Plus Minus

Makanin, jeniec Kaukazu

Corbis
Major Aleksander Siergiejewicz Żylin nie był wojownikiem. Kiedy o mało nie spłonął żywcem oblany własną benzyną, powiedział sobie: stop!
To nie jest taka wojna, żeby szafować życiem, w końcu potrzebnym nie tylko jemu – ma przecież żonę i córkę. Odtąd przestał w Czeczenii walczyć, a zaczął zarabiać. Co dziesiąta beczka z paliwem, w które zaopatrywał i swoich, i wrogów, miała być jego. I była.
Władimir Makanin w powieści „Asan” stworzył bohatera skrojonego na miarę naszych czasów, do wojny w Czeczenii pasującego idealnie. Ten, w cywilu inżynier budowlany niepotrafiący zarobić większych pieniędzy, nagle odkrył w sobie kilka talentów naraz: bo i kupiecki, i negocjacyjny, i organizacyjny. To nie jest Milo z „Paragrafu 22” Josepha Hellera, Żylin nie ma w sobie cwaniactwa, przestrzega zasad biznesu, jakim się zajął, a w interesach jest lojalny. Oczywiście, ma świadomość tego, że łamie prawo, ale widzi też, że: „Armia jest teraz nie całkiem sterowalna. Nie może dojść do formy. Brak dyscypliny. A skoro nie ma dyscypliny, to niech zaopatrzeniem w paliwo steruje przynajmniej rynek. Inaczej będzie chaos”. [srodtytul]Dom nad rzeką[/srodtytul]
Ma przed sobą wytknięty cel. Kupił działkę nad rzeką i zaocznie – wysyłając żonie dolary (to jest prawdziwa waluta w Czeczenii) – stawia na niej dom. Jest już parter, ściany rosną... Skończy służbę, to zamieszka tam z rodziną, ściągnie ojca, niech też zapomni o zapyziałych czteropiętrowych blokach, w których żyli za sowieckich czasów. Kłopot tylko z tym starym... Powiada, że zostanie z narodem, czyli nadal będzie pił wódkę pod sklepem ze swoimi sinolicymi koleżkami, zastanawiał się, czy Lenin był mesjaszem i czy Chińczycy, gdy dojdą wreszcie do Moskwy i zaleją plac Czerwony, przyniosą na swoich sztandarach tę samą nieśmiertelną ideę. Ojciec... Prawdziwy pijący człowiek sowiecki. „Niewyżyty, niezrozumiały, miłujący Achmatową”. „Rosja musi zyskać pewien dystans, musi nauczyć się patrzeć świeżym okiem, spokojniej – powiedział Władimir Makanin w niedawnym wywiadzie dla „Ogońka”. – Nasze dążenie do tego, aby za wszelką cenę utrzymać to, co było kiedyś, jest może i szlachetne, ale przecież nie da się żyć tylko tym, co było dawno”. Makanin odnosi te słowa i do dawnej Rosji, i do Związku Sowieckiego. Był członkiem władz Związku Pisarzy ZSRR, obecnie przyznaje: „Rosji jest teraz lżej”. [srodtytul]Olbrzymi, dwuręczny ptak[/srodtytul] Na wojnę w Czeczenii autor „Asana” patrzy inaczej niż relacjonujący ją dotąd pisarze i żurnaliści. Obywa się bez wielkich słów, aspektów historycznych nie demonizuje, nie ma złudzeń, że Czeczeni nagle zaprzestaną oporu. Przeciwnie, będzie on narastał. Makanin nie sugeruje, by Rosja zrezygnowała z Czeczenii ani żeby zintensyfikować działania militarne. Do powiedzenia właściwie ma tylko tyle, że trzeba nauczyć się żyć z problemem nie tyle czeczeńskim, ile kaukaskim:. „Anglia miała Indie, Rosja – Kaukaz – powiada rosyjski pisarz. – Człowiek też potrzebuje w swoim otoczeniu kogoś wyjątkowego, żeby patrzeć na siebie przez jego pryzmat. To niezbędne, aby móc siebie zrozumieć. Takim wyjątkowym człowiekiem dla Rosji jest Kaukaz”. Siebie samego uważa za jeńca Kaukazu. A nad Kaukazem krąży Asan, olbrzymi, dwuręki ptak, pradawny bożek. On w tamtych górach był wcześniej, przed chrześcijaństwem i przed islamem. Żądał krwi i był bezwzględny w swoich żądaniach, bo np. islam zakazuje zemsty rodowej, którą Asan, i owszem, dopuszcza. Wojna w Czeczenii oddawała ofiarę krwi Asanowi, ale – widać – pradawne bóstwa zmieniają obyczaje, gdyż zaczął się on domagać czegoś jeszcze, przede wszystkim – pieniędzy. Czy to możliwe, żeby wcielił się w przeliczającego dolary Żylina? Major przecież wyciągnął tylko logiczne wnioski z faktu, że krwią tej wojny jest benzyna: „W magazynie rozdzielam benzynę zgodnie z zamówieniami jednostek wojskowych. Prócz tego jeszcze zapewniam dostawę. Jest to moja osobista inicjatywa. Wojna stała się wyłącznie górska, toteż obecnie zaopatrzenie jest wszystkim”. [srodtytul]Koktajl uczuć[/srodtytul] Dla Żylina wojna jest głównie biznesem, tak przynajmniej sobie wmawia, powtarzając: „Mam swoje beczki. Swoją benzynę. Swoje magazyny”. Jest inteligentny, sprytny, opanowany. Za długo jednak przebywał w Czeczenii. Za wiele widział mordów i gwałtów, by w miarę swoich możliwości nie przykładać ręki do następnych. Dlatego bierze udział w negocjacjach o życie zakładników, dlatego pomaga matce żołnierza poszukującej syna, dlatego lepiej niż inni dogaduje się ze starcami czeczeńskimi – bo widzi w nich ludzi, dlatego wreszcie ulituje się nad dwoma kontuzjowanymi żołnierzami, „głupkami strzyżonymi”, „wyłupiastymi młodzikami”, których uratuje przed śmiercią, widząc ich przerażenie zamieniające się w obłęd. I właśnie dlatego sam zginie z ręki jednego z nich, w tym świecie bowiem na litość i żal nie ma miejsca. A że Alik Jewski, bo tak się nazywa jego zabójca, strzela nie do niego, lecz do przekazywanej mu paczki pieniędzy, to przecież inna sprawa. Czy aby na pewno? Szalony żołnierzyk postrzega to, czego nie chcą widzieć wszyscy inni lub, dla świętego spokoju, przymykają na to oczy. Asanowi nie zależy już na krwi, chce tylko pieniędzy, coraz więcej pieniędzy... Przerażający jest przedstawiony przez Makanina obraz „urynkowionej” wojny. Z generałem przysłanym z Moskwy dla „nadzorowania kontaktów z miejscową ludnością”, który przeczytał wszystko, co o Czeczenii napisano, ale nie wystawił nosa za próg i z żadnym „Czyczem” nawet nie rozmawiał. Ze służącymi w wojskach federalnych Czeczenami, takimi jak Rusłan, który „... też jest Czeczenem i nienawidzi federałów. Ale mówiąc konkretniej, Rusłan jest Czeczenem i jest uczciwy w sprawach, które mu się powierza. Taki koktajl uczuć... Częsty w Czeczenii”. Z bronią wykradaną z rosyjskich magazynów i odsprzedawaną Czeczenom, którzy kupują ją dla partyzantów. Kiedy Makanin pojechał do Mozdoku, gdzie stacjonuje rosyjskie dowództwo, w jednej chwili – opowiada Jekatierinie Daniłowej – zobaczył swoją powieść. „Wymyśliłem, że nie będę pisać o operacjach wojennych, o pacyfikacjach czy zasadzkach, ale o tym, jak ta wojna wygląda od strony »obiegu« benzyny na drogach”. No więc, ta „paliwowa”, „urynkowiona” wojna jest upiorna. A czytelnik po lekturze „Asana” zastanawia się, czym różnią się od niej wojny prowadzone w Afganistanie czy Iraku. Tym chyba, że czekają na swoich Makaninów. Władimir Makanin „Asan”. Przeł. Jerzy Redlich. Rebis, Poznań 2009 [ramka]Władimir Makanin (ur. 1937) – studiował matematykę, był filmowcem. W 1965 roku opublikował pierwszą powieść „Linia bezpośrednia”, w 1972 r. „Bez ojcowizny”. W Polsce znamy ponadto jego „Antylidera”. Za „Asana” przed rokiem otrzymał nagrodę Bolszaja Kniga. Jest też laureatem m.in. Rosyjskiego Bookera (1993), Fundacji Tepfera (Niemcy, 1998), Penne (Włochy, 2001). [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL