fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Abdellatif Kechiche o Saartjie Bartman

W „Czarnej Wenus" Yahima Torres gra czarnoskórą kobietę, którą pokazywano we Francji jak monstrum. Film od piątku w kinach
against gravity
Abdellatif Kechiche, reżyser filmu "Czarna Wenus", opowiada Barbarze Hollender o prawie do inności i o wolności w sztuce
Czytaj recenzję "Czarnej Wenus"
Co pana zaintrygowało w historii Saartjie Bartman?
Abdellatif Kechiche: Kiedy w 2002 roku RPA wystąpiła do Francji z prośbą o wydanie ciała tej kobiety, zdałem sobie sprawę, jak bardzo interesujące i symboliczne są jej losy. Zobacz fotosy z filmu Czarnoskóra dziewczyna opuściła rodzinny kraj, mając nadzieję, że w Europie nie tylko zarobi na utrzymanie, ale że spełni się jej marzenie i zostanie aktorką. Tymczasem we Francji z początku XIX wieku stała się upokarzanym narzędziem, wykorzystywanym w perwersyjnych orgiach seksualnych. Gawiedź i arystokraci z równą lubieżnością obserwowali jej wielkie pośladki i ogromne wargi sromowe, a naukowcy chcieli dowieść, że jest tylko ogniwem w ewolucji. Nawet po śmierci nie uszanowano jej godności, zrobiono z niej wypchany rekwizyt jak z małpy czy dzika. Gdy zobaczyłem odlew jej ciała, przeżyłem szok, bo na twarzy Saartjie malował się potworny ból. Wyobraziłem sobie, ile ta kobieta wycierpiała.
Czarna Wenus" jest dla pana filmem historycznym czy współczesnym?
Bardzo współczesnym. Dla wielu ludzi w RPA Saartjie ciągle jest symbolem cierpień kontynentu. A ja chciałem opowiedzieć o rasizmie i ksenofobii. Sam dobrze znam poczucie obcości. Kiedy przyjechałem do Francji, by robić karierę jako aktor, widziano we mnie nie wrażliwego człowieka, lecz Araba. W pewien sposób mogę się więc z Czarną Wenus identyfikować. Dziś jestem zaniepokojony, gdy słyszę, jak prezydent Sarkozy wypowiada się na temat Romów, grożąc nawet ich wyrzuceniem z Francji. Dlatego próbuję zmusić do refleksji tych, którzy całe nacje traktują jako "gorsze". Jednak "Czarna Wenus" nie jest dla mnie filmem stricte politycznym. Ważne są tu refleksje bardziej uniwersalne.
O wolności w sztuce?
Ten temat zawsze mnie interesował. Saartjie czuła się artystką, jednocześnie w jakiś sposób akceptowała poniżanie. Ale tylko do pewnego momentu. W końcu dokonała bardzo trudnego wyboru. Odmówiła pokazania swoich narządów płciowych naukowcowi, mimo że wyrażenie zgody na przebadanie uczyniłoby ją sławną i bogatą. Pytam więc, w jakim stopniu twórca może być wolny, a w jakim jest uzależniony od innych, co w dużej mierze dotyczy dziś filmu. W jakim stopniu reżyser może podążać za własną wizją, a w jakim musi ulegać oczekiwaniom producentów, widzów, inwestorów? Próbowałem również w "Czarnej Wenus" powiedzieć coś ciekawego o naturze ludzkiej.
Czy nie ma pan wrażenia, że w trzygodzinnym niemal filmie, wracając stale do scen występów i orgii, uprawia pan voyeryzm? W gruncie rzeczy pan także żeruje na tuszy i inności swojej aktorki Yahimy Torres.
Nie, nie zgadzam się! Nie epatuję widzów widokiem ciała Yahimy. Sekwencje z jej występów potrzebne mi były po to, żeby pokazać upokorzenie. I ludzkie spojrzenia, bo inaczej reagujemy, gdy jesteśmy sami, inaczej w grupie. Inaczej, kiedy kierujemy się własną wrażliwością, inaczej, gdy znajdujemy się pod presją otoczenia. Próbowałem zwrócić na to uwagę widzów. Dzisiaj samodzielność myślenia, postrzegania i interpretowania rzeczywistości wydaje mi się umiejętnością podstawową.
W ostatnim czasie głośno jest o reżyserach francuskich pochodzących z Afryki. Rachid Bouchareb pokazał niedawno film o rewolucji algierskiej "Dni chwały", bohaterami pańskiej "Tajemnicy ziarna" byli tunezyjscy imigranci mieszkający w Sete. Czy korzenie zobowiązują?
Krytycy i dziennikarze kochają rozdawać etykietki. To oczywiste, że każdy artysta wnosi do swojej twórczości własne doświadczenie. Moja rodzina, owszem, pochodzi z Tunezji, z byłej francuskiej kolonii, ale czy ma to jednak takie znaczenie? Nie będę przez całe życie opowiadał wyłącznie o emigrantach czy obcych. Takie filmy zrobiłem dotąd, ale może następny będzie zupełnie inny? Jestem artystą i staram się mówić językiem uniwersalnym.
rozmawiała Barbara Hollender
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA