Kraj

Najbardziej wyklęci z wyklętych

Defilada Brygady Świętokrzyskiej, Czechy, maj 1945 r.
IPN
Brygada Świętokrzyska NSZ. Jej żołnierze walczyli zarówno z Niemcami, jak też i podziemiem komunistycznym, stanowiącym awangardę nowej, sowieckiej okupacji. Brygada była jedynym oddziałem polskiego podziemia niepodległościowego, który nawiązał kontakt taktyczny z wojskami zachodnich aliantów
70 lat temu, 20 września 1942 roku, utworzono Narodowe Siły Zbrojne. Fragment tekstu z archiwum "Rzeczpospolitej", z dodatku "Żołnierze wyklęci"
Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych należała do grona największych formacji partyzanckich działających na ziemiach polskich. Skupiała tę część organizacji NSZ, która nie weszła w skład AK, uznając, iż współdziałanie z wkraczającą Armią Sowiecką przyspiesza nową okupację i sowietyzację kraju. Jej żołnierze walczyli zarówno z Niemcami, jak też i podziemiem komunistycznym, stanowiącym awangardę nowej, sowieckiej okupacji. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności i dyplomacji dowództwa jednostce udało się przedostać na Zachód, unikając rozbicia przez Wehrmacht i Armię Czerwoną. Brygada była jedynym oddziałem polskiego podziemia niepodległościowego, który nawiązał kontakt taktyczny z wojskami zachodnich aliantów i współdziałał z nimi w walce z Niemcami w ostatnich dniach II wojny światowej.

W marszu i boju

Początki Brygady Świętokrzyskiej wiążą się z działaniami partyzanckimi 204. Pułku NSZ Ziemi Kieleckiej. W istocie „pułk" utworzony w czerwcu 1944 r. składał się z kilkuset żołnierzy, ale jak na warunki partyzanckie była to znaczna siła. Pierwsza akcja bojowa miała miejsce 23 czerwca 1944 r. w rejonie Prusinowic, gdzie grasowało zgrupowanie AL Jana Byka vel Czesława Boreckiego „Brzozy". Komuniści dopuszczali się rabunków, na które uskarżała się okoliczna ludność, ponadto mieli na sumieniu liczne morderstwa ziemian Kielecczyzny, m.in. 2 maja 1944 r. w majątku Grzegorzewice z rozkazu Byka-Boreckiego zamordowano Jadwigę Rauszerową i jej rodzinę. Pułk okrążył nieprzyjaciela, ale części AL-owców udało się wyrwać z matni. W wyniku starcia rozbito równie niebezpieczne grupy AL „Górala" i „Wrzosa", likwidując 18 komunistów. Straty własne 204. pułku to jeden zabity i jeden ranny.
Kolejne miesiące były pasmem walk 204. pp przeciwko Niemcom, grupom komunistycznym i desantom sowieckim rozpoznającym polski ruch niepodległościowy. Jednostka pozostawała w nieustannym ruchu. 17 lipca w rejonie Stopnicy k. Skrobaczowa NSZ-owcy z marszu rozbili połączone grupy komunistyczne Zygmunta Bieszczanina (AL) i Józefa Maślanki (zanarchizowane BCh). W walce poległ jeden żołnierz NSZ, a dwóch odniosło rany. Straty komunistów wyniosły czterech zabitych, ośmiu rannych i 33 wziętych do niewoli (których zwolniono; kilku z nich przeszło do NSZ). Kolejna duża akcja bojowa miała miejsce 22 lipca pod wsią Czarnocin, gdzie śpiesząc z odsieczą pacyfikowanej wsi, rozbito 70-osobowy oddział żandarmerii (zdobyto dużo broni, m.in. działko przeciwpancerne). W miarę zbliżania się frontu wschodniego sytuacja na Kielecczyźnie stawała się coraz trudniejsza dla partyzantki niepodległościowej. Przeciwko oddziałom AK i NSZ Niemcy rzucili duże siły policyjne, formacje kolaboracyjne Ostlegionów i regularną armię. Okupant nie przebierał w środkach, prowadząc pacyfikację terenu będącego bezpośrednim zapleczem frontu. Oddziały 204. pułku kilkakrotnie śpieszyły z odsieczą placówkom AK, które broniły swych miejscowości przed karnymi ekspedycjami niemieckimi. 26 lipca kompania kpt. Władysława Kołacińskiego „Żbika" wspólnie z oddziałem AK Mieczysława Tarchalskiego „Marcina" po zażartej walce zlikwidowała oddział żandarmerii niemieckiej (zabito 18 żandarmów, straty oddziału „Żbika" wyniosły czterech zabitych i sześciu rannych). W nocy 28 lipca oddział kpt. Wacława Janikowskiego „Wilka" rozbił areszt w Jędrzejowie i uwolnił więźniów. Na początku sierpnia doszło do kilku potyczek z oddziałami niemieckimi i ukraińskim Schutzmannschaft, w których zginęło dziewięciu Ukraińców i pięciu Niemców. Natomiast 29 lipca miała miejsce zwycięska potyczka kompanii „Bema" z sowieckim patrolem dywersyjnym.

Przeciwko sowietom i komunistom

11 sierpnia 1944 r. w majątku Lasocin przeprowadzono koncentrację oddziałów NSZ z udziałem 204. pułku. Powstała wówczas Brygada Świętokrzyska NSZ. Jej dowódcą został ppłk Antoni Szacki „Bohun-Dąbrowski". W skład jednostki weszły oddziały partyzanckie NSZ operujące w rejonie Kielce – Kraków – Częstochowa. W czasie półrocznej działalności na ziemi kieleckiej brygada stoczyła ponad 30 bitew i potyczek z jednostkami niemieckimi, grupami komunistycznymi i desantami sowieckimi. Jej żołnierze chronili przed rabunkami i gwałtami mieszkańców wsi i majątków ziemskich. Fakt, że brygada nie była podporządkowana AK, pozwolił jej efektywnie zwalczać grupy komunistyczne. Już sama obecność dużej jednostki NSZ stwarzała PPR i AL poważny problem, ograniczając im możliwości rekrutacji ludzi i zdobywania zaopatrzenia. 16 sierpnia 1944 r. w rejonie Krzepina patrol brygady zatrzymał i rozbroił czteroosobowy patrol z grupy miejscowego watażki komunistycznego Stanisława Olczyka „Garbatego" – dwóch komunistów rozstrzelano, jeden zbiegł, a jednego zwolniono. 24 sierpnia miała miejsce akcja odwetowa przeciwko tzw. Brygadzie AL „Świt", która poprzedniej nocy pod Gnieździskami wykoleiła, a następnie ograbiła pociąg pasażerski relacji Częstochowa – Kielce. Były liczne ofiary wśród podróżnych – wyłącznie Polaków. Poszkodowanym pośpieszyli z pomocą lekarze brygady i część żołnierzy. Reszta pod dowództwem ppłk. „Bohuna" otoczyła kwatery komunistycznej „brygady". Okazało się jednak, że znajdują się tam tylko tabory (zginęło trzech komunistów). Tego samego dnia koło Oleszna oddział „Żbika" rozbroił grupę spadochroniarzy z „armii Berlinga". Ogółem na przełomie sierpnia i września 1944 r. patrole brygady zlikwidowały 30 członków AL i lokalnych struktur PPR. Duże starcie z komunistami miało miejsce 8 września 1944 r. pod wsią Rząbiec. Przeciwnikiem było zgrupowanie AL dowodzone przez Tadeusza Grochala „Tadka Białego", w skład którego wchodziła sowiecka grupa wywiadowcza Iwana Karawajewa. Akcję przyśpieszyło schwytanie przez komunistów kilku żołnierzy brygady: zatrzymani byli brutalnie przesłuchiwani i czekała ich egzekucja. W porę przybyła odsiecz uratowała ich, gdy stali już nad grobami. Zdobyto obóz nieprzyjaciela i rozbito jego zgrupowanie. Zginęło 34 komunistów, części z Grochalem i Karawajewem udało się uciec z okrążenia, do niewoli wzięto 67 Sowietów i 40 Polaków. Nocą, w czasie buntu i próby ucieczki, Sowieci zostali zastrzeleni – w trakcie tego incydentu zginęło dwóch żołnierzy brygady. Spośród jeńców Polaków wyrokiem sądu polowego rozstrzelano cztery osoby (którym udowodniono udział w rabunkach), a 13 wstąpiło do brygady – był wśród nich znany w PRL partyjny publicysta Władysław Machejek, który przez kilka dni pełnił funkcję ordynansa „Bohuna", a następnie zbiegł. W rezultacie dalszych intensywnych działań zlikwidowano kolejnych kilkudziesięciu komunistów. Skuteczność akcji antykomunistycznej spowodowała samorozwiązanie grupy AL. „Garbatego" i ewakuację jej członków z zagrożonego terenu. W październiku oddziały brygady przeszły na obszar powiatu radomszczańskiego, w dalszym ciągu zwalczając niewielkie oddziały komunistyczne, grupy bandyckie i desanty sowieckie. Nie obeszło się także bez strat po stronie brygady. W pierwszych dniach października grupa AL Stanisława Wilka „Sarny" wzięła do niewoli i rozstrzelała żołnierza NSZ Benona Słabonia. „Sarna" został ujęty i zlikwidowany przez NSZ niecały miesiąc później. Rozbito także jego grupę, uwalniając przy tym więzionych i skatowanych członków AK – zakładników z okolicznych wsi i dworów. Dla dwóch z nich pomoc przyszła za późno. Innym sukcesem było zlikwidowanie pod Soborzycami w powiecie częstochowskim 30 października 1944 r. sowieckiej radiostacji wraz z obsługą. Ostatnią większą akcją była zaś likwidacja 18 grudnia we wsi Krzelów (gmina Sędziszów) grupy sowieckiej „Awangarda" lejtnanta NKWD Wasyla Tichonina „Wasyla", która była odpowiedzialna za gwałty i rabunki w okolicznych wsiach. Sporadyczne akcje antykomunistyczne prowadzono do początku stycznia 1945 r. Jednak zimowe warunki ograniczyły ich zasięg.

