Piłka nożna

Jose Mourinho kontra Italia, czyli zaćmienie Słońca Futbolu

Portugalski trener w najwulgarniejszych słowach zwyzywał dziennikarza i nie potrafi przeprosić. Burzliwy romans Mourinha z włoskimi mediami i kibicami właśnie dobiegł końca
„Special One”, „Mag z Setubal”, „Clooney futbolu” – tak włoskie gazety i telewizje witały u siebie półtora roku temu najgłośniejszego trenera świata. Teraz zastanawiają się, czy pod maską kpiącego półuśmieszku nie kryje się pospolity, arogancki grubianin, któremu od nadmiaru pieniędzy i popularności przewróciło się w głowie.[wyimek]Sprawy stanęły na głowie: trener stał się większą gwiazdą calcio niż piłkarze [/wyimek]
W niedzielę po dość pechowym remisie Interu z Atalantą w Bergamo Mourinhno czekał na swoich piłkarzy w autokarze. Przed wejściem krótkie wywiady z futbolistami kręciła telewizja Inter Channel, a dzięki odpowiednim pozwoleniom nagrywał je również dziennikarz „Corriere dello Sport” Andrea Ramazzotti. Z sobie tylko znanych powodów Portugalczyk wysiadł z autokaru i zaczął ordynarnie wyzywać dziennikarza. Uwaga: „Panie trenerze, ja pana nie obrażam” wywołała kolejny stek wyzwisk. Gdy właściciel Interu Massimo Moratti, potentat naftowy i jeden z najlepiej wychowanych Włochów, dowiedział się o incydencie, zadzwonił do Ramazzottiego z przeprosinami. Mourinho we wtorek zwołał konferencję prasową, przyznał się do błędu, ale uznał, że nie ma za co publicznie przepraszać, co rozsierdziło Italię. Włosi są w stanie ludziom pięknym i bogatym wybaczyć wiele. Ale arogancji wobec maluczkich – nigdy.
Portugalczyk pracuje we Włoszech od kilkunastu miesięcy i z miejsca, po części z winy bezkrytycznych mediów, wykreował się na futbolową gwiazdę pierwszej jasności. Dzięki kontrowersyjnym, prowokacyjnym wypowiedziom niezmiennie trafiał na pierwsze strony gazet i grał pierwsze skrzypce w programach telewizyjnych, nie tylko sportowych. W końcu sprawy stanęły na głowie. Po raz pierwszy w historii włoskiej piłki trener stał się popularniejszy od piłkarzy. W wydanym właśnie almanachu calcio to Mourinho jest na okładce. Nie przydarzyło się to Arrigo Sacchiemu, Marcelo Lippiemu czy Carlo Ancelottiemu. Nad fenomenem Mourinha pochylają się socjologowie i futbolowe autorytety. I wychodzi im, że megaloman z Setubal potrzebuje medialnego hałasu jak powietrza, a że zgłębił tajniki mediów nie gorzej od futbolowych, podsuwa im to, co lubią najbardziej – permanentny konflikt podlany arogancją. Mourinho już nieraz przekraczał granice przyzwoitości. Prowokował Claudio Ranieriego i Ciro Ferrarę. Bezkarnie obrażał Ancelottiego i Fabio Capello, mimo że o sukcesach trenerskich obu byłych piłkarzy światowej klasy na razie może tylko pomarzyć. Jednak na utarcie nosa zarozumialcowi nie zdobył się nikt. Włoskie media, świadomie podsycając te konflikty, tłumaczyły wówczas, że Mou przybył ze świata innej futbolowej kultury, gdzie nie unika się tchórzliwie sporów jak w Italii. Dopiero teraz, gdy obraził dziennikarza, podniósł się raban, że tak naprawdę chodziło o brak jakiejkolwiek kultury. Prasa przypomina, że dwa lata temu w tym samym punkcie sezonu jego poprzednik w Interze Roberto Mancini miał o 7 punktów więcej. I sugeruje, że Mourinho przewyższa swoich włoskich kolegów tylko megalomanią. „Gazzetta dello Sport” pokpiwa: „Wiemy, panie trenerze. Pan jest Słońcem, a my kąpiemy się jedynie w blasku Pańskiego światła”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL