Firma

Minister decyduje, czy prąd jest ekologiczny

Firmy, które opracowują nowe technologie, muszą załatwić wiele formalności, aby ich pomysł był urzędowo uznany za ekologiczny i mogły z pomocą swoich wynalazków produkować energię przyjazną środowisku.
Droga do uzyskania statusu producenta energii z odnawialnych źródeł nie jest łatwa. Tak wynika z postanowienia Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczącego katowickiej spółki BH Steel-Energia, która koncentruje się na energetyce ze źródeł odnawialnych. Firma ta opracowała nowatorską technologię uzyskiwania energii dzięki turbinom wiatrowym na wylotach szybów kopalnianych. Spółka zgłosiła swój wynalazek do Urzędu Patentowego, wystąpiła też do Urzędu Regulacji Energetyki (URE), aby ten wydał pozytywną opinię prawną, że ta technologia jest odnawialnym źródłem energii. Podobną metodę wybiera zresztą wiele firm z całej Polski. URE wobec wniosku firmy był sceptyczny i chciał skierować sprawę do Ministerstwa Gospodarki. To bowiem ten resort wydaje rozporządzenie, które określa, co jest odnawialnym źródłem energii. Aktualną listę takich źródeł zawiera § 4 rozporządzenia w sprawie szczegółowego zakresu obowiązków uzyskania i przedstawienia do umorzenia świadectw pochodzenia, uiszczenia opłaty zastępczej oraz zakupu energii elektrycznej i ciepła wytworzonych w odnawialnych źródłach energii (DzU z 2005 r. nr 261, poz. 2187 ze zm.).
Przepisy te przewidują, że do energii wytwarzanej w odnawialnych źródłach zalicza się taką z elektrowni wodnych lub wiatrowych, ze źródeł wykorzystujących energię z biomasy oraz biogazu, ze słonecznych ogniw fotowoltanicznych itp. Ponadto URE - jak podkreślali jego prawnicy podczas rozprawy - nie ma możliwości wydawania wiążących interpretacji prawnych, że jakaś technologia jest odnawialnym źródłem energii. Pracownicy URE mieli również wątpliwości, czy nowa technologia firmy jest w ogóle takim źródłem, bo -według nich -nie wykorzystywała wiatru. Sprawa w urzędzie zakończyła się więc wydaniem postanowienia o przekazaniu sprawy do Ministerstwa Gospodarki. Postanowienie to BH Steel-Energia kwestionowała w sądzie. Sąd uchylił zaskarżone postanowienie prezesa URE. Uznał, że pracownicy URE powinni potraktować wniosek spółki jako prośbę o wydanie świadectwa pochodzenia energii. Art. 9a prawa energetycznego (DzU z 2006 r. nr 89, poz. 625 ze zm.) przewiduje bowiem, że firmy zajmujące się wytwarzaniem lub handlem prądem i sprzedające go odbiorcom końcowym przyłączonym do sieci na terenie Polski muszą uzyskać tzw. świadectwa pochodzenia. Są one potwierdzeniem wytworzenia części energii w odnawialnym źródle. Są też minimalne progi dla zielonej energii, jakie trzeba osiągnąć (w 2007 r. jest to 5,1 proc.). Jeśli zobowiązanemu to się nie uda, to musi uiścić opłatę zastępczą. Sąd uznał, że wniosek katowickiej firmy był w praktyce właśnie wystąpieniem do URE o wydanie świadectwa pochodzenia energii. W URE załatwia się także koncesję na produkcję energii z odnawialnych źródeł. Obowiązek jej uzyskania wynika z art. 32 prawa energetycznego -wszyscy producenci zielonej energii muszą mieć taką koncesję niezależnie od tego, jaką moc ma zainstalowane źródło albo jaką ilość energii to źródło produkuje. URE nie ma prawa natomiast zmienić listy źródeł energii kwalifikowanych jako odnawialne. Kompetencje w tej mierze ma tylko minister gospodarki, który może rozszerzyć ten katalog, nowelizując rozporządzenie (sygn. XVII Amz 62/06).
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL