, firmy obsługujące bagaże, organizujące nawigację, a wreszcie biura podróży.
Na ostateczne szacunki trzeba poczekać. Ale jedno jest pewne: straty są wyższe niż po zamachach terrorystycznych w Nowym Jorku 11 września 2001 roku. Bo wtedy zasięg zakazów i liczba odwołanych lotów były mniejsze i trwały tylko trzy dni. Branża lotnicza ocenia, iż tym razem sytuacja jest tak poważna, że może nawet zagrozić istnieniu firm, z których wiele znajdowało się wcześniej w trudnej sytuacji. W końcu branża lotnicza boryka się z problemami od dwóch lat, gdy zaczął się kryzys gospodarczy.
Komisja Europejska przypomina, że rządy mogą udzielać pomocy przewoźnikom po uzyskaniu wcześniejszej zgody Brukseli. Ale na razie żaden wniosek nie wpłynął.