fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Bitwa wielka, horror większy

Inscenizacja przebiegła bez zarzutów, choć nie wszyscy turyści mogli coś z niej zobaczyć
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski
Dziesiątki tysięcy widzów nie mogły po inscenizacji ruszyć do domów. Inni przez korki nawet na nią nie dotarli
W specjalnej rocznicowej inscenizacji bitwy grunwaldzej udział wzięło ok. 2 tys. rycerzy. Znacznie większą bitwę stoczyło potem 120 tys. widzów. Sobotnie przedstawienie trwało godzinę, a wydostane się z megakorka, w którym utknęli podróżni, zajmowało im nawet kilkanaście godzin. Okolicę udało się odblokować dopiero tuż przed północą. Rekordziści wyjeżdżali z pól grunwaldzkich w niedzielę nad ranem.
[srodtytul]Trzy wąskie drogi[/srodtytul]
– Wszyscy wiedzieli, że przyjadą tłumy, jakich Stębark i okolica nigdy nie widziały, a mimo to zorganizowano wszystko jak dawniej – narzeka w rozmowie z „Rz” jeden z policjantów.
Turystyczny horror rozpoczął się już w sobotni poranek. Na inscenizację zmierzały dziesiątki tysięcy turystów z kraju i zagranicy. Wśród nich grupy z największych biur podróży, m.in. z Niemiec. Sznur samochodów stanął w korku aż do Olsztynka, czyli 30 km od Stębarka! Nie wszyscy zdążyli na bitwę. Utknął np. zespół Armia, który miał wystąpić po inscenizacji. W samym Stębarku kolejny dramat. Zabrakło miejsc parkingowych. Marcin Danowski, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Ostródzie, relacjonuje: – Przyjezdni zaczęli parkować auta, gdzie popadnie.
Zaraz po przedstawieniu widzowie ruszyli, by jak najszybciej wyjechać z Grunwaldu. Do wyboru mieli zaledwie trzy drogi: na Pawłowo (tędy jechały samochody w kierunku Warszawy), na Rychnowo (auta jadące do Gdańska) i na Lubawę (wyjazd na Toruń i Warszawę). Na wszystkich od razu powstały gigantyczne korki.
Wyruszające auta były dodatkowo blokowane przez pojazdy tych, którym... dopiero po bitwie udało się dojechać.
Nie pomogło nawet to, że do pracy pod Grunwaldem oddelegowano 300 policjantów.
– Jak jest droga z jednym pasem w każdą stronę, to choćby było nas tam i pół miliona, nic byśmy nie zrobili – kwituje jeden z funkcjonariuszy.
Przez pole za 20 zł, kranówka po złotówce
Turyści wyładowywali złość na policjantach. Wtedy część mundurowych, obawiając się, że może dojść do rękoczynów, opuściła posterunki, co jeszcze pogorszyło i tak beznadziejną sytuację. Nawet karetki jadące na sygnale miały problemy z przejazdem. W nieco lepszej sytuacji byli właściciele samochodów terenowych, którzy wybierali przedzieranie się na dziko przez rolnicze uprawy.
Miejscowi rolnicy i z tej sytuacji potrafili wyciągnąć zysk. Kierowcy przez CB-radio przekazywali sobie informację o gospodarzu, który traktorem wytyczył drogę przez pole kukurydzy. Chętnych przepuszczał za 20 złotych myta. Można było też zapłacić miejscowym chłopcom, którzy prowadzili polnymi traktami do dróg wyjazdowych.
Interes zrobili również sprzedawcy kranówki. Ludzie byli tak spragnieni, że po godz. 17 zaczęło brakować wody. W pobliskim Stębarku w kolejce po napoje trzeba było stać nawet dwie godziny. Właściciele okolicznych domów sprzedawali więc przyjezdnym wodę z kranu po złotówce za szklankę.
12 godzin po inscenizacji wiele osób wciąż tkwiło jeszcze pod Grunwaldem. – Byłem na mszy papieskiej w Krakowie. Myślałem, że Polacy dzięki swemu papieżowi zdobyli olbrzymie doświadczenie w organizacji imprez masowych. Chciałem przyjechać na Euro 2012. Teraz wątpię. Po prostu boję się o własne bezpieczeństwo – mówi „Rz” jeden z niemieckich widzów.
Dlaczego organizatorzy nie poradzili sobie z tym zadaniem? Urzędnicy usprawiedliwiają się enigmatycznie: – Przy tak dużym natężeniu ruchu trzy drogi pod Grunwald okazały się niedrożne – mówi Robert Szewczyk z Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie.
[srodtytul]Loża VIP dla każdego[/srodtytul]
Przed widowiskiem na Wzgórzu Pomnikowym odbył się apel grunwaldzki, w którym uczestniczył m.in. wicepremier Waldemar Pawlak. Odczytano też list, który do uczestników wystosował szef MON Bogdan Klich.
Podczas widowiska emocje wśród widzów dorównywały tym na polu boju. Jaką taką widoczność zapewnioną mieli jedynie widzowie lóż dla VIP. Ale nie wiadomo, dlaczego wiele miejsc zajęli w nich ludzie bez przepustek. Doszło więc do awantur i przepychanek. Policji nie było, a nieliczni ochroniarze jedynie wzruszali ramionami.
Słońce świecące na telebimy utrudniało oglądanie widowiska, nie było też słychać lektora.
Wielu widzów wdrapało się na dachy przenośnych toalet. Ci, którzy zmuszeni byli z nich korzystać, robili to z obawą, że za chwilę przewrócą się razem z plastikowym WC.
Na polu i w okolicy sieć komórkowa była tak obciążona, że korzystanie z telefonów okazało się niemożliwe. Nie można było się dodzwonić nawet na numer ratunkowy. Sytuację nieznacznie poprawiali jedynie kierowcy z CB-radiem, którzy na kanale ratunkowym wzywali pomoc dla omdlałych.
Nic dziwnego, że kiedy witano przybyłych na inscenizację oficjeli, rozległy się gwizdy.
Sama inscenizacja przebiegła bez zarzutu. Członkowie bractw rycerskich wczuwali się w swoje role. Na jednej z trybun panowała atmosfera słowiańsko-litewskiej jedności. – Na pohybel Niemcom, bij Germańca, śmierć faszystom – krzyczeli pospołu Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Serbowie.
Tak jak w roku 1410 wojska polsko-litewskie rozgromiły Krzyżaków.
[ramka][b]120 tys. widzów[/b] – według szacunków – oglądało sobotnią inscenizację
[b]2 tys. rycerzy[/b] i ich świty wzięło udział w okolicznościowej inscenizacji z okazji 600. rocznicy bitwy
[b]30 km liczył korek[/b], w którym stali turyści od rana próbujący dojechać do Grunwaldu
[b]300 funkcjonariuszy policji[/b] zostało oddelegowanych do zabezpieczenia imprezy[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA