Będąca początkiem cyklu podwyżka stóp procentowych, która umocniłaby złotego i ograniczyła oczekiwania inflacyjne, powinna nastąpić w momencie, gdy rynki finansowe będą w miarę stabilne – powiedział w wywiadzie dla Agencji Reutera Marek Belka. – Tylko wtedy przyniesie ona oczekiwany skutek i przyczyni się do zdławienia inflacji.
Prezes NBP uważa, że taki ruch powinien być stopniowy.
– Gwałtowna podwyżka mogłaby być zinterpretowana jako ruch jednorazowy, a chodzi o zbudowanie na rynku przekonania, że mamy do czynienia z cyklem – twierdzi szef banku centralnego.
Jest też zdania, że stopy trzeba podnosić zapobiegawczo, a nie na wszelki wypadek.
Ministerstwo Finansów oszacowało w poniedziałek, że inflacja w grudniu przyspieszyła do 3,1 proc. z 2,7 proc. w listopadzie. W styczniu może dotknąć górnego krańca przedziału wahań dopuszczalnych przez Radę Polityki Pieniężne (RPP), czyli 3,5 proc.
Marek Belka mocno podkreśla, że stopy procentowe powinno się podnosić, kiedy na rynkach finansowych jest stabilizacja. – Jeśli pojawią się jakieś inne Irlandie, to podwyżka stóp nie przyniesie skutku i nie spowoduje umocnienia złotego – powiedział prezes NBP. – Żeby taka podwyżka odniosła skutek, musi nastąpić w okresie, gdy rynek jest w miarę stabilny. Podwyższanie stóp podczas niestabilnej sytuacji rynkowej jest jak plucie pod wiatr.
W opinii Belki, żeby podwyżka była skuteczna, inwestorzy muszą ją zrozumieć i dobrze zinterpretować.
W grudniu 2010 r. RPP 18. miesiąc z rzędu zdecydowała, że stóp nie zmienia. Obecnie główna stopa wynosi 3,5 proc., lombardowa 5 proc., depozytowa 2 proc., redyskonta weksli 3,75 proc., a dyskonta weksli 4 proc. W tym miesiącu posiedzenie RPP zaplanowano na 18 – 19 stycznia.
Marek Belka uważa, że złoty ma szansę się umacniać, a pomóc mu w tym może zaostrzenie polityki monetarnej. – Złoty ma wciąż potencjał do umocnienia. Wynika on z naszych fundamentów. W ostatnich kilku miesiącach złoty jest zadziwiająco stabilny wobec euro i dolara. Potencjał aprecjacyjny ma więc szansę się uruchomić, a to byłby ważny czynnik antyinflacyjny. Uważam, że temu procesowi trzeba pomóc – powiedział prezes NBP.
We wtorek wieczorem (po opublikowaniu wywiadu z Belką) za euro trzeba było zapłacić 3,89 zł, a rano za wspólną walutę płacono 3,92 zł. Dolar kosztował 2,92 zł, a rano 2,96 zł.