Wcześniej kredytodawcy rutynowo blokowali takie transakcje, zwane jako krótka sprzedaż, w których akceptowali od kupca mniejszej sumy niż pozostająca kwota do zapłaty  za kredyt. Teraz banki zdecydowały, że takie transakcje sa szybsze i kosztują mniej niż przejęcia domów przez banki za długi (tzw. foreclosures).

- Banki dają kuksańca potencjalnym sprzedawcom (osobom, których nie stać na spłatę kredytu) wstępnie zatwierdzając transakcje, usprawniając proces jej zawarcia, rezygnując ze ścigania ich za niespłacony dług, a czasem nawet oferując gotówkę dla zachęty -  mówi Bill Fricke, starszy specjalista kredytowy w Moody's Investors Service.

Straty z tytułu takich transakcji są dla banków o 15 proc. niższe, niż w przypadku tzw. foreclosures, które mogą trwać latami, w czasie kiedy podatki, obsługa prawna i koszty utrzymania nieruchomości się akumulują.

Transakcje, w których niewypłacalni kredytobiorcy sami sprzedają swoje nieruchomości stanowiły 33 proc. zagrożonych finansowo hipotek ( rok wcześniej ten odestek wynosił 24 proc.) – twierdzi firma CoreLogic, firma zajmująca się rynkiem nieruchomości.

-        Możesz sprzedać swój dom, nie być już nic winnym bankowi i dostać 30 tys. dol. – brzmiał jeden z listów wysłany przez bank JPMorgan Chace do swojej klientki.