fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Owacje na stojąco dla tria e.s.t.

Dwa blisko dwugodzinne występy pełne dynamicznych zmian nastrojów i wirtuozerskich popisów zaprezentował w Fabryce Trzciny szwedzki zespół e.s.t. określany mianem tria dekady
Nagrodą dla utalentowanych muzyków były owacje na stojąco i gromkie domaganie się bisów przez wiernych fanów zespołu szczelnie wypełniających salę.
W sobotę konkurencją dla występu nie był nawet mecz Polska – Belgia. Tournée po Europie promuje nowy, dwupłytowy album „Live in Hamburg”, który warszawska publiczność mogła kupić wyjątkowo, kilka dni przed premierą. Trio wystąpi jeszcze w Łodzi i Gdyni. Esbjörn Svensson Trio, które skróciło nazwę do e. s. t., jest fenomenem na europejskiej scenie. Na niezwykłą popularność zapracowali setkami koncertów w najmniejszych nawet klubach, gdzie wywoływali aplauz słuchaczy niekoniecznie obytych z muzyką jazzową. Natomiast uznanie przyniosła im oryginalność brzmienia i dopracowane kompozycje. Warto podkreślić, że ich koncerty są w pełni improwizowane i choć warszawskie przypominały schematem ten zarejestrowany rok temu w Hamburgu, to nawet te same kompozycje zagrane zostały inaczej. I w tym również tkwi twórcza siła Szwedów.
Koncert rozpoczął pianista Esbjörn Svensson od nastrojowej solówki wprowadzającej w tytułowy utwór poprzedniego albumu „Tuesday Wonderland”. Podobną introdukcję zagrał w Hamburgu, ale ta warszawska wydawała się bardziej stonowana. Cechą charakterystyczną muzyki e. s. t. jest również granie kolejnych utworów bez przerw na oklaski, by nie zakłócać dramaturgii. A ta rozwija się zwykle od powolnych akordów fortepianu, następnie dołączają: kontrabas Dana Berglunda i perkusja Magnusa Öströma. To oni dodają pianiście skrzydeł. W temacie „Eighthundred Streets by Feet” ekspresja muzyków sięgnęła w finale zenitu niczym erupcja wulkanu jazzowej improwizacji. Solówki Svenssona zawierają w sobie romantyzm Fryderyka Chopina (to jego ulubiony kompozytor), wrażliwość Billa Evansa i ekspresję Cecila Taylora. Ale to nie wszystko, gdyby je przełożyć na język gitary, najlepszym porównaniem byłaby chyba wyrafinowana wirtuozeria Franka Zappy. Wyraźne odnośniki do rockowych brzmień słychać było w grze Berglunda, który momentami zniekształcał basowe akordy niczym Hendrix, korzystając z przystawek. Najbardziej zadziwiająca była „elektryczna” solówka perkusisty. Przylgnął ustami do werbla, wydając nieziemskie jęki i piski. Na dodatek modulował ich brzmienie, kręcąc potencjometrami przestawek. Można było się poczuć jak na koncercie muzyki eksperymentalnej. Występy e. s. t. są zawsze niesamowitym przeżyciem. To ostatnia tegoroczna trasa cyklu „Jaz raz po raz”, który w tym roku przedstawił nam wielu ciekawych artystów, niektórych po raz pierwszy między innymi: duet Tuck & Patti, Eliane Elias, Dhafer Youssef, Rebekkę Bakken, Yaron Herman i Chiara Civello.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA