Powodem uruchomienia nowych rejsów jest fakt, że samoloty Qatar Airways odlatujące z Warszawy mają klasę ekonomiczną wypełnioną praktycznie w stu procentach. Dlatego od 3 lutego samototy z Dauhu do warszawy i w drugą stronę będa latały codziennie, a nie cztery razy w tygodniu jak teraz.
Tymczasem trzy dni później - 6 lutego - po raz pierwszy wyląduje na warszawskim lotnisku duży A330-200, samolot dubajskiego przewoźnika Emirates, z którym Qatar Airways zażarcie konkuruje. Maszyna Emirates będzie nie tylko większa, ale będzie miała również trzy klasy podróży ( oprócz ekonomicznej i biznesu także pierwszą), podczas gdy Qatar na polskim rynku pozostaje przy dwuklasowym A320.
Tanio do Azji
Jak ostra będzie to rywalizacja widać po cenach oferowanych przez obu przewoźników na polskim rynku. Przy tym bilety staniały nie tylko w klasie ekonomicznej, bo takie promocje są częste, ale i w biznesowej . Do walki o pasażera wylatującego z Warszawy wyraźnie przyłącza się również Lufthansa, która wraz z liniami swojej grupy ( Swiss i Austrian Airlines) miała dotychczas praktycznie monopol na wywożenie polskich pasażerów do Azji.
W klasie ekonomicznej różnice w najniższych taryfach Lufthansy,Emirates i Qataru nie są duże - co najwyżej ok 200-300 złotych za powrotny bilet z podatkami i opłatami. Np. najtańsza podróż do Pekinu Lufthansą, Qatar Airways bądź Emirates kosztuje ok 2 tys. złotych, prawie tyle samo, co w Locie ( 2100-2200 złotych).
Prawdziwa bitwa cenowa rozgrywa się w klasie biznes. Za podróż Dreamlinerem Lotu (na trasę do Pekinu B787 wchodzi na początku marca 2013) polski przewoźnik każe sobie płacić ok 9 tysięcy złotych. Tę samą trasę z Emirates można odbyć za 7,5 tys ( w taryfie tzw companion travel - kiedy dwie osoby razem kupują bilety i lecą w tym samym terminie), a Qatar Airways - 7,8 tys. ze sztywnymi datami wykupu biletu podróży. W podróżach biznesem do Bangkoku różnice w cenach są już znacznie większe - Lufthansa zabierze nas za nie mniej, niż 9,9 tys złotych, Emirates - za 7,6 tys ( companion), a Qatar- za 7,8 tys.
To nie koniec walki
Te ceny są oczywiście najniższymi, jakie można znaleźć w taryfach, ale wyraźnie widać, że przewoźnicy mają kłopoty z wypełnieniem droższych kabin w samolotach. Nieoficjalnie wiadomo, że na pierwsze dwa miesiące Emirates w lotach z Warszawy ma klasę ekonomiczną wypełnioną prawie w 100 procentach.
Obydwaj przewoźnicy mają również dogodne połączenia np do Australii i Nowej Zelandii. Podróż Emirates z Warszawy do nowozelandzkiego Christchurch, to wydatek ok 4 tysięcy złotych, o 300 złotych mniej kosztuje bilet do Perth, dokąd od 1 grudnia 2012 ten przewoźnik lata 21 razy tygodniowo. Z Qatar Airways do Melbourne można polecieć (bez promocji) za 3,8 tys. zł.
Przy tym Qatar Airways, który jest chwalony przez pasażerów za to, że na długich trasach z Dauhy jego samoloty nie są przepełnione, w ciągu najbliższych 12 miesięcy wejdzie do sojuszu Oneworld, gdzie liderem jest British Airways. To dodatkowy bonus, ponieważ latając tą linią będzie można zbierać punkty, które można wymieniać na bilety, a także płacić nimi za zakupy w sprzedaży wolnocłowej.
Emirates nie należy do żadnego sojuszu. Ta linia , jak na razie, ma jedną przewagę nad katarskim konkurentem duże, doskonale funkcjonujące przesiadkowe lotnisko w w Dubaju. We środę otwarto tam specjalny terminal dla super jumbo A380.W Katarze nowoczesny port jest dopiero w budowie.
Należy oczekiwać, że do walki o polski rynek i wywożonych z Warszawy pasażerów przyłączy się wkrótce Turkish Airlines, który jak na razie ma doskonałą siatkę połączeń, ale ceny poza superpromocjami są wyższe, niż u konkurencji. Jednak przy zamówieniach rzędu 15 maszyn rocznie, przewoźnik będzie musiał je wypełnić. W konsekwencji bilety muszą stanieć.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki d.walewska@rp.pl