fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Jak RMF FM pożarł Radio Zet

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Po niemal 20 latach zaciętej walki żółto-niebieska stacja deklasuje w badaniach słuchalności konkurenta z Warszawy. Ale dlaczego nie cieszy jej ten sukces?
W 1998 roku, tuż przed startem jesiennej ramówki, Stanisław Tyczyński, prezes RMF FM, spotkał się z zespołem na jednej z ostatnich odpraw. Omawiano przygotowane nowości.
- Pamiętam, że jedną z nich miało być prowadzenie serwisów informacyjnych na dwa głosy: męski i żeński – wspomina jeden z byłych pracowników stacji. – Na spotkanie wpadł nagle człowiek z biura analiz, wołając, że Zetka już od dziś wprowadziła taką nowinkę. Prezes skwitował to krótko: zaczynamy natychmiast. – Potem był wściekły, podejrzewał jakiś przeciek – mówi dziennikarz RMF FM, dziś pracujący w jednym z dzienników ogólnopolskich. – Ale tak naprawdę to rywalizacja była wtedy niesłychanie zacięta i wszyscy szukali sposobów na wyprzedzenie przeciwnika. Nic dziwnego, że niekiedy w tym samym czasie wpadano na podobne pomysły.
Były to czasy, kiedy RMF FM i Radio Zet szły niemal łeb w łeb i zawzięcie walczyły o każdego słuchacza, bo nawet niewielkie wahnięcie mogło zdecydować o tym, kto w kolejnym miesiącu wygra w pomiarach słuchalności. W pierwszym kwartale 1997 roku RMF wyprzedzał Zetkę minimalnie (31 proc. do 30,2 proc. – dane OBOP opublikowane w miesięczniku "Press"). Dziś bije ją na głowę. Jak to się stało, że świętą wojnę wygrała ekipa z Krakowa, i to tak zdecydowanie, że po 14 latach szefowania Radiu Zet pracę stracił Robert Kozyra? [srodtytul]Arystokraci czy zabijaki [/srodtytul] RMF FM i Radio Zet to od prawie 20 lat najwięksi konkurenci na polskim rynku radiowym. Historia ich pojedynku na audycje, prezenterów i akcje promocyjne to opowieść o najbardziej zaciętej wojnie mediów wolnej Polski prowadzonej ze sztabów oddalonych od siebie o 300 km. Zetka to radio z Warszawy, RMF zawsze podkreślał krakowski rodowód. – To była zbawienna rywalizacja, wzajemnie napędzała obie stacje, które zdominowały rynek – ocenia Barbara Górska, była dziennikarka Radia Zet i RMF, kiedyś specjalistka od rozmów z politykami, dziś pracuje w Ernst & Young. Jej zdaniem konkurencja była ostra, ale uczciwa. – Istniała niepisana zasada: ścigamy się na zabój, ale nie krytykujemy się wzajemnie – tłumaczy. Michał Figurski, który także pracował najpierw dla jednej, a potem drugiej rozgłośni (dziś prowadzi poranki w Esce Rock razem z Kubą Wojewódzkim), ma podobne wspomnienia. – Nawet do tego stopnia, że w Zetce nie opowiadano dowcipów o RMF i odwrotnie – zaznacza Figurski. – Ta wojna miała charakter nostalgiczno-romantyczny jak pojedynek dwóch arystokratów na rapiery. Wyidealizowany obraz szlachetnej rywalizacji blednie jednak, gdy się pamięta, jak Zetka próbowała wyrzucić RMF FM z krakowskiego kopca Kościuszki. W połowie lat 90. władze Krakowa szukały inwestora, który miał zagospodarować cały kopiec, gdzie oprócz siedziby RMF mieściły się hotel i tereny spacerowe. Do przetargu stanęły stacja Tyczyńskiego oraz Radio Maryja i Radio Zet. – Dowcip przekroczył granice absurdu, a działania konkurencji są niepoważne – zżymał się wtedy Edward Miszczak z RMF FM (obecnie dyrektor programowy TVN). Ostatecznie teren oddano stacji z Krakowa. [srodtytul]Ojcowie założyciele [/srodtytul] RMF FM wystartował w styczniu 1990 r., a Radio Zet we wrześniu. Obie stacje są dziećmi niezwykle silnych osobowości. RMF był projektem Stanisława Tyczyńskiego, fizyka i wielbiciela nowinek technicznych, działacza pierwszej "Solidarności", który sztuki radiowej uczył się we Francji. Za Zetką stał Andrzej Woyciechowski (zmarł w 1995 r.), wybitny dziennikarz pracujący m.in. dla sekcji polskiej BBC i Radia Wolna Europa. Prawdziwa rywalizacja rozpoczęła się, gdy w 1994 r. obie stacje dostały ogólnopolskie koncesje. Walka o dokument miała i zabawne chwile, jak wtedy, gdy ludzie Zetki przekonali jednego z członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, że warto ich poprzeć, bo zamierzają transmitować msze z kościołów w małych miejscowościach. KRRiT z powodów "technicznych" pozwoliła najpierw rozpocząć nadawanie ogólnokrajowe RMF. Woyciechowski zaprotestował. "Uprzywilejowanie jednego tylko nadawcy ogólnopolskiego jest naruszeniem ustawy o radiofonii i telewizji. Przyczyny nierównego traktowania nadawcy nie są natury technicznej" – napisał. - Wolne żarty, to Zetka kontroluje rynek. Oni są prawdziwym rekinem. Rzecz w tym, że my byliśmy lepiej rozbudowani programowo, a oni finansowo – tłumaczył wówczas w "Kurierze Polskim" ówczesny dyrektor anteny RMF FM Edward Miszczak. Kolejne lata pokazały, że krakowskie radio rzeczywiście nie ma co liczyć na specjalne względy KRRiT, czego dowodem była wieloletnia wojna RMF z radą o prawo do emitowania programów lokalnych. Wojna wygrana w sądzie, ale przegrana w eterze. Po rozpoczęciu emisji ogólnopolskiej oba radia błyskawicznie podbijały serca słuchaczy. W badaniach GfK Polonia ze stycznia 1995 r. zasięg tygodniowy Zetki wynosił 8 proc., a RMF FM 16 proc. Już jesienią tego samego roku Zetka zanotowała wzrost do 16 proc., a RMF do 23 proc. [srodtytul]Rośnij, słupku, rośnij [/srodtytul] - Szefowie Zetki spanikowali i skręcili program w kierunku RMF – komentował walkę o słuchacza Kazimierz Piekarz, ówczesny szef marketingu agencji reklamowej krakowskiej stacji (luty 1996, "Życie Gospodarcze"). – Szybko jednak zdali sobie sprawę, że albo będą rozwijać swój własny kierunek, albo zostaną zjedzeni przez krakusów. Zetka i RMF miały zawsze te same cele, ale różne wizerunki. Ta pierwsza zawsze miała lepsze wyniki w Warszawie, grała dla nieco starszego słuchacza. Jej zwolennicy mówią, że była radiem dla inteligentów, a przeciwnicy – że radiem salonowym. RMF był lżejszy, adresowany do młodszych, mocniej akcentujący elementy zabawy. Zdecydowanie wygrywał w mniejszych miejscowościach, a bezceremonialnie traktując polityków, budował wizerunek "people's radio". Zetka wypadała na tym tle trochę jak głos "warszawki", radio dla snobów. Zetka prężyła muskuły, RMF łatwiej było polubić. Inne było też podejście obu stacji do promocji gwiazd anteny. Radio Zet wylansowało m.in. Krzysztofa Skowrońskiego, Andrzeja Morozowskiego, a do dziś pracują tam Monika Olejnik czy Janusz Weiss. Chętnie dzieliło się swoimi gwiazdami z telewizją (tak było choćby z Wojciechem Jagielskim), wychodząc z założenia, że to świetny dodatkowy sposób promocji. RMF postawiło na markę radia ponad ludzi tam pracujących. W Krakowie również rodziły się gwiazdy, ale zwykle prawdziwą popularność zdobywały po opuszczeniu stacji. Najlepsze przykłady to choćby Bogdan Rymanowski, Ewa Drzyzga i Andrzej Sołtysik – dziś wszyscy w TVN. [srodtytul]Uwaga! Prezes dzwoni![/srodtytul] Zespoły obu stacji rządzone były twardą ręką. W Zetce była to zasługa szefa stacji Roberta Kozyry (zastąpił zmarłego Andrzeja Woyciechowskiego), a w RMF prezesa Stanisława Tyczyńskiego. Kozyra lubił bywać, gustował w markowej odzieży. Tyczyński potrafił cały tydzień chodzić po kopcu Kościuszki w wytartej koszulce z napisem "Inwazja mocy" (słynna wakacyjna impreza RMF). Ale obaj w każdej chwili potrafili zadzwonić do prowadzących program i zrugać ich. – Za jednym i drugim sterem stali ludzie, którzy w tej walce oczekiwali wręcz ofiar od swoich zespołów – wspomina Figurski. – Gdy dzwonił telefon w reżyserce, to zawsze było wiadomo, że to prezes Tyczyński – opowiada Marcin Jędrych, który prowadził w RMF FM listę "Hop-Bęc". To była odpowiedź stacji na "Komputerową listę przebojów" Zetki. – To był jego pomysł na audycję, ale zostawił mi dużo niezależności w jej prowadzeniu – dodaje Jędrych, prowadzący dziś magazyn muzyczny "Ten Top" w RMF FM. Prezes czasem narzekał, że w "Hop-Bęc" za dużo jest muzyki dance. Ale za sukces pogratulował Jędrychowi i wręczył finansową nagrodę - znacznie wyższą niż miesięczna pensja. Tyczyński zawsze szedł pod prąd. Gdy do radia na wywiad przyjechał prezydent Aleksander Kwaśniewski, wszyscy wskoczyli w oficjalne stroje. On założył zwykły sweter. Zwykł jeść i spać w radiu. Był jednym z najpotężniejszych w Polsce ludzi mediów, ale unikał wywiadów. Lubił za to wywoływać skandale. Do legendy przeszły jego noworoczne "orędzia". Na przywitanie 2004 r. tak mówił do słuchaczy: "Siedzę sobie dzisiaj w kraju, gdzie północ minęła już dwie godziny temu. Jestem człowiekiem szczęśliwym. A wiecie dlaczego? Włączam tutejszy telewizor i nie widzę w nim mordy Millera. Czego jako Wam, Polsce, na najbliższy rok również, jako i sobie, życzę". Zwykle po orędziach prezesa RMF emitował dżingiel grany tylko raz w roku – w sylwestra o północy, w którym żeński głos wulgarnie śpiewał o tym, co pszczoła zrobiła misiowi. Tyczyński narzekał też na AWS albo Kościół. Nie bał się nikogo. – Myślę, że te "żółte papiery", jakie sam sobie wystawiał, to była jego strategia biznesowa. Bo kto się będzie liczył z jakimś wariatem z Krakowa – mówi jeden ze znajomych Tyczyńskiego. [srodtytul]Giganci walczą [/srodtytul] - Tyczyński miał kompleks Warszawy. Cały czas chciał pokazać, że krakus potrafi zrobić lepsze radio niż warszawka – twierdzi Michał Figurski. A Marcin Jędrych dodaje: – Wielokrotnie powtarzał, że mamy być radiem numer jeden w kraju. Prezes RMF nie ukrywał, kto jest najgroźniejszym konkurentem. – Oczywiście, że Zetka – odpowiadał w 1998 r. w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Na początku XXI wieku obie stacje nie uniknęły problemów, głośno opisywanych w mediach. W 2000 r. wybuchł w Zetce konflikt. Przeciwko polityce Roberta Kozyry zbuntowało się ponad 20 dziennikarzy. Kilku odeszło, m.in. Andrzej Morozowski, Krzysztof Skowroński (do niedawna szef Trójki), Emil Marat (dyrektor programowy Radia PiN). – Chcieliśmy stworzyć radio na wzór poważnej telewizji CNN, tymczasem podążamy w kierunku rozrywkowej MTV – tłumaczył wtedy Morozowski. Z kolei w 2001 r. KRRiT zabroniła RMF FM rozszczepiania programu (nadawania lokalnych programów w regionach), co było wielką siłą radia. Stacja musiała zredukować zatrudnienie w oddziałach i zwolniła niemal 200 osób. Był to czas, kiedy oba radia miały podobne wyniki. Latem 2001 r. (dane wg Radia Track) w grupie słuchaczy 15 – 24 lata RMF miał udział 28 proc. i wygrywał z Zetką o 4 proc. Z kolei w grupie 25 – 39 lat Zetka miała prawie 25 proc. i o 2 wyprzedzała RMF. To były złote lata jednej i drugiej stacji. I wydawało się, że tak będzie zawsze. Konkurencja publiczna i prywatna nie dorastała gigantom do pięt. [srodtytul]Krajobraz po bitwie [/srodtytul] Dziś w Radiu RMF nie ma już Stanisława Tyczyńskiego. Dwa i pół roku temu sprzedał stację niemieckiemu wydawnictwu Bauer. Choć jeszcze w 2003 r. pytany przez "Przekrój" o kapitał zagraniczny w polskich mediach zarzekał się: "Do ciężkiej cholery, nie możemy stać się narodem pariasów na nasze tylko życzenie". Właśnie skończyła się także era Roberta Kozyry w Zetce. Właściciele radia, koncern Eurozet, szukają nowego prezesa stacji. Ta informacja zbiegła się z publikacją najnowszych badań radiowych. Pokazują, że po latach walki RMF deklasuje rywala. Ma udział w rynku na poziomie 27 proc. (wzrost o ok. 5 proc. w ciągu pół roku). To najlepszy wynik stacji w historii badań Radia Track. Zet ma tylko 16,3 proc. Nigdy różnica między tymi konkurentami nie była tak duża. Dlaczego? Kozyra nie zgodził się na rozmowę do tego tekstu. Ale na początku czerwca tak komentował to w wywiadzie dla "Rz": – RMF nie zmienił komunikacji ani programu, a w ciągu ostatnich kilku miesięcy zyskał 5 procent zasięgu. Zbiegło się to z tym, że od stycznia zaczął promować konkurs telefoniczny, w którym zamiast "halo" należy powiedzieć "RMF". Badania radiowe są przeprowadzane w bardzo podobny sposób: ludzie są wydzwaniani i pytani o to, jakiej stacji słuchają. Na wielu rynkach takie działania są traktowane jako czyn nieuczciwej konkurencji i zakazane. Były dziennikarz RMF wyjaśnia rzecz inaczej: – W miarę jak rynek radiowy się w Polsce profesjonalizuje, coraz mniej liczą się charyzmatyczni "szaleńcy boży", a coraz więcej zależy od sprawnych technokratów. Może RMF zyskał, bo wcześniej opuścił go apodyktyczny szef? – Tyczyński odebrałby te dobre wyniki jako... zły sygnał – śmieje się Barbara Górska. – Bo nie mógłby już rywalizować. – Ta walka trwa od prawie 20 lat. Nikt nie czuje satysfakcji, gdy nie ma już się z kim bić – ocenia Michał Figurski. – Tym bardziej że zła kondycja Zetki świadczy o załamaniu rynku, a nie sukcesie RMF FM. Obecni szefowie RMF podkreślają, że nie świętują. – Co prawda pojawiły się tytuły: "Zet is dead", ale zapewniam, że u nas nie było i nie ma żadnej fety – mówi "Rz" Tadeusz Sołtys, dyrektor programowy RMF FM. – Moim zdaniem Zetka ma kłopoty, ale wciąż jest naszym największym konkurentem – dodaje. I cytuje słowa, które często powtarzał Tyczyński: "słuchalność nie jest dana od Boga na wieki!".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA