Ekonomia

Euro nie chroni przed problemami

Choć kryzys trwa od lata 2007 r., to do jego eskalacji doszło jesienią ubiegłego roku. Wtedy to waluty rynków wschodzących zaczęły tracić na wartości, a strefa euro weszła w największy kryzys w swojej 10-letniej historii.
Rzeczpospolita
Wspólna waluta nie jest gwarantem ochrony na trudne czasy. Ale znaczne problemy miały ostatnio także kraje będące poza obszarem euro
Spektakularnym przykładem jest Islandia. Wcześniej nie sądzono, że dramatyczne wydarzenia w tej niewielkiej gospodarce będą początkiem dyskusji na temat szans i zagrożeń płynących z uczestnictwa w strefie euro.
U źródeł kryzysu islandzkiego leżała wielkość tamtejszego sektora bankowego (aktywa trzech największych banków na koniec 2007 roku stanowiły 900 proc. PKB Islandii). W obliczu kłopotów banku Glitnir państwo przejęło 75 proc. udziałów tego banku. Kryzys sektora bankowego spowodował nasilenie ataków spekulacyjnych i spadek wartości korony o 50 proc. [srodtytul]Bez szans na pomoc z EBC[/srodtytul]
Jednym z powodów tak ostrego przebiegu kryzysu w Islandii był brak możliwości zwrócenia się o pomoc do Europejskiego Banku Centralnego, który mógłby Islandii otworzyć linie swapowe. Bank centralny musiał podwyższać stopy (do 18 proc. w przypadku głównej stawki), aby zahamować spadek wartości korony. [wyimek]18 procent wynosiła główna stopa procentowa w Islandii[/wyimek] Ale duże uzależnienie gospodarki od sektora bankowego to cecha także takich krajów, jak Wielka Brytania czy Szwajcaria. Ten drugi kraj pozostaje jednak poza UE, jednak tamtejszemu bankowi centralnemu udało się podpisać specjalne porozumienia z EBC, mające na celu poluzowanie presji pojawiającej się na rynkach instrumentów pieniężnych denominowanych we frankach szwajcarskich. Kraje, które pozostawały poza strefą euro, ale były członkami UE, też musiały różnie odpowiadać na problemy związane z kryzysem. To zależało od tego, jaki reżim kursowy przyjęły. [srodtytul]Monetarne decyzje[/srodtytul] Będąca w ERM2 Dania musiała w czasie eskalacji kryzysu podnosić stopy procentowe, broniąc korony, dodatkowo konieczne były swapy walutowe z EBC o wartości 12 mld euro. Efekt był taki, że różnica między stopami procentowymi w strefie euro a w Danii wskutek kryzysu się powiększyła. Kraje bałtyckie natomiast posiadające tzw. currency board powiązały kurs swoich walut z euro. Wskutek tego taki reżim uniemożliwił dostosowanie ceny pieniądza do bieżącej koniunktury, bo kraje te były importerami polityki pieniężnej realizowanej przez Europejski Bank Centralny. To właśnie m.in. poprzez powiązanie kursu z euro na sztywno gospodarki tych krajów po okresie prosperity popadły w głębokie recesje. Kraje z płynnym kursem walutowym można natomiast podzielić na dwie grupy: w jednej są Wielka Brytania i Szwecja, a w drugiej Polska, Węgry i Czechy. W przypadku pierwszych dwóch krajów deprecjacja funta i korony przebiegała w sposób o wiele bardziej kontrolowany niż w przypadku złotego, forinta i czeskiej korony. To wynik zaniku płynności na rynkach finansowych tych krajów i zmiana percepcji tych krajów przez inwestorów, którzy obawiali się o zdolność do finansowania deficytów bieżących tych krajów. Węgry z tego powodu musiały zwrócić się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wielka Brytania i Szwecja mogły sobie pozwolić na większe obniżki stóp procentowych – to też dołożyło się do spadku wartości walut tych krajów. Świadczy o tym zachowanie długoterminowych obligacji emitowanych przez oba rządy – ich oprocentowanie było niższe niż w przypadku wielu krajów będących w strefie euro. [srodtytul]Euro mimo wszystko pomaga[/srodtytul] Ostatnią analizowaną grupą są państwa należące do strefy euro. Gdyby nie przynależność do unii monetarnej, waluty takich krajów jak Włochy czy Grecja pewnie byłyby pod silną presją na osłabienie ich wartości. Z drugiej strony przypadek bardziej rozwiniętych gospodarek – jak Niemcy czy Francja – wskazuje, że euro nie do końca pozwoliło uniknąć skutków kryzysu. Wystarczy spojrzeć bowiem na oprocentowanie dziesięcioletnich obligacji: różnica między włoskimi, greckimi a niemieckimi papierami wynosząca na początku 2007 r. ok. 30 pkt bazowych, pod koniec stycznia 2009 r. sięgała odpowiednio 160 i 300 pkt bazowych. W styczniu obligacje greckie miały wyższe oprocentowanie niż obligacje polskie o takim samym terminie zapadalności. A agencje ratingowe obniżały oceny wiarygodności finansowej krajów strefy euro : Hiszpanii, Grecji czy Portugalii. Wywołane to było obawami przed prawdopodobnym pogorszeniem sytuacji fiskalnej. Obecność w strefie euro nie chroni przed napięciami w polityce fiskalnej. Oprocentowanie obligacji brytyjskich czy szwedzkich było niższe niż papierów emitowanych w większości krajów strefy euro. Dodatkowo polityka monetarna Wielkiej Brytanii i Szwecji była bardziej ekspansywna, co tworzy większe pole manewru w walce z recesją. Z kolei polityka monetarna prowadzona przez EBC nie zawsze była w stanie zagwarantować równowagę makroekonomiczną w wielu krajach członkowskich strefy euro – wskazują na to przypadki kilku krajów. W Hiszpanii czy Irlandii nie zapobiegła przegrzaniu gospodarek. To wszystko sprawia, że członkostwo w strefie euro nie gwarantuje szczelnej ochrony przed zawirowaniami w gospodarce światowej – istotne znaczenie ma odpowiednio prowadzona polityka makroekonomiczna. Jeżeli jest ona źródłem równowagi gospodarczej, uczestnictwo w strefie euro ułatwia przetrwanie perturbacji gospodarczych. [i]Więcej o integracji ze strefą euro www.nbp.pl[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL