fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Ojczyzna ocalona

ANDRZEJ NOWAK
KFP, Maciej Kosycarz Mac Maciej Kosycarz
1919 – 1920 Wojna sowiecko-polska
Wojna Rosji sowieckiej z Polską nie rozpoczęła się dopiero w 1920 roku. Odradzające się państwo polskie już od pierwszych tygodni swego istnienia musiało ścierać się z ambicjami rewolucyjnego ośrodka w Moskwie...
Kierujący pierwszymi przygotowaniami do sowietyzacji Polski komisarz ludowy do spraw narodowości Józef Stalin nazwał w listopadzie 1918 roku Polskę cienkim przepierzeniem, które Armia Czerwona rozbije bez trudu swą żelazną pięścią, by połączyć się w braterskim uścisku z proletariatem niemieckim. 12 grudnia Zachodnia Armia otrzymała rozkaz opanowania Wilna, Lidy, Baranowicz i Pińska. Z końcem grudnia większość tych celów została osiągnięta. 8 stycznia 1919 roku ogłoszone zostało powołanie Rewolucyjnej Rady Wojennej Polski, czyli zalążka pierwszego sowieckiego rządu Polski. Członkami pierwszej przewidywanej dla Polski władzy sowieckiej byli Samuel Łazowert, Adam Śliwiński-Kaczorowski i Stefan Brodowski-Bratman. Oni byli przed Marchlewskim, Dzierżyńskim, Bierutem, Gomułką, Jaruzelskim. A jednak władzy nad Polską, przynajmniej w 1919 roku, nie zdobyli.

Rok 1919

Na czele państwa polskiego stał Józef Piłsudski. Po matce dziedzic „możnego na Litwie rodu Billewiczów", uformowany w duchu tradycji powstania styczniowego, szukał przez całe życie realnych środków do skutecznej walki z rosyjskim imperium. Teraz miało być tym środkiem Wojsko Polskie. W listopadzie 1918 roku liczyło ono zaledwie 50 tysięcy żołnierzy. W maju 1920 roku osiągnie poziom 963 tysięcy wojskowych (dla porównania: stan Armii Czerwonej będzie wtedy wynosić blisko 4 miliony ludzi). Wysiłek organizacyjny był wielki i musiał być szybki. Od 1 listopada 1918 roku trwały już walki z Ukraińcami o Lwów. Na zachodzie powstańcy wielkopolscy walczyli z Niemcami. Na południu agresji na polską część Śląska Cieszyńskiego dokonywała Czechosłowacja. Największe zagrożenie niosła jednak ze sobą ekspansja Armii Czerwonej.
6 stycznia Wilno padło. W ślad za Armią Czerwoną w mieście zainstalował się rząd Litewskiej Republiki Sowieckiej. Dopiero 14 lutego w miejscowości Mosty nad Niemnem rozpoczęły się regularne walki Wojska Polskiego z Armią Czerwoną. W tym samym dniu oddział pod dowództwem generała Antoniego Listowskiego odbił z rąk bolszewików Berezę Kartuską. Zaczął się tworzyć stały front regularnej, choć niewypowiedzianej wojny między Rosją sowiecką a Polską.
Od marca 1919 roku strona sowiecka była coraz mocniej zaangażowana w wojnę domową z rozproszonymi siłami białej Rosji. Piłsudski próbował podjąć sztandar federalizmu jako skutecznej zapory przed nawrotami rosyjskiego (czy sowieckiego) imperializmu.
Polska ofensywa rozpoczęła się 16 kwietnia. Już trzy dni później, w święto Wielkiejnocy, szwadron polskiej jazdy wjechał do Wilna. Litwini nie dali się jednak pozyskać do koncepcji federacyjnej.
Wojsko Polskie wciąż posuwało się na wschód, by odsunąć niebezpieczeństwo sowieckie od własnego państwa. Latem 1919 roku zdobyte zostały m.in. Mińsk i wielka twierdza w Bobrujsku, w której szturmowaniu Polacy po raz pierwszy użyli przywiezionych
z Francji czołgów. Piłsudski stanął wówczas przed alternatywą: porozumieć się z białą Rosją, z idącym wówczas na Moskwę od południa gen. Antonem Denikinem, przyjąć rolę, jaką wyznaczały Polsce mocarstwa zachodnie: małej przybudówki przy odbudowanej wielkiej Rosji? Czy też wstrzymać polską ofensywę na wschodzie, poczekać na rozstrzygnięcie domowej wojny w Rosji i podjąć walkę o zmianę geopolitycznej mapy Europy Wschodniej: by nie było na niej tylko ogromnego Imperium Rosyjskiego i maleńkiej Polski, ale żeby obok silnej Polski znalazło się na tej mapie miejsce dla Ukrainy, dla sfederowanego z Warszawą państwa litewsko-białoruskiego?
Piłsudski wybrał ten drugi wariant.
W pierwszych dniach roku 1920 został odebrany z rąk sowieckich Dyneburg. Wojska polskie przekazały miasto w ręce wojsk łotewskich. W ten sposób polski front przeciwsowiecki oparł się na północy o sprzyjającą Polsce Łotwę. Dalsze działania wojenne na jakiś czas zamarły.

Wiosna 1920

Po rozbiciu głównych sił białej Rosji kierownictwo bolszewickie (czteroosobowe politbiuro: Lenin, Trocki, Stalin i Lew Kamieniew) mogło wrócić do planu generalnej ofensywy na zachód. Łączyli przygotowania do niego z pozorowaną ofensywą pokojową.
Piłsudski wiedział, że Armia Czerwona szykuje uderzenie na Polskę. Przeforsował ostatecznie przygotowujący własną kontrakcję militarną układ polityczny z Ukraińską Republiką Ludową reprezentowaną przez uchodźczy ośrodek Symona Petlury. URL uzyskała w umowie uznanie swej niepodległości, a także obietnicę przekazania jej wszystkich terytoriów do granicy z 1772 roku, „które Polska już posiada lub odzyska od Rosji drogą orężną lub dyplomatyczną". Granica z Polską miała biec wzdłuż Zbrucza na południu i wzdłuż Prypeci na północy.
„Piękny był ranek 25 kwietnia 1920 roku. [...] Po kilku dniach deszczu, w połowie kwietnia, wiosna wybuchła nagle, jak tylko zdarza się to na Ukrainie. [...] Trudno opisać entuzjazm wojska przekraczającego Słucz w ten wiosenny poranek – wojska maszerującego na oczach swego Naczelnego Wodza, w głąb Ukrainy, ku historycznym kresom dawnej Rzeczypospolitej [...]. Nasza generacja, wszyscy oficerowie od dowódcy szwadronu w dół do ostatniego umiejącego czytać szeregowca, była wychowana na lekturze Trylogii Sienkiewicza. I teraz chętnie na skrzydłach lecielibyśmy ku tym stepom, na których mieliśmy powrócić do tradycyjnych konnych bojów, na ziemi pokrytej przedhistorycznymi kurhanami i zroszonej krwią naszych przodków, którzy tu właśnie pełnili swoje zadanie przedmurza chrześcijaństwa". Tak wspominał po latach nastrój początku nowej kampanii jeden z jej uczestników Kornel Krzeczunowicz. To nie była jednak bajka ani powrót do pięknej powieści. Zaczynała się decydująca faza wojny między Polską i Rosją sowiecką, wojny między Leninem i Piłsudskim, wojny o przyszłość narodów bałtycko-czarnomorskiego Międzymorza.
Trzy polskie armie pod osobistym dowództwem Piłsudskiego uderzyły na dwie armie sowieckiego Frontu Południowo-Zachodniego. 26 kwietnia gen. Edward Rydz-Śmigły zdobył Żytomierz, a 7 maja polski patrol zwiadowczy wjechał... tramwajem do Kijowa, który ostatecznie opanowały jednostki 3. Armii Rydza-Śmigłego.
Lenin zdecydował się natychmiast przerwać rozwijającą się już doskonale ofensywę Armii Czerwonej na wolne jeszcze republiki zakaukaskie Armenię i Gruzję; szybciej potoczyły się rokowania rozejmowe Rosji sowieckiej z Litwą i Łotwą; zelżał także nacisk Armii Czerwonej na ostatni przyczółek białej Rosji na Krymie, którego bronił gen. Piotr Wrangel.
14 maja ruszyło przygotowywane od stycznia uderzenie Armii Czerwonej na Białorusi. Nowym dowódcą prowadzącego tę ofensywę Frontu Zachodniego był Michaił Tuchaczewski. Ziemianin z guberni smoleńskiej, oficer siemionowskiego pułku gwardii carskiej, wzięty do niewoli przez Niemców, od 1918 roku związał swoją dalszą służbę z bolszewikami. Odznaczył się na wielu odcinkach wojny domowej, by objąć w końcu (29 kwietnia 1920 roku) – w wieku 27 lat – dowodzenie Frontem Zachodnim, który miał zgnieść „burżuazyjną Polskę". Uderzenie z połowy maja było dopiero pierwszym rozpoznaniem w tak ambitnie zakrojonym działaniu. Polakom udało się po tygodniu zatrzymać sowiecką ofensywę i przejść do kontrnatarcia, wspartego sformowaną przez gen. Kazimierza Sosnkowskiego Armią Rezerwową. Polskie kontruderzenie wytraciło jednak swój impet do 8 czerwca.
Tymczasem w czerwcu, kiedy Tuchaczewski zbierał siły do nowego, tym razem miażdżącego uderzenia, główne wydarzenia na froncie przeniosły się na Ukrainę. Na Dniepr dotarła sprowadzona zza Donu 1. Armia Konna Siemiona Budionnego złożona głównie z kozackich ochotników wspartych przez także dobrze wyćwiczonych kawalerzystów jeszcze z carskiej armii (35 tys. ludzi i 31 tys. koni). Kozacy Budionnego mieli przerwać polski front i po zajęciu Berdyczowa i Koziatynia zamknąć polską armię w okrążeniu od zachodu. Nawała ruszyła 29 maja.
10 czerwca Polacy ustąpili z ukraińskiej stolicy. Polityczny projekt Piłsudskiego się nie powiódł. Chłopska ludność Ukrainy nie poszła w większości za hasłem niepodległości państwowej, które w oparciu o Polskę chciał urzeczywistnić ataman Petlura. Polska nie utrzymała militarnego parasola nad nim tak długo, jak planował to Piłsudski. 3. Armii Rydza udało się wydostać z zastawionej wokół Kijowa pułapki, jednak do połowy czerwca Wojsko Polskie musiało się cofnąć na pozycje, jakie zajmowało siedem tygodni wcześniej – przed rozpoczęciem operacji kijowskiej. Zaczynał się wielki odwrót.

Koniec czerwca – początek sierpnia

Główne uderzenie na Polskę miało spaść na północy. Stan sowieckiego Frontu Zachodniego w lipcu zwiększył się do blisko 600 tys. żołnierzy, w tym co najmniej 140 tys. „bagnetów" i „szabel", czyli żołnierzy gotowych do natychmiastowego użycia w walce. 2 lipca Tuchaczewski wydał swój słynny rozkaz: „Na zachodzie decydują się losy rewolucji światowej. Poprzez trupa białej Polski prowadzi droga do światowego pożaru. Na bagnetach zaniesiemy szczęście i pokój pracującej ludzkości". 14 lipca wjechał do Wilna zagon III Korpusu Konnego pod dowództwem Gajka Bżyszkiana zwanego także Gaj-Chanem.
Polska próbowała szukać pomocy u zachodnich aliantów. 10 lipca brytyjski premier na konferencji w belgijskim Spa w zamian za obietnicę takiej pomocy zażądał od polskiego premiera Władysława Grabskiego zgody na zaakceptowanie linii granicznej, jaką podyktują mocarstwa zachodnie, a także daleko idących ustępstw terytorialnych wobec Czechosłowacji i Litwy. Premier Lloyd George (i marszałek Ferdinand Foch) zdecydowanie przekreślili przy tym możliwość wsparcia Polski własnymi wojskami, obiecywali jednak pomoc materiałową.
Grabski uległ. Brytyjskiemu premierowi pozostawało jeszcze przekonać do swej koncepcji stronę sowiecką. Datowana w Spa 11 lipca nota brytyjska do sowieckiego komisarza spraw zagranicznych Georgija Cziczerina wzywała do bezzwłocznego rozejmu w wojnie z Polską, przedłużając linię rozgraniczenia między Rosją sowiecką a Polską na obszar Galicji, nienależącej nigdy wcześniej do Imperium Rosyjskiego. Cała Galicja Wschodnia, wraz ze Lwowem, została w owej nocie z 11 lipca zaproponowana stronie sowieckiej. Notę napisał faktycznie sekretarz Lloyda George'a Philip Kerr, ale podpisał ją formalnie szef brytyjskiego Foreign
Office lord George Curzon – i to pod jego nazwiskiem ten haniebny targ cudzymi ziemiami przeszedł do historii. Otwierano Sowietom drogę do ekspansji, a zarazem do formalnego uznania za równoprawne z Wielką Brytanią mocarstwo, które ma decydować o losie „małych i słabych" w Europie na wschód od Niemiec. To była istota tego dokumentu, który przypomniany zostanie i zyska większy rozgłos dopiero 23 lata później dzięki Józefowi Stalinowi, który przywoła go jako usprawiedliwienie zaboru połowy II Rzeczypospolitej na konferencji wielkiej trójki w Teheranie.
Mimo iż strona sowiecka odrzuciła 16 lipca brytyjskie pośrednictwo w rokowaniach z Polską, a kierownictwo sowieckie potwierdziło ostatecznie cel sowietyzacji Polski, Lloyd George zdecydował się kontynuować rozmowy polityczne w Londynie z przedstawicielami Moskwy. Polskę spisał faktycznie na straty (przeciwstawiał się temu w jego rządzie jedynie minister wojny Winston Churchill). 10 sierpnia nakazał swojemu ambasadorowi w Warszawie poinformować rząd polski, iż Wielka Brytania radzi Polsce przyjąć warunki sowieckie jako „dobre". Te warunki oznaczały zaś wówczas tylko jedno: sowietyzację. Francja odcinała się od tego stanowiska Londynu. Wyrazem jej słabego, ale jednak realnego wsparcia dla Polski była nie tylko doradcza rola gen. Maxime'a Weyganda w polskim sztabie, ale także obecność kilkuset francuskich oficerów jako doradców na różnych szczeblach dowodzenia w Wojsku Polskim (wśród nich był  także młody kapitan Charles de Gaulle), jak również podejmowane przez rząd francuski próby przełamywania blokad w dostawach sprzętu wojskowego do Polski.
23 lipca politbiuro partii bolszewickiej podjęło decyzję o utworzeniu sowieckiego rządu dla Polski: Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski. Na jego czele postawiono niedawnego negocjatora tajnych układów w Mikaszewiczach Juliana Marchlewskiego, a obok niego m.in. szefa pierwszej sowieckiej policji politycznej Feliksa Dzierżyńskiego, a także komisarza politycznego Frontu Zachodniego Józefa Unszlichta. W tym samym dniu Stalin, który służył jako komisarz polityczny Frontu Południowo-Zachodniego nacierającego na Lwów, wymieniał depesze z Leninem, w których obaj rozważali konieczność sowietyzacji Czechosłowacji, Węgier, Rumunii, a nawet Włoch – kiedy tylko padnie Polska...
Następnego dnia w Warszawie zaprzysiężony został Rząd Obrony Narodowej. Na jego czele stanął chłop z podtarnowskich Wierzchosławic Wincenty Witos, wicepremierem został socjalista Ignacy Daszyński, ,ministrem spraw zagranicznych książę Eustachy ,Sapieha, poprzedni premierzy – Leopold Skulski ,i Władysław Grabski – objęli odpowiednio teki spraw wewnętrznych i skarbu, ministrem robót publicznych został Gabriel Narutowicz. To był rzeczywiście rząd reprezentujący cały naród.
Los Polski i los Europy były już wyłącznie w rękach żołnierzy polskich – oraz w rękach nacierających czerwonoarmistów.

Decydujące starcie

2 sierpnia Biuro Polityczne KC RKP(b) uznało Warszawę za cel priorytetowy. Na jego posiedzeniu z 12 sierpnia Tuchaczewski nawoływał stanowczo: „Z politycznego punktu widzenia jest arcyważne, aby dobić Polskę". Zakładał, że Warszawę uda mu się zająć nawet do 12 sierpnia. Wzorem dla sowieckiego dowódcy stał się wówczas feldmarszałek cara Mikołaja I Iwan Paskiewicz i jego manewr z 1831 roku oskrzydlający „zbuntowaną" w powstaniu listopadowym Warszawę od północnego zachodu. Chciał odciąć Polskę od Bałtyku, przecinając zarazem linie komunikacyjne między Warszawą a Poznańskiem, ostatnim możliwym bastionem oporu polskiego żołnierza. Tuchaczewski spieszył się w kierunku Niemiec.
Piłsudski po niepowodzeniu poprzedniej wersji kontruderzenia z linii Bugu postanowił obecnie skupić główne siły do kontruderzenia na południową flankę i tyły wojsk Tuchaczewskiego nad dolnym Wieprzem, wokół Dęblina. Taką propozycję przedłożył naczelnemu wodzowi szef Sztabu Generalnego gen. Tadeusz Rozwadowski.
6 sierpnia marszałek Piłsudski podpisał dyrektywę zwrotu zaczepnego, który miał zatrzymać Tuchaczewskiego i zniszczyć taran uderzeniowy Armii Czerwonej. 12 sierpnia opuścił Warszawę, by udać się do zgrupowania Frontu Środkowego w Puławach.
 
Bitwa Warszawska rozpoczęła się 13 sierpnia. Do natarcia na przedmoście warszawskie – od Radzymina po Otwock i Karczew – ruszyły dywizje strzeleckie z 3. i 16. Armii Frontu Tuchaczewskiego. Radzymin przechodził 14 sierpnia z rąk do rąk. Niezwykle zacięte walki rozgorzały kilkanaście kilometrów dalej na południe, wokół Ossowa. Tu groziła druga wyrwa w polskim froncie. Do pierwszego kontrataku w Ossowie, zorganizowanego przez dowódcę 33. Pułku Piechoty ppłk. Jerzego Sawę Sawickiego, dołączyli ochotnicy sformowanego głównie z warszawskich uczniów i harcerzy I Batalionu 236. Ochotniczego Pułku Piechoty im. Weteranów Powstania Styczniowego. Szedł z nimi w natarciu ich kapelan ks. Ignacy Skorupka.
27-letni kapłan był znakomitym reprezentantem pokolenia obrońców Warszawy. Urodzony w rodzinie patriotycznej szlachty podlaskiej, wnuk powstańca 1863 roku, pragnął zostać księdzem katolickim, by w ten sposób wzmacniać także duchową tożsamość Polaków zagrożoną w prawosławnym imperium carów. Wedle jednych relacji padł, idąc na czele natarcia z krzyżem w ręku, wedle innych zginął, udzielając ostatniego namaszczenia jednemu z rannych Polaków. Po bitwie stał się jednym z jej symboli.
Na północy już 14 sierpnia nad ranem Kozacy Gaj-Chana pojawili się nad Wisłą. Rozpoczęła się krwawa walka o przedmoście Włocławka. Wielkim sukcesem okazał się rajd kawalerii gen. Aleksandra Karnickiego, która 15 sierpnia zdobyła radiostację sowieckiej armii w Ciechanowie, dzięki czemu armia ta przestała otrzymywać rozkazy głównodowodzącego. Tego też dnia Radzymin został ostatecznie odbity siłami składającej się z dwóch dywizji Grupy gen. Lucjana Żeligowskiego.
Bolszewicki sen o trupie białej Polski zaczął się rozwiewać 16 sierpnia. Uderzenie zgrupowania polskiego znad Wieprza ruszyło o świcie. W ciągu jednego dnia, rozbijając słabe na tym odcinku formacje sowieckiej Grupy Mozyrskiej, wojska polskie posunęły się na północ o 45 kilometrów. Zagrożone zostały tyły nacierającej na Warszawę sowieckiej 16. Armii. Jednocześnie rankiem 16 sierpnia do ataku na Nasielsk ruszyły jednostki 5. Armii gen. Sikorskiego, wiążąc w walce niemal wszystkie dywizje sowieckiej 15. Armii Korka. Po południu Nasielsk został wyzwolony. Trwały ciężkie walki o Płońsk oraz obrona przedmościa włocławskiego przed ponawianymi atakami Kozaków Gaj-Chana. Tuchaczewski zaczął sobie zdawać sprawę, że Warszawy może w tym momencie nie zdobyć. Jako nowy, najbliższy cel wskazał podległym sobie armiom (4., 3. i 15.) otoczenie i zniszczenie polskiej 5. Armii gen. Sikorskiego.
Błyskawiczne tempo ofensywy Piłsudskiego znad Wieprza trwało jednak i krzyżowało wszystkie plany sowieckiego dowództwa.
17 sierpnia udało się odbić Siedlce i Mińsk Mazowiecki. Niedoszły sowiecki rząd Polski uchodził w panice z Wyszkowa do Białegostoku.
Próba realizacji nowego planu Tuchaczewskiego rozbiła się o bohaterską obronę Płocka, gdzie III Korpus Jazdy Gaja próbował 18 sierpnia zdobyć przeprawę przez Wisłę. Kozacy Gaja wtargnęli na ulice miasta, mordując rannych polskich żołnierzy i gwałcąc masowo kobiety. Obrona zorganizowana naprędce przez mjr. Janusza Mościckiego zyskała wielkie wsparcie cywilnej ludności. Błyskawicznie powstawały barykady, których wspólnie z żołnierzami (także z pułku polskich Tatarów) bronili harcerze, gimnazjaliści oraz oddział płocki Służby Narodowej Kobiet. Korpus Gaja nie opanował całego miasta i nie zdołał ostatecznie sforsować Wisły.
19 sierpnia rozpoczęła się nowa faza wielkiej Bitwy Warszawskiej. To już był czas pościgu wojsk polskich za ustępującymi coraz bardziej bezładnie armiami sowieckiego Frontu Zachodniego. 19 sierpnia brawurowy atak polskiej 3. Dywizji Piechoty doprowadził do odzyskania Brześcia. Na północnym odcinku jednostki 5. Armii wyzwoliły Ciechanów i odblokowały ostatecznie Płock. Sowieckie naczelne dowództwo 20 sierpnia nad ranem zatwierdziło faktycznie generalny odwrót całego Frontu Zachodniego. Dla znacznej części Frontu było jednak już za późno.
Do Prus Wschodnich uciekły rozbite dywizje sowieckie: od 35 do 50 tys. żołnierzy. Do 25 sierpnia, który uznawany jest na ogół za datę zamykającą czas wielkiej operacji warszawskiej, wojska Armii Czerwonej straciły w tej operacji nie mniej niż ok. 25 tys. poległych, a także ok. 66 tys. jeńców. Łącznie zatem z internowanymi w Prusach Front Tuchaczewskiego utracił ponad 130 tysięcy żołnierzy. To była sowiecka katastrofa.
Tymczasem Budionny zdecydował się wreszcie wykonać rozkaz kierujący jego armię na pomoc Tuchaczewskiemu i 20 sierpnia ruszył na północ, w kierunku Lublina. Zadanie zatrzymania Budionnego otrzymała polska 3. Armia, na czele której postawiony został 27 sierpnia gen. W. Sikorski, któremu podporządkowana została również Grupa Operacyjna ,gen. Stanisława Hallera (w skład tej ostatniej wchodziła m.in. 1. Dywizja Jazdy płk. Juliusza Rómmla). Budionny przeszedł Bug 27 sierpnia i wkroczył na Lubelszczyznę. Następnego dnia udało mu się przełamać opór, jaki pod Tyszowcami stawiła mu walcząca po stronie polskiej reprezentacja białej Rosji – Brygada Kozaków esauła Wadima Jakowlewa. Warto dodać, że z sąsiedniego rejonu Włodawy i Lubartowa strzegła grupa gen. Stanisława Bułak-Bałachowicza, związana również z projektem budowy antybolszewickiego ośrodka rosyjskiego (lub białoruskiego). 29 sierpnia natarcie Budionnego zbliżało się do twierdzy w Zamościu, której z kolei bronili ukraińscy sojusznicy Polski – 6. Dywizja Strzelców płk. Marka Bezruczki.
31 sierpnia pod Komarowem pierwszy raz w bitwie kawaleryjskiej Konarmia Budionnego została zmuszona do odwrotu. Udało mu się ostatecznie wycofać na wschodni brzeg Bugu, choć intensywne walki w rejonie Hrubieszowa trwały do 6 września. 1. Armia Konna stopniała z ponad 20 tysięcy szabel do stanu poniżej 5 tysięcy. Straciła zdolność do prowadzenia akcji zaczepnych.

Zakończenie wojny

Na południowym odcinku wojny trwały cały czas zacięte walki. Od Brześcia nad Bugiem aż do granicy rumuńskiej nacierały oddziały polskie i sojusznicze. Wielkim sukcesem było zdobycie 12 września Kowla, dwa dni później udało się opanować Łuck, a 16 września Włodzimierz Wołyński. Także pomyślnie rozwijało się natarcie w Galicji Wschodniej, które prowadziła polska 6. Armia oraz sojusznicze formacje ukraińskie gen. Mychajło Omelianowycza-Pawlenki za Zbrucz.
W przeprowadzonej 5 września rozmowie z głównodowodzącym Armią Czerwoną Kamieniewem Tuchaczewski zapewnił, że Front Zachodni odzyska zdolność do natarcia w ciągu dziesięciu dni. Ostateczną dyrektywę do natarcia przygotował na 25 września. Pięć dni wcześniej rozpoczęła się jednak zaplanowana przez Piłsudskiego operacja niemeńska. W tej ostatniej, wielkiej operacji wojny lat 1919 – 1920 brało udział po stronie polskiej ok. 85 tys. „bagnetów" i „szabel" – po stronie sowieckiej natomiast ok. 75 tys. Tuchaczewski w boju pod Lidą stracił większość swojej 3. Armii i musiał cofnąć się o kolejnych 150 – 200 kilometrów na wschód od pozycji zajmowanych przed operacją niemeńską. Po jej zakończeniu, datowanym na 3 października, trwały już praktycznie tylko walki odwrotowe Armii Czerwonej i starania polskich oddziałów o zajęcie jak najkorzystniejszej linii, na której można by przerwać działania bojowe.
Obradujące w Rydze od 21 września delegacje sowiecka i polska podpisały 12 października preliminaria pokoju. Ustalały one linię graniczną biegnącą od Dniestru rzeką Zbrucz – dalej na wschód obok miejscowości Sarny i Łuniniec – następnie koło Nieświeża przez tereny leżące na zachód od Mińska aż do rzeki Wilejki i do ujścia Dzisny do Dźwiny. Od godziny 24 18 października na froncie sowiecko-polskim miało nastąpić całkowite zawieszenie broni. Trzy dni przed tym terminem wojska polskie zdobyły Mińsk, ale wkrótce wycofały się na ustaloną w umowie rozejmowej granicę.
Sejm – zgodnie z układem rozejmowym – zażądał od Naczelnego Dowództwa usunięcia z granic Polski lub rozbrojenia niepolskich formacji antybolszewickich. Formacje ukraińskie atamana Symona Petlury, białorusko-rosyjskie gen. Stanisława Bułak-Bałachowicza (z nimi ostatecznie związała się wcześniejsza inicjatywa polityczna antykomunistycznych Rosjan pod wodzą Borysa Sawinkowa) oraz oddziały rosyjskie gen. Borysa Pieriemykina (tworzone od IX 1920 w Polsce jako 3. Armia gen. Wrangla, ostatniego dowódcy antybolszewickich sił na południu Rosji), łącznie liczące ponad 50 tys. żołnierzy, miały do 2 listopada opuścić terytorium Polski. Po nierównej walce z Armią Czerwoną większość tych jednostek w listopadzie i grudniu 1920 roku powróciła do Polski, gdzie została rozbrojona.
Wojna była skończona. Nie udało się zmienić równowagi geopolitycznej w Europie Wschodniej. Udało się jednak ocalić Polskę – wraz z większą częścią Europy Środkowo-Wschodniej. Udało się uratować wolność na 19 lat. To mało czy dużo?
Andrzej Nowak – historyk, publicysta, sowietolog, profesor nauk humanistycznych, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek PAU, redaktor naczelny dwumiesięcznika „Arcana"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA