Wiadomości

Tupolewem nie ma kto latać - pilotom wygasły licencje

Ostatni rządowy Tu-154 z 36. specpułku od stycznia był remontowany. Do Polski wrócił 21 września
PAP, Jacek Turczyk
Piloci stracili uprawnienia do prowadzenia Tu-154. Od poniedziałku będzie ich szkolić rosyjski instruktor
Rządowy tupolew, który wrócił do Polski po dziewięciomiesięcznym remoncie, stoi w hangarze. A najważniejsze osoby w państwie latają cywilnymi embraerami, za których wynajęcie państwo płaci 25 mln zł rocznie.
W polskich Siłach Powietrznych nie ma bowiem ani jednego pilota, który może latać Tu-154. Nie ma też instruktorów, którzy mogliby ich wyszkolić. Powód? Resort obrony od kwietnia nie mógł się zdecydować, czy remontowana w rosyjskiej Samarze maszyna będzie nadal wykorzystywana do lotów VIP-ów, czy zostanie sprzedana. W efekcie tego dwóch ostatnich pilotów wojskowych z uprawnieniami na ten rodzaj samolotu (w tym jeden instruktor) przez prawie pół roku nie latało i straciło uprawnienia. Dlatego też kilka dni temu sprowadzili go do Polski rosyjscy, a nie polscy piloci. – To kuriozalna sytuacja, której można byłoby uniknąć, gdyby od razu zdecydowano, czy tupolewem będziemy latać, czy go sprzedajemy. Było dużo czasu, by pilotów przygotować do lotów – mówi „Rz” jeden z oficerów Sił Powietrznych.
Był też inny sposób na uniknięcie kłopotów. – Od kwietnia zachęcaliśmy resort, by wysłał pilotów na szkolenia w kabinach treningowych, jakie są w Moskwie, ale z decyzją zwlekano – przyznaje Janusz Zdeb, dyrektor generalny warszawskiej spółki MAW Telecom International, która wraz z rosyjskim Polit-Elektronik odpowiadała za remont tupolewów. Siły Powietrzne wysłały czterech pilotów na szkolenie do Moskwy dopiero 23 sierpnia (trwało do 3 września). – To jednak za mało, by uprawnienia odzyskać. Pilot musi zacząć latać pod okiem instruktora, a w Siłach Powietrznych takiego instruktora z uprawnieniami na tupolewa już nie ma – tłumaczy Zdeb. – Zmarnowano prawie pół roku – ocenia Grzegorz Hołdanowicz, ekspert wojskowy i redaktor naczelny miesięcznika „Raport. Wojsko, Technika, Obronność”. – W tym czasie można było przygotować personel i zgrać szkolenie z czasem remontu. To kolejny przykład braku wyobraźni i racjonalnego planowania. – Nie można takich decyzji odkładać do ostatniej chwili. To poważne zaniechanie ze strony resortu – podkreśla poseł Lewicy Stanisław Wziątek, szef Komisji Obrony Narodowej. Dlaczego podejmowanie decyzji trwało tak długo? – Z kilku powodów. Najpierw katastrofa, po której musieliśmy wykluczyć wadę maszyny, potem opóźnienia w dostawie tupolewa. Po drodze były wybory prezydenckie – tłumaczy Marcin Idzik, wiceminister obrony. A Janusz Sejmej, rzecznik resortu, zaznacza, że dysponentami samolotu nie jest MON, ale cztery kancelarie: Prezydenta, Premiera, Sejmu i Senatu. Jak ustaliła „Rz”, w poniedziałek w 36. pułku, który odpowiada za loty z VIP-ami, mają się zacząć szkolenia (teoria i latanie) z rosyjskim instruktorem. Weźmie w nich udział trzech pilotów (dwóch dowódców załóg, w tym instruktor, który stracił uprawnienia, i jeden tzw. drugi pilot), a także technicy pokładowi. Potem będą szkolić kolejne załogi. – Mamy zakontraktowane 30 godzin lotów z instruktorem do 9 października – mówi ppłk Robert Kupracz, rzecznik Sił Powietrznych. – Rosyjski instruktor to jeden z najlepszych pilotów latających na tupolewach. Spędził za sterami Tu-154 10 tys. godzin. Z powodu braku uprawnień również odbiór maszyny nie był taki, jaki, przewidywała umowa MAW Telecom z MON z kwietnia ubiegłego roku. Zakładała ona, że dwa loty próbne po remoncie wykonają rosyjscy piloci na koszt konsorcjum – MAW Telecom International i Polit-Elektronik. Trzeci „oblot” miał wykonać użytkownik, czyli piloci z 36. specpułku. Ale nie miał kto lecieć, więc i trzecią próbę wykonali Rosjanie. Również rosyjska załoga pilotowała Tu, gdy wracał do Polski. Samolot miał wrócić do kraju na początku lipca, ale termin był kilkakrotnie przekładany. Dyrektor Zdeb wyjaśnia: – Absolutnie nie z naszego powodu. Przekazany nam schemat instrukcji instalacji urządzeń nawigacyjnych nie odpowiadał stanowi faktycznemu. Tak było zarówno w przypadku pierwszego tupolewa, jak i drugiego. Ostatni rządowy Tu-154 z 36. specpułku był remontowany od stycznia. Do Polski wrócił 21 września. Pierwszy, który został wyremontowany wcześniej, rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem. W sumie ich naprawa kosztowała ok. 70 mln zł. – Powody opóźnień będziemy wyjaśniać teraz i nie wykluczam, że zażądamy odszkodowania od wykonawcy – dodaje wiceminister Idzik.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL