Policja i prokuratura Rosji przeszukały domy członków zarządu Wnieszprombanku, któremu kilka dni temu bank centralny cofnął licencję. To co znaleźli także ich wprawiło w osłupienie. Jak podała gazeta Kommersant, była prezes zarządu Łarisa Markus wspólnie ze swoim bratem i jednocześnie jednego ze współwłaścicieli Georgijem Biedżamowem i wiceprezes Jekaterina Głuszakowa w 2013 r stworzyli grupę przestępczą, by kraść pieniądze klientów banku.

Udzielali kredytów kontrolowanym przez siebie firmom, nie mając zamiaru zwracać tych pieniędzy. W ten sposób z banku zostało wyprowadzone ok. 200 mld rubli (3,07 mld dol.). Zagrabione pieniądze inwestowali i to nie na siebie, ale na rodzinę i znajomych.

- W czasie przeszukań z domach członków zarządu zostały znalezione i zabezpieczone kilogramy wyrobów jubilerskich, duże kwoty w walutach i rublach oraz akty własności licznych nieruchomości - poinformowali śledczy.

Ukradzione pieniądze Rosjanie prali też za granicą. Mieli np. otworzyć w Monako Wine Palace - ekskluzywną winiarnię, gdzie wstęgę podczas uroczystego otwarcia przeciął książę Monako Albert II.

Bank Rosji 21 stycznia tego roku odebrał Wnieszprombankowi licencję. Tłumaczyło to brakiem wymaganych informacji i sprawozdań oraz dziurą w kapitale banku na 210,1 mld rubli. Bank centralny nie wyjaśnił, dlaczego nadzór bankowy wcześniej nie reagował. Podejrzani członkowie zarządu (obie kobiety) siedzą w areszcie w Moskwie. Biedżanowowi bardziej się powiodło - zatrzymała policja w Monako i tam jest w areszcie.

Państwowa Agencja Ochrony Oszczędności na razie nie ma pieniędzy na wypłaty stratnym klientom. A są wśród nich liczne rosyjskie VIP-y. M.in. Wiecemarszałkowie i deputowani do Dumy; były gubernator Tuły (też podejrzany o korupcję) zgromadził w Wnieszprombanku 16,5 mld dol.; są też krewni ministrów m.in. żona wicepremiera Dmitrija Kozaka oraz pierwszy wiceprezes Sbierbanku.

Swoje pieniądze utraciły też m.in. Transneft, Komitet Olimpijski i rosyjska cerkiew.