Przeciwko Niemcom i ich kolaborantom

Równolegle ze zwalczaniem komunistów brygada prowadziła działania przeciwko Niemcom. Na ogół miały one charakter defensywny, ograniczały się do ochrony ludności przed akcjami pacyfikacyjnymi oraz akcji zaopatrzeniowych (wykonywano jednak udane zasadzki na drogach w rejonie operowania brygady). Dowództwo starało się nie prowokować okupanta i nie narażać ludności na represje. Twierdzenia komunistycznej historiografii o współpracy brygady z Niemcami były propagandowym kłamstwem. Jej żołnierze stoczyli wiele walk i potyczek zarówno z żandarmerią i Wehrmachtem, jak też kolaboracyjnymi formacjami ukraińskimi i Ostlegionen. Jedną z pierwszych akcji tego rodzaju było zlikwidowanie 18 sierpnia przez kompanię „Żbika" grupy Niemców i Ukraińców. 20 sierpnia oddziały brygady pod wsią Brzeście zaatakowały niemiecką kolumnę samochodową, gdzie zdobyto transport broni (200 karabinów wraz z zapasem amunicji). Niemcy stracili ośmiu ludzi z konwoju, poległ jeden partyzant. 21 sierpnia kompania kpt. Henryka Karpowicza „Rusina" zajęła stację kolejową Żelisławice, gdzie także rozbrojono Niemców, zdobywając 15 karabinów, a 23 sierpnia we wsi Jasienice oddział „Żbika" zorganizował udaną zasadzkę na silny oddział niemiecki, który został zlikwidowany (straty partyzantów wyniosły sześciu żołnierzy). We wrześniu 1944 r., mimo iż równolegle prowadzono intensywne działania przeciwko komunistom, oddziały brygady nie pozostały bierne w stosunku do Niemców. 1 września patrol pod dowództwem sierż. Aleksandra Wilczyńskiego „Wilka" w Radoszycach przyszedł z odsieczą patrolowi aprowizacyjnemu 3. Pułku Piechoty AK. 12 września oddział ppor. Edwarda Chmielewskiego „Zbigniewa" stoczył pod Raszkowem zwycięską potyczkę z Turkmenami z Ostlegionen. Do dużej bitwy doszło 20 września pod Cacowem. Stacjonujące oddziały brygady zostały zaatakowane przez około 400 żołnierzy Luftwaffe i 100 żandarmów. Atak powstrzymano i zadano nieprzyjacielowi znaczne straty. W czasie całodziennej bitwy niemiecki samolot zbombardował tabory brygady w Cacowie, nie wyrządzając jednak większych strat. Wieczorem brygadzie udało się oderwać od nieprzyjaciela. Ogółem straty brygady wyniosły trzech zabitych i pięciu rannych. W wyniku nasycenia Kielecczyzny oddziałami niemieckimi stale dochodziło do spotkań i wymiany ognia z niewielkimi patrolami niemieckimi. W jednej z potyczek partyzanci z kompanii „Bema" zaatakowali pododdział niemieckiej artylerii, zdobywając haubicę. Ostatnie walki miały miejsce 19 grudnia 1944 r. pod Krzelowem, gdzie oddział „Żbika" zaatakował oddział niemieckich saperów, likwidując czterech Niemców. Tego samego dnia pod Marcinkowicami żołnierze 204. pułku stoczyli zwycięską walkę z oddziałem Niemców i tzw. Kałmuków (prawdopodobnie z Legionu Turkmeńskiego). Do niewoli wzięto 16 Tatarów, dwóch Rosjan i dwóch Gruzinów. Niemcom udało się zbiec. Po południu z odsieczą zatrzymanym przyszła kompania Ukraińców, której atak odparto ogniem karabinów maszynowych. Polegli Niemiec i czterech Ukraińców. W obu starciach straty brygady wyniosły jednego zabitego i trzech rannych.

Ewakuacja na zachód

W związku z niebezpieczeństwem, jakie stanowiła nadchodząca Armia Czerwona, dowództwo brygady rozważało możliwość ewakuacji jednostki na Zachód. Aż do początku ofensywy sowieckiej w styczniu 1945 r. brygada nie miała konkretnego planu ewakuacji i nie była do niej przygotowana. Termin ofensywy sowieckiej był dla NSZ zaskoczeniem, gdyż spodziewano się jej dopiero na wiosnę. „13 I 1945. Front nas wyraźnie goni – notował kronikarz brygady. – Sytuacja o tyle niebezpieczna, że znajdujemy się między czerwonymi a przygotowaną przez Niemców linią oporu". Z Komendy Głównej NSZ otrzymano rozkaz gen. Zygmunta Broniewskiego „Boguckiego" nakazujący wycofanie brygady na Śląsk. Trzeba było improwizować. Początek ewakuacji miał dramatyczny przebieg: utracono kontakt z wieloma żołnierzami, którzy znajdowali się na przepustkach poza rejonem koncentracji, oraz oddziałem Władysława Kołacińskiego „Żbika", który nie zdążył dołączyć do kierującej się na zachód brygady. 14 stycznia 1945 r. w rejonie Pogwizdowa brygada stoczyła ciężką bitwę z batalionem Wehrmachtu, tracąc 20 zabitych. Po nieudanej próbie sforsowania Pilicy płk „Bohun" był zmuszony nawiązać kontakt z dowództwem niemieckiej obrony: zawarto rozejm i uzyskano pozwolenie na przejście przez most w okolicy Żarnowca. W zamian brygada zwolniła kilkunastu niemieckich jeńców. Przeprawa odbyła się pod ogniem sowieckich czołgów i artylerii. Dwa dni później pod Koziegłowami w podobny sposób udało się przekroczyć linię silnych niemieckich umocnień. Dalszy marsz odbywał się już bez przeszkód, jeśli nie liczyć siarczystych mrozów i dróg zapchanych uciekającymi niemieckimi cywilami. Nie wszystkie pododdziały odeszły na zachód z brygadą – w kraju pozostały kompanie „Bema" (dołączając do oddziałów AK) i „Żbika" (walcząc samodzielnie). Nową grupę partyzancką zorganizował por. Stanisław Sikorski „Jarema". Kwiecień 2011
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL