Społeczeństwo

Śmierć, która wstrząsnęła Hiszpanią i Marokiem

Trumnę Dalili niósł jej mąż (z prawej) wraz z krewnymi (fot: Rafael Marchante)
Reuters
Skutki świńskiej grypy. Pielęgniarka popełniła tragiczny błąd, koleżanki jej bronią
Pielęgniarki żądają poprawy warunków pracy, mniejszej rotacji personelu, zwiększenia zatrudnienia i wprowadzenia nowych specjalizacji. Protesty rozgorzały po śmierci Rayana, wcześniaka, syna pierwszej w Hiszpanii śmiertelnej ofiary świńskiej grypy.
Zarażona wirusem 19-letnia imigrantka z Maroka Dalila trafiła do szpitala w ósmym miesiącu ciąży. Miała astmę i jej stan się pogarszał. Aby ratować dziecko, dwa dni przed śmiercią matki lekarze dokonali cesarskiego cięcia. Kilka dni później prasę obiegły informacje, że noworodek nie ma wirusa nowej grypy. Dziecko jednak zmarło, bo dyżurująca pielęgniarka podała mu dożylnie mleko. Sprawa wstrząsnęła Hiszpanią i Marokiem. Tamtejszy król Mohammed VI wysłał po ojca i rodzinę zmarłych samolot wojskowy. Ku zdziwieniu wielu, zamiast skrytykować błąd pielęgniarki, jej koleżanki z madryckiego, uniwersyteckiego szpitala Gregorio Maranon zaczęły manifestować. „Ja też opiekowałam się Rayanem” – głosiły plakaty. Do protestu dołączyły pielęgniarki w całej Hiszpanii. Z inicjatywy SATSE, ich związku zawodowego, manifestowało 50 tysięcy osób, które zgodnie żądały poprawy warunków pracy.
Okazało się, że trudna sytuacja w Gregorio Maranon była rok temu poruszana w listach otwartych kierowanych do dyrekcji szpitala. „Ciągła rotacja personelu i złe warunki pracy stawiają pod znakiem zapytania bezpieczeństwo pacjentów” – czytamy w napisanym wtedy manifeście. Podpisało go 1500 osób, również lekarze. Jednak zanim doszło do tragedii, problem był bagatelizowany. – Każdej z nas mogło się to przydarzyć. Nie dlatego, że jesteśmy źle wyszkolone, ale dlatego, iż ciągle zmieniamy oddziały i pracujemy po kilkanaście godzin. Winę ponosi pielęgniarka, ale też zła organizacja szpitala – tłumaczy „Rz” Montse Rivas, pielęgniarka z barcelońskiego szpitala Vall de Hebron. Przyczyną jest brak personelu. W Hiszpanii na 1000 mieszkańców przypada średnio 5,2 pielęgniarki, średnia unijna to 8,4. Tylko w Katalonii w zawodzie brakuje 15 tysięcy osób. W ciągu najbliższych pięciu lat liczba ta wzrośnie do 25 tys. – Nie możemy zatrudnić więcej pielęgniarek, bo ich nie ma. Katalońskie szkoły pielęgniarskie mogą wyszkolić rocznie tylko 110 osób – wyjaśniał David Elvira, dyrektor generalny ds. zatrudnienia w służbie zdrowia. Zdaniem SATSE kolejnym problemem jest złe przystosowanie do zawodu. – Absolwentki szkół od razu dostają takie same zlecenia jak ich koleżanki mające za sobą lata praktyki –mówi „Rz” Aurora Sastre z madryckiego oddziału związku zawodowego pielęgniarek. Żeby zmniejszyć rotację i podnieść poziom, izby pielęgniarskie żądają włączenia do planu zajęć specjalizacji przygotowującej do pracy na oddziałach intensywnej terapii i chirurgii. Domagają się też wprowadzenia obowiązkowego okresu dostosowawczego. Związki i izby zapowiedziały, że będą walczyły do skutku. – Nie chcemy więcej tragedii. Chcemy, żeby nas wysłuchano – podkreśla walcząca pielęgniarka Aurora Sastre.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL