fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Wzywają do rozpadu Hiszpanii?

Od lewej: b. premier Norwegii Gro Harlem Brundtland, przywódca Sinn Fein Gerry Adams i b. sekretarz generalny ONZ Kofi Annan
AFP
Zagraniczne osobistości naciskają, by rządy w Madrycie i Paryżu podjęły dialog z baskijskimi terrorystami
Hiszpanie nie lubią, gdy zagraniczni politycy mówią im, jak powinni postępować z baskijską organizacją zbrojną ETA, która ma na koncie tysiące zamachów i setki ofiar. Tym bardziej że od lat jest ona w głębokiej defensywie, sama ogłosiła zawieszenie broni, wyprzedaje arsenały z braku funduszy, a Hiszpanów bardziej niż terroryzm martwią kryzys, bezrobocie i brak perspektyw.

Jak negacjoniści Szoah

Dlatego rząd José Zapatero krzywo patrzył na Międzynarodową Konferencję Pokojową poświęconą ETA, zorganizowaną w baskijskim San Sebastian z udziałem zagranicznych osobistości. Takich jak m.in. były irlandzki premier Bertie Ahern, była szefowa norweskiego rządu Gro Harlem Brundtland, lider ulsterskiej partii Sinn Fein Gerry Adams czy były sekretarz generalny ONZ Kofi Annan. Część gości zaproszonych do San Sebastian przez baskijskich polityków odegrała ważną rolę w doprowadzeniu do zakończenia walki zbrojnej IRA w Irlandii Północnej, jednak Madryt nie wysłał na konferencję swego przedstawiciela i milczał na jej temat, dopóki nie został wywołany do tablicy.
W ogłoszonym w poniedziałek wieczorem komunikacie uczestnicy zaapelowali do ETA o "ostateczne zaprzestanie przemocy". Sugerowali też jednak, że gdyby złożyła taką obietnicę, rządy Hiszpanii i Francji powinny przyjąć ją życzliwie i rozpocząć z nią dialog. Tego samego, czyli rozmów z rządami obu krajów w sprawie utworzenia niepodległego Kraju Basków z kilku prowincji na pograniczu Francji i Hiszpanii, domaga się ETA. Madryt nie mógł więc nie zareagować. – Ugrupowanie terrorystyczne ETA ma ostatecznie zaprzestać przemocy. Koniec, kropka – oświadczył rzecznik rządu José Blanco. Nie odpowiedział na złożoną przez uczestników konferencji ofertę mediacji i utworzenia komisji nadzorującej baskijsko-hiszpańsko-francuski proces pokojowy. Wczoraj minister z kancelarii premiera Ramón Jáuregui zapewnił, że dla rządu komunikat nie ma żadnej wartości. – To tylko jeszcze jeden papier – powiedział. Podkreślił, że wbrew temu, co próbują wmówić opinii publicznej "niektóre środowiska", baskijski problem polega na tym, że "jedni bez powodu zabijali innych". – Ci, którzy negują tę prawdę, są jak negujący Holokaust – dodał. Wykluczył nie tylko zmianę polityki wobec ETA, ale też najdrobniejszy gest na rzecz terrorystów.

Zrównali ofiary z zabójcami

Także zdaniem hiszpańskiego dziennikarza Jorge Mendioli konferencja w San Sebastian była bez znaczenia, a media niepotrzebnie ją nagłośniły. – Zagraniczni uczestnicy nie mają pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w Hiszpanii. Wychodzą z błędnego założenia, że istnieje tu konflikt etniczny, w który zaangażowane są dwie strony i w którym nie ma ani dobrych, ani złych – mówi "Rz". Jego zdaniem takie konferencje to woda na młyn terrorystów, którzy czują się nieco zapomnieni. Znowu znaleźli się w centrum uwagi, więc łatwiej będzie zbierać im fundusze, których pilnie potrzebują. Jeśli 20 listopada wybory w Hiszpanii wygra prawicowa Partia Ludowa, baskijskim separatystom jeszcze trudniej będzie przekonać rząd do ustępstw. Ludowcy są pewni, że koniec ETA jest bliski. Nie chcą, by była tematem kampanii. Polityk PP Javier Arenas nazwał konferencję w San Sebastian "pantomimą mającą usprawiedliwić ETA". – Zrównała ofiary z katami, a  bandę terrorystów z dwoma demokratycznie wybranymi rządami – stwierdził.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA