Według informacji zebranych przez „Rz" zaplanowane w tym roku inwestycje we wszystkich 14 specjalnych strefach ekonomicznych działających w Polsce warte są 7,37 mld zł. Choć nie padł rekord, to jest to o ponad połowę więcej niż w 2010 r., gdy uzgodnione w umowach z inwestorami wydatki wyniosły 4,6 mld zł. To także przeszło dwuipółkrotnie więcej niż dwa lata wcześniej. Trzem strefom udało się przekroczyć granicę miliarda zł. W ubiegłym roku – tylko jednej.
Czołówka najlepszych przetasowała się. Na pierwszym miejscu pod względem zadeklarowanych nakładów znalazła się strefa kostrzyńsko-słubicka – ponad 1,5 mld zł, prawie trzy razy więcej niż w roku 2010. Wiceliderem jest strefa wałbrzyska – prawie 1,48 mld zł, następnie katowicka – 1,1 mld zł.
Jedenaście stref poprawiło ubiegłoroczny wynik. Jedynie w strefach mieleckiej, słupskiej i warmińsko-mazurskiej sfinalizowane w tym roku umowy inwestycyjne przewidują mniejsze nakłady niż rok temu.
Liczba wydanych zezwoleń wzrosła, ale nieznacznie – ze 174 do 181. Spadła natomiast liczba planowanych nowych miejsc pracy. W zezwoleniach wydanych przed rokiem zadeklarowano utworzenie ponad 11,6 tys. etatów, teraz zaledwie 7,6 tys. – Nowe inwestycje są bardziej kapitałochłonne, ale inwestorzy dużo ostrożniej planują zatrudnienie. Widać tu obawę przed konsekwencjami cięć, gdyby kiedyś przyszło ograniczyć produkcję – mówi Paweł Tynel z firmy doradczej Ernst & Young.
Branżą szczególnie mocno przyciągającą inwestorów okazała się motoryzacja. Pojawiło się w niej więcej niż przed rokiem bardzo dużych inwestycji: np. japońskiego Pilkingtona mającego wybudować za ćwierć miliarda zł fabrykę szyb samochodowych w strefie tarnobrzeskiej lub koreańskiego Mando, który w listopadzie rozpoczął budowę wartego 400 mln zł zakładu produkcji układów kierowniczych pod Wałbrzychem. Przynajmniej połowa nowych przedsięwzięć, niemal we wszystkich branżach, to reinwestycje. Ale przyszły rok niesie wiele niewiadomych. Już w ostatnich miesiącach inwestorzy spuścili z tonu: np. dwie zagraniczne firmy, które przed końcem roku miały podpisać umowy na warte blisko 300 mln zł projekty w strefie pomorskiej, wstrzymały decyzje.
– Bardzo liczymy na te inwestycje, ale w obecnej sytuacji nic nie jest przesądzone – przyznaje prezes pomorskiej SSE Teresa Kamińska.
Zdaniem Łukasza Karpiesiuka z kancelarii Baker & McKenzie strefy powinny się teraz spodziewać spadku inwestycji. Nie tylko ze względu na kryzys, ale także z powodu braku decyzji o przedłużeniu ich działalności poza rok 2020. Strefy zresztą przyznają, że rozmów rozpoczynanych z nowymi firmami jest coraz mniej. – Potrzebne są zmiany, które uatrakcyjnią ofertę stref – twierdzi Karpiesiuk.
Według Piotra Wojaczka, szefa strefy katowickiej, takie plany już są i powinny wchodzić w życie od połowy 2012 roku. Strefy mają ponadto rozszerzać aktywność poza swoje granice, ściślej współpracować ze sobą i bardziej się specjalizować. – To ma być nowe otwarcie, które przyniesie więcej niż dotychczasowe 15 lat działalności – zakłada Wojaczek.