Zbrojeniówka zna swoje ograniczenia, wie na przykład, że w dziedzinie rakietowych technologii skazana jest, na razie, na rolę podwykonawcy. Już wiadomo, że naprowadzane na cel superpociski musimy kupić za granicą, bo krajowy przemysł ich nie produkuje. Ale rodzime firmy nie chcą stracić historycznej szansy na rozwój - Nie robimy kierowanych, dalekosiężnych, zaawansowanych technologicznie rakiet, ale wiele technologii –np. radiolokacyjnych czy silnikowych, rozwijamy i z pewnością już teraz stać nas na udział w produkcji ważnych elementów pocisków - przekonuje Marek Borejko dyrektor programu Tarcza Polski w Polskim Holdingu Obronnym. Dyrektor Borejko przypomina, że właśnie precyzyjne rakiety, to najdroższy składnik przeciwlotniczych systemów na które wojsko planuje wydać do 2023 roku nawet 26,5 mld zł.
Koszt tzw. efektora, czyli pocisków to aż 70 proc. wartości całego przedsięwzięcia. To dużo, nawet z czysto biznesowego punktu widzenia. - Jeśli uda się ściągnąć do Polski tylko połowę zakontraktowanej, rakietowej produkcji, miliardy z publicznych wydatków na bezpieczeństwo pozostaną w kraju - mówi szef Tarczy Polski.
Potrzebne technologie
Liczy się nie tylko kasa, ale też tak potrzebne zbrojeniówce przyspieszenie w technologicznym wyścigu – dodaje Andrzej Kiński redaktor naczelny Nowej Techniki Wojskowej. Kiński ocenia, że polskie spółki, przede wszystkim amunicyjne i elektroniczne PHO, nie zaczynają rakietowego biznesu od zera.
Zakłady Metalowe Mesko od lat produkują kierowane pociski przeciwlotnicze Grom odpalane z ręcznych wyrzutni. Sami robimy efektywne silniki a paliwo z wytworni w Skarżysku Kamiennej i Jaśle ,stosowane w rakietach należy do najlepszych na świecie. Gromy z Meska poddawane są zresztą teraz gruntownej modernizacji i w udoskonalonej wersji system Piorun wkrótce, po zakończeniu wdrożeniowych badań, zacznie trafiać do armii.
Radarowy atut
Dywizja amunicyjna PHO ma więcej rakietowych produktów: pociski do czterdziestolufowej wyrzutni BM -21 i Langusta, czy przeciwpancerne, licencyjne Spke izraelskiej konstrukcji, testowane i montowane w kraju z wykorzystaniem rodzimych komponentów, np. części bojowych (głowic), elementów napędu.
Szef Nowej Techniki Wojskowej przypomina, że przyszła współpraca z zagranicznym dostawcą rakiet mogłaby wykorzystać kompetencje inżynierów grupy Elektronika PHO: na niezłym poziomie mamy radary z elektronicznie kierowaną wiązką, nasi programiści, są w stanie dorównać najlepszym budując m in. elementy sterowania rakiet, czy opracowując i struktury pocisków. - Według mojej wiedzy nie tylko Mesko dysponuje „rakietowymi" laboratoriami , zapleczem badawczym ale skarżyski zakład zainwestował też w uzupełnienie linii technologicznych w najnowocześniejsze maszyny umożliwiające precyzyjną obróbkę nawet wielkogabarytowych elementów rakiet – mówi Kiński.
Biznes po tarczy
Szef fachowego pisma Raport WTO Michał Likowski podkreśla, że wiele zależy od warunków technologicznej „rakietowej" współpracy, które uda się wynegocjować z zagranicznymi koncernami. Mniej istotne z punktu widzenia przemysłu wydaje się np. montowanie całych pocisków w Polsce – ważne aby zagraniczni potentaci zechcieli podzielić się technologiami, tak by kooperację można było kontynuować i rozwijać w przyszłości, a rodzime firmy stały się trwałym elementem łańcucha dostaw Raytheona, Lockheeda czy europejskich zbrojeniowych gigantów – mówi naczelny Raportu.
Dyrektor Borejko z PHO wierzy, że się uda: po dekadzie trudnych biznesowych relacji nawet Amerykanie chcą dziś rozmawiać o przemysłowej kooperacji. Polski Holding Obronny w przetargu na uzbrojenie tarczy oferuje m. in. europejskie rakiety Aster 30. Didier Philippe wiceprezes ds. sprzedaży i rozwoju biznesu europejskiego Domu Rakietowego MBDA, który produkuje pociski Aster, już teraz podkreśla gotowość do daleko idącej, technologicznej i biznesowej współpracy