fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jak zarządzać wydatkami

Jeden z braci miał zboże, a drugi owce

Dochodów nie da się powiększyć. Wydatków dalej ciąć nie można, bo pozostały już tylko wydatki sztywne. Zatem nowelizacja może polegać tylko na zapisaniu w budżecie większego deficytu
Odwieczny spór o wszystko, jaki toczą PiS i PO, w sprawach gospodarczych przybrał ostatnio dość konkretny kształt. Nasi konserwatywni wigowie i liberalni torysi (uwaga, to nie pomyłka, w Polsce wszystko musi być na odwrót) kłócili się o to, czy nowelizować budżet. PiS chciał natychmiastowego powiększenia deficytu o 7 mld zł. Platforma twierdziła, że deficytu powiększać nie trzeba. Do utrzymania obecnego poziomu wystarczą cięcia wydatków.
Nie trzeba wielkiej przenikliwości, aby zauważyć, że bardziej niż o budżet chodziło tu o wybory do Parlamentu Europejskiego. Nowela oznaczałaby, że budżet został przez rząd nie najlepiej przygotowany – a to punkt dla PiS, pozostawienie zaś go w niezmienionej postaci (bo jest świetnie) to punkt dla PO.
Koniec kampanii już blisko. Polityczne znaczenie sprawy maleje. Donald Tusk oświadczył więc, że w czerwcu budżet będzie nowelizowany. Premier powiedział, sprawa zakończona, można by rzec – trawestując św. Augustyna. A z zakończenia wynikałoby, że to jednak PiS miał rację.
Problem polega jednak na tym, że PiS racji nie miał, a sprawa zakończona nie jest („budżet, budżet jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć”). Dowodów dostarcza nie byle kto, bo sama Zyta Gilowska, po którą sięgnięto, aby wzmocnić siłę ognia PiS.
I pani Gilowska dała ognia, tyle tylko, że strzeliła swojej partii w stopę i to nie z rewolweru, a z haubicy wielokalibrowej. Oskarżając rząd o to, że doprowadził do powstania gigantycznej dziury sięgającej podobno 80 mld zł, wykazuje, że pomysł dalszego powiększania deficytu jest chory i niemożliwy do wykonania. Chyba żeby zrezygnować z obniżki składek ubezpieczeniowych i zmniejszyć dotację do ZUS. Teraz to praktycznie jedyna możliwość pozyskania dodatkowych dochodów. To jednak było sztandarowe osiągniecie Zyty Gilowskiej (i rządu PiS). Całkiem słusznie zostaliśmy za nie pochwaleni przez OECD.
Dochodów powiększyć się więc nie da. Wydatków dalej ciąć nie można, bo pozostały już tylko wydatki sztywne. A poza tym cięcia w sytuacji, gdy słabnie popyt indywidualny, byłyby głupotą. Zatem nowelizacja może polegać tylko na usankcjonowaniu sytuacji i zapisaniu w budżecie większego deficytu.
Nie jest to może najwspanialsze rozwiązanie z punktu widzenia piaru, ale możliwe i potrzebne. Możliwe, bo czarne prognozy, że rząd nie będzie mógł sfinansować deficytu, okazują się przesadzone. Unia Europejska taką zbrodnię przełknie (tak jak przełknęła deficyt Zjednoczonego Królestwa wynoszący 12 proc. PKB). Spekulanci raczej nie będą (bardziej) napadać na złotego. A utrzymanie wydatków działać będzie jak automatyczny stabilizator koniunktury.
Oznacza to oczywiście przerzucenie kosztów na następne lata. Trzeba jednak mieć nadzieję, że koniunktura powróci i owe większe koszty obsługi zadłużenia pokrywać będziemy z większego PKB.
Musiałbym jednak ubiegać się o rolę pierwszej naiwnej w jakimś niedopalonym teatrze, gdybym wierzył, że wszystko przebiegnie spokojnie według tego praktycznie jedynego możliwego scenariusza. Nowela budżetu będzie bowiem świetną okazją zarówno dla różnych lobby, jak i wszystkich sił politycznych, aby zaistnieć i próbować ugrać coś dla siebie.
A zatem koncert życzeń i złorzeczeń przybierze jeszcze większe rozmiary. Walka między PO i PiS trwać będzie dalej. Bo choć obydwie te partie są jak dwaj bracia, ich konflikt jest odwieczny. Zaczął się podobno od tego, że jeden z braci miał zboże, a drugi owce. A potem już poszło.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA