Takie dane przynosi badanie uniwersytetu w Kolonii (a dokładnie Instytutu ds energetyki) na który powołuje się Deutsche Welle. Uczeni przeanalizowali hipotetyczną sytuację czasowych problemów z dostawami rosyjskiego gazu oraz ich całkowitego przerwania.
- Założyliśmy, że dostawy zostają przerwane na dwa tygodnie, albo na trzy i sześć miesięcy oraz gdy w ogóle gaz przestaje płynąć - mówi Harald Hecking, jeden z autorów badania.
Okazuje się, że przy takim scenariuszu najbardziej odczują braki gazu sama Ukraina oraz Turcja, Macedonia i Bułgaria. Ta ostatnia będzie więc jedynym krajem Unii, gdzie pojawi się negatywny efekt przerwania dostaw. Gdyby dodatkowo wystąpiły silne mrozy, to kłopoty mogą mieć Grecja i Włochy. Pozostali unijni odbiorcy są w stanie sami zapewnić sobie dostateczną ilość gazu.
To pochodna spadającego z roku na rok tranzytu przez Ukrainę. W 2005 r. płynęło tamtędy 121 mld m
3
gazu, a w 2014 r. było to 55 mld m
3
. Składa się na to rozwój gazowej infrastruktury w państwach Unii (terminale LNG, magazyny gazu) oraz gazociąg Nord Stream po dnie Bałtyku do Niemiec.
Dziś tylko 14 proc. gazu potrzebnego Unii transportowane jest przez Ukrainę. Z sześciu największych rynków gazowych Wspólnoty - Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Holandia, Francja, Hiszpania - tylko Włosi importowali w 2014 r ponad 15 proc. potrzebnego gazu przez Ukrainę. Ten kierunek obsługuje dziś niewielkie rynki - bułgarski, węgierski, austriacki, słowacki, czeski.
Unia jako całość jest więc teraz „o wiele lepiej przygotowana" na problemy z tranzytem rosyjskiego gazu przez Ukrainę, aniżeli było to w gazowym kryzysie na początku 2009 r